|
Australijski naukowiec Bertus de Graaf opracował pomysł pozyskania ogromnych ilo... Jeżeli sprawdzą się wyliczenia australijskiego naukowca Bertusa de Graafa to już wkrótce Australia stanie się największym na świecie producentem energii.Czy Australia stanie się największym na świecie producentem energii? Jeżeli sprawdzą się wyliczenia australijskiego naukowca Bertusa de Graafa to już wkrótce tak.
Pomysł jest prosty. Na głębokość 3-5 kilometrów w głąb Ziemi należy wtłoczyć miliony metrów sześciennych wody. Ta po podgrzaniu w postaci pary wracałaby na powierzchnię, gdzie w turbinach wykorzystywana byłaby do produkcji energii. Zdaniem de Graafa ten ambitny plan rocznie może dać tyle energii, ile powstaje przy spaleniu 50 mld baryłek ropy! - Dzienna produkcja będzie liczona w setkach jeśli nie tysiącach megawatów - podkreśla uczony.
Sprawą zainteresował się australijski rząd. - Technologia jest bardzo interesująca. Zdecydowaliśmy się więc wspomóc prace badawcze grantem w wysokości 5 mln dol. - mówią przedstawiciele australijskiej administracji.
Zwolennicy pomysłu podkreślają, że w przypadku pełnego sukcesu Australia stanie się wielkim producentem energii. Uzyskana w ten sposób energia to równowartość ponad 20-letnich zapasów ropy Australii czy 40-letniego wydobycia węgla kamiennego.
Nie wszyscy do projektu, którego pierwsze efekty miałyby być widoczne już w 2005 r., są nastawieni tak optymistycznie. Sceptycy wskazują na kilka wad wad projektu: kłopoty z tak głębokimi odwiertami i koszty z tym związane; brak dostatecznej wiedzy na temat budowy geologicznej obszarów, w których miały by się odbywać wiercenia (do sukcesu potrzebna jest znaczna porowatość skał); nie wiadomo, czy cały proces będzie opłacalny.
De Graaf odpiera te zarzuty. - W regionie gdzie planujemy wiercenia na głębokości 4 km panuje temperatura około 229 stopni Celsjusza. Wtłoczona woda musi więc wrócić pod postacią przegrzanej pary - odpowiada naukowiec.
Promocje:
|
|