|
Co czeka kraje arabskie po wyczerpaniu złóż ropy... Natura obeszła się z krajami Bliskiego Wschodu bardzo łaskawie. Pod piaskami pustyni skrywają się ogromne, największe na świecie zasoby ropy naftowej. Cóż z tego...Natura obeszła się z krajami Bliskiego Wschodu bardzo łaskawie. Pod piaskami pustyni skrywają się ogromne, największe na świecie zasoby ropy naftowej. Cóż z tego, skoro pochodzące z nich pieniądze w znacznej części są marnotrawione, a o przyszłości myśli się niewiele.
Wpływy z wydobycia i przetwórstwa ropy w prawie wszystkich krajach arabskich są głównym składnikiem budżetu. W Arabii Saudyjskiej sektor petrochemiczny dostarcza do państwowej kasy aż trzy czwarte pieniędzy. I wkrótce będzie dostarczał jeszcze więcej, bo pod pustyniami królestwa znajduje się jedna czwarta światowych zasobów ropy. Rola saudyjskich złóż będzie więc rosła.
Co prawda część analityków uważa, że w szranki o pozycję światowego lidera stanie wkrótce Rosja, ale to chyba mrzonki. Nawet jeżeli nasz wschodni sąsiad odkryje nowe złoża, to i tak wydobycie pochodzącej z nich ropy będzie z pewnością droższe niż spod piasków Arabii. Nigdzie na świecie wydobycie baryłki ropy nie kosztuje tylko 2 dol. Taniemu wydobyciu sprzyjają budowa geologiczna złóż ropy i łatwy do nich dostęp.
Uzależnienie od ropy krajów znad Zatoki Perskiej jest ogromne. Pozytywny wyjątek to Iran, gdzie dość silne są także inne branże. A produkowane tam tekstylia i materiały budowlane mają dobrą markę nie tylko u sąsiadów.
Drogie szejków zabawki
Do kas państw regionu z tytułu sprzedaży ropy i produktów ropopochodnych wpływają co roku miliardy dolarów. Co dzieje się z tymi pieniędzmi? - Znaczna część jest marnotrawiona. Przywódcy krajów regionu uwielbiają bardzo drogie zbędne zabawki - wyjaśnia doktor Alvin Preston, wieloletni pracownik kilku arabskich uniwersytetów badający gospodarkę krajów Zatoki Perskiej.
Ulubionymi zabawkami arabskich przywódców są nowe typy uzbrojenia. To nic, że w niektórych krajach brakuje wykwalifikowanej obsługi i aby sprzęt mógł być obsługiwany, kontraktuje się żołnierzy z zagranicy. Tak na przykład działo się z zamówionymi we Francji okrętami dla marynarki Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Książę wydał kilkaset milionów dolarów na okręty, które potem rdzewiały na kotwicy, bo do każdorazowego rejsu konieczne było wynajęcie francuskich marynarzy.
Rządzącym Kuwejtem nie przeszkadzało z kolei to, że zamówionymi myśliwcami bombardującymi nie ma gdzie latać, bo przestrzeni powietrznej kraju do lotu z maksymalną prędkością wystarczało zaledwie na kilka minut.
Arabia Saudyjska na wydatki wojskowe w ostatnich latach przeznaczała ponad 10 proc. PKB. To prawie trzy razy więcej niż USA! Szacuje się, że od napaści Iraku na Kuwejt i wojny w Zatoce państwa arabskie wydały na zbrojenia ponad 100 mld dol.
Nic więc dziwnego, że targi broni w Dubaju (jeden z siedmiu emiratów wchodzących w skład Zjednoczonych Emiratów Arabskich) to jedna z największych tego typu imprez na świecie. A sprzedać broń chcą tam wszyscy liczący się jej producenci. Po swój kawałek tortu stoją w kolejce wszyscy - począwszy od Amerykanów, przez Rosjan i Ukraińców, po producentów z Brazylii i RPA.
Kłopoty nadchodzą...
Tymczasem mimo ciągłego napływu miliardów petrodolarów narastają problemy państw regionu. Oparcie gospodarki tylko na ropie sprawiło, że kraje-producenci są równie czułe na wahania gospodarczej koniunktury jak kraje wysoko rozwinięte. Tyle że Niemcy czy Japonia mają mechanizmy i narzędzia, które pomogą wyjść - wolniej lub szybciej - z zapaści. Nie dysponują nimi natomiast państwa arabskie.
Wahania na rynku ropy są odczuwane długo i boleśnie. Myli się ten, kto uważa, że jedynym problemem może być spadek cen ropy. Oczywiście, może szokować, że spadek ceny ropy o 1 dol. za baryłkę oznacza np. dla Kuwejtu mniejsze przychody do budżetu o prawie 800 mln dol. w skali roku. Równie zabójczy jest jednak wzrost cen, bo wtedy importerzy ropy zaczynają ograniczać zakupy, reagując w ten sposób na oszczędności klientów.
Ostatnie skoki cen nie przysłużyły się więc budżetom państw arabskich. Nic zatem dziwnego, że Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC, z 11 państw osiem to kraje arabskie) równą uwagę poświęca wzrostowi co i spadkowi cen.
Pogorszenie się sytuacji gospodarczej przyczynia się do powstawania problemów do niedawna nieznanych w krajach arabskich. Rośnie bezrobocie i przestępczość. Dwie dekady temu nie do pomyślenia było, aby rodowity Saudyjczyk czy Kuwejtczyk pracował jako taksówkarz czy hotelowy recepcjonista. Takie profesje były przeznaczone dla "gorszych" nacji: najczęściej Pakistańczyków, Hindusów czy pozbawionych własnego kraju Palestyńczyków. W połowie lat 80. w stolicy Arabii Saudyjskiej Al Rijadzie za kierownicą żadnej z taksówek nie zasiadał rodowity Saudyjczyk. Obecnie z powodu kryzysu wielu już zarabia w ten sposób.
...coraz większe
O ile jednak to, że Saudyjczycy pracują w uważanych do tej pory za "gorsze" zawodach, na dłuższą metę jest wręcz pożądane, to kryzys gospodarczy i wyczerpywanie się złóż ropy może doprowadzić do zdestabilizowania państwa.
Jeden z wizjonerów literatury science fiction 75-letni Harry Harrison w swojej trylogii "Ku gwiazdom" opisuje historię obrony Izraela przed plemionami arabskimi atakującymi granicę. Plemionami, a nie państwami. To na razie czysta fikcja, ale jej spełnienie nie jest takie nieprawdopodobne, jak mogłoby się wydawać.
Większość krajów roponośnego regionu ma burzliwą i dość krótką historię. Na dobrą sprawę z zależności - najczęściej brytyjskiej lub francuskiej - wyzwoliły się na dobre zaledwie pół wieku temu. Wtedy też zaczęły się tworzyć w regionie struktury państwowe. Nie odbyło się to bez licznych konfliktów na tle religijnym i narodowościowym.
Obecnie wielu naukowców uważa za możliwy rozpad krajów regionu na niewielkie państewka plemienne. - Na razie czynnikiem spajającym jest ropa. Dopóki kurek pozostaje otwarty, dopóty konflikty nie wybuchają ze zdwojoną siłą. Jeżeli zaczną się problemy z surowcami, kres niektórych państw może być szybki - uważa prof. Leo Blankenberg, były wykładowca Uniwersytetu Kuwejckiego.
Które państwa mogą się rozpaść? Najpoważniejszym kandydatem jest Arabia Saudyjska - przemawia za tym historia i liczne podziały wewnętrzne. Także Irak - ze względu na dość równy podział mieszkańców na szyitów i sunnitów (nurty religijno-polityczne w islamie) - jest zagrożony rozpadem poprzedzonym wojną religijną. Z pewnością rozluźnienie współpracy może spotkać Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Zdaniem Blankenberga podział jest tym bardziej prawdopodobny, że zanikanie źródeł ropy wywoła biedę, której następstwem będą ruchy separatystyczne, powstawanie nowych nurtów religijnych i w końcu upadek państwowości.
Musicie się przygotować
Przedstawiciele instytucji finansowych nawołują producentów ropy naftowej, by zaczęli myśleć o przyszłości. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wezwał dwa lata temu państwa arabskie do rozwoju rolnictwa i inwestowania w nowe technologie.
MFW wskazał, że kraje arabskie czekają jeszcze dwie dekady paliwowego dobrobytu, a później zaczną się problemy. W najgorszym z możliwych scenariuszy - wyczerpywanie się złóż ropy i odkrycie nowych źródeł energii przez kraje wysoko rozwinięte - państwa arabskie mogą wpaść w katastrofalny kryzys gospodarczy. Produkt krajowy brutto może tam spadać w tempie nawet 10 proc. rocznie!
Przed niepewną przyszłością kraje OPEC przestrzega też Bank Światowy. W publikacji poświęconej przyszłości regionu analitycy banku ostrzegają, że bez głębokich zmian strukturalnych rokowania są złe. Państwa regionu nie dysponują bowiem niczym, co może zainteresować i zachęcić inwestorów do lokowania tam pieniędzy. Może dojść do sytuacji, że po wyczerpaniu się złóż ropy i gazu region pozostawiony będzie sam sobie. - Trudno bowiem uwierzyć, że będą się tam angażowali Amerykanie, skoro nie będzie już ropy - uważa politolog dr Frank Rular.
Hasła te nie znajdują jednak należytego odzewu. Jeden z arabskich szejków miał powiedzieć, że skoro jego kraj jest bogaty w ropę, to nie potrzebuje inwestować w rolnictwo i alternatywne źródła energii. A co, gdy ropa i gaz się wyczerpią? - Wówczas znajdzie się coś innego - odpowiedział. - Bóg nie ukarze swoich prawowitych synów.
Zdarzają się wyjątki. Kuwejt buduje instalacje do odsalania wody morskiej. Urządzenia mają być napędzane energią słoneczną. Nie staną więc wówczas, gdy wyczerpią się surowce.
Niektóre państwa inwestują w inne dziedziny gospodarki. ZEA inwestują w rozwój linii lotniczych, Arabia Saudyjska jest jednym z największych inwestorów w nowe budynki biurowe, władcy Omanu kupują zaś udziały w największych przedsiębiorstwach działających w Europie.
Urzędnicy Banku Światowego przychylnie oceniają te inicjatywy, ale ostrzegają, że nie gwarantują one dobrobytu. Zwracają uwagę, że państwa regionu powinny wykorzystać inny dar natury - energię słoneczną. W jednym z kwietniowych numerów amerykański tygodnik "Newsweek" prognozuje, że za 70 lat - gdy wyczerpią się zasoby ropy - jednym z najpoważniejszych źródeł energii będzie słońce.
Może się więc ponownie okazać, że natura pomogła krajom arabskim. W Arabii Saudyjskiej, ZEA i Katarze w roku jest 344, 357, a nawet 364 bezchmurnych dni. Cały czas ogniwa słoneczne mogą więc pracować pełną parą. Instytuty zajmujące się przygotowywaniem tego typu instalacji najchętniej budowaliby je w krajach arabskich lub w Australii.
- W Adenie temperatura w słońcu dochodzi do 70 stopni Celsjusza. Dla nas to wymarzone warunki - mówi dr Ref Zakhir pracujący w Kalifornijskim Instytucie Nowych Technologii. - Problem w tym, że region Zatoki Perskiej nie jest zbyt bezpieczny. Częściej wybieramy więc Australię - przyznaje.
Pomimo tych trudności większość specjalistów uznaje, że w ciągu dekady piaski pustyń zapełnią się ludźmi, którzy będą tam testowali ogniwa. - To konieczność - uważa doktor Zakhir. - Zanim to jednak nastąpi, musi się zmienić świadomość. Mieszkańcy krajów Zatoki muszą przestać myśleć wyłącznie o ropie. Powinni być zapatrzeni w słońce - uważa Zakhir.U
Promocje:
|
|