Obcinanie skrzydeł wiatraków

Pompy ciepła | Oświetlenie LED, żarówki LED | Kolektory słoneczne | Certyfikat energetyczny | Podłogówka

Obcinanie skrzydeł wiatraków... Zaledwie w półtora roku po zbudowaniu i uruchomieniu farmy wiatrowej ich właściciele zapowiadają swoje bankructwo.

Tu jest miejsce na reklamę.
Zobacz cennik

Zaledwie w póttora roku po zbudowaniu i uruchomieniu w czerwcu 2001 r. energetycznej farmy wiatrowej w Barzowicach (około 5 MW), oraz po pół roku pracy od stycznia 2002 r. największej w kraju podobnej farmy w Cisowie (9 turbin, 18 MW), obydwie koło Darłowa w woj. zachodniopo-morskim, ich właściciele zapowiadają swoje bankructwo.

Wiele wskazuje, że energetyka wiatrowa w Polsce padnie ofiarą, choć obowiązują prawne ustalenia i programy jej rozwoju. Na upadek zanosi się całkiem poważnie, bowiem od 1 lipca 2002 r. obowiązują nowe zasady zakupu energii z elektrowni wiatrowych, wprowadzone w życie przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne i Urząd Regulacji Energetyki.

Skrzydła wiatraków energetycznych jeszcze się obracają, ale na próżno. Energia nie płynie do sieci za darmo, właściciele np. wspomnianych wcześniej największych w Polsce farm wiatrowych nie mają z tego korzyści. Nie ma też korzyści środowisko, a tzw. zrównoważony rozwój regionów pełnych bezrobotnych, staje się fikcją i niespełnionym marzeniem ekologów. W podobnej sytuacji jest - np. w woj. małopolskim 10 właścicieli małych elektrowni wodnych, którym zakłady energetyczne wypowiadają umowy o zakup czystej energii. A nowe warunki zakupu energii prowadzą wprost do strat i upadku najczęściej rodzinnych firm produkujących czystą energię.

Decyzja PSE narzuciła elektrowniom wiatrowym nowe, a zarazem absurdalne, warunki zawierania umów kupna-sprzedaży czystej energii. Elektrownie muszą zaplanować - i to z wyprzedzeniem 48 godzin, ile energii wyprodukują, i wszystko jedno, czy będą wytwarzać jej za dużo lub za mało, zapłacą kary, za... niedotrzymanie umowy. Nie zmieniła nic skarga właścicieli wspomnianych farm wiatrowych do szefa Urzędu Regulacji Energetyki. Zanosi się na awanturę zataczającą coraz szersze kręgi. Inwestorzy i właściciele elektrowni wiatrowych odwołują się do Najwyższej Izby Kontroli, do Urzędu antymonopolowego, do Urzędu Ochrony Konkurencji i konsumenta. Monopolista, czyli PSE dyktuje warunki, URE umywa ręce, bo to przecież ta sama branża.

Wypada tutaj przypomnieć, że w sierpniu 2001 r. "Strategia rozwoju energetyki odnawialnej" została zaakceptowana uchwałą sejmu. W ślad za tą decyzją resorty Środowiska oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi stworzyły rządowy program energetycznego wykorzystania biomasy, a z Ministerstwem Gospodarki ekologiczny scenariusz realizacji "Założeń polityki energetycznej do roku 2020". Powstały "Założenia polityki energetycznej Polski do roku 2020" oraz "Strategia rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce" z września, 2000 r. Rada Ministrów przyjęła "Strategię..." do realizacji w sierpniu 2001 r. Ponadto na ukończeniu jest formułowany dokument rządowy - pilotowy program dla innych technologii energetyki odnawialnej - "Program rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce na lata 2002-2005". W świetle decyzji o zakupie energii z elektrowni wiatrowych trzeba spytać, do czego służą wymienione tu dokumenty i ustalenia?

Warto, zatem przypomnieć, że obowiązują akceptowane przez nasz rząd zobowiązania międzynarodowe. Ostatnio doszło do nich ratyfikowanie Protokółu z Kioto, a Polska ma liczne zobowiązania odnośnie uno-wocześniania swojej energetyki, wynikające w trakcie coraz bliższych kontaktów z Unią Europejską. A są to zasady i zobowiązania, jakie w Europie są uznawane za priorytety w rozwoju energetyki odnawialnej. Chodzi m.in. o Dyrektywę 2001/077/EC z września 2001 r., która zobowiązuje władze (także Polski) do wyeliminowania dyskryminacji przez sieci przesyłowe (państwowe!!!) producentów i energii odnawialnej. Trzeba tu przypomnieć, że w październiku 2004 r. Komisja Europejska ogłosi zapowiedziany od dawna pierwszy raport o postępie we wdra-żaniu postanowień o działaniu państw członkowskich na rzecz zwiększenia do 12 proc. (22 proc. energii) udziału energii wytwarzanej ze źródeł odnawialnych. Nic nie wskazuje, że będziemy mieli w tym raporcie dobre oceny.

Nie od dziś wiadomo, że jednym z największych wrogów naszej przedsiębiorczości prywatnej i gospodarki, a zatem w skali lokalnej i krajowej, jest brak ustabilizowanych przepisów i zasad biznesowych, ignorowanie uchwalonych i ogłoszonych lub wręcz brak przepisów, chwiejna polityka finansowa. To wszystko rzutuje wprost na poprawę stanu środowiska, np. w zakresie zmniejszenia emisji dwutlenku węgla. Oto jeden z licznych przykładów. Minister Gospodarki ustalił w 2000 r. obowiązek kroczącego zwiększania zakupu energii ze źródeł odnawialnych, np. w 2001 r. - 2,4 proc,, w 2002 r. 2,5 proc. w stosunku do bilansu energetycznego kraju. Tymczasem jest to typowy "zapis palcem na wodzie". W ubiegłym roku właściciele małych elektrowni wodnych i wiatrowych zostali po prostu wykiwani! Aż 16 z 33 zakładów energetycznych zobowiązanych do zakupu od nich energii nie wykonało tego obowiązku. Ale to tylko część problemu "uziemiania polskiej energetyki odnawialnej". W ciągu zaledwie 10 lat mozolnego rozwoju, na zbu-dowanie, transfer technologii i rozruch około 40 elektrowni wiatrowych poszły ogromne środki z polskich i zagranicznych źródeł, głównie z funduszy ekologicznych. W farmę wiatrową w Barzowicach wpompowano 25 mln zł ze środków inwestorów z Danii oraz odpisu części polskiego zadłużenia zagranicznego, jakim dysponuje Fundacja Eko-Fundusz. Podobny system finansowania przyczynił się do uruchomienia na początku 2002 r. największej w Polsce farmy wiatrowej w Cisowie. Ta inwestycja możliwa była dzięki 27 mln zł. z EkoFunduszu i 40 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W "wiatrowy bines" w Polsce zaangażowały się liczne firmy z Niemiec i Danii. Są one nadal gotowe inwestować w kraju, m.in. w woj. lubuskim, zachodniopomorskim, pomorskim, gdzie wiatry są niemal tak samo wydajne, jak nad brzegiem zachodniego Bałtyku i Morza Północnego. A nawet uruchomić produkcję urządzeń i części dla elektrowni wiatrowych, np. w Gorzowie Wielkopolskim lub okolicach Szczecina.

Zapowiadana i już zaprojektowana jest w terenie farma wiatrowa koło Gorzynia w Lubuskiem (44 MW). Może przyciągnąć do Polski 50 mln euro, czyli ponad 200 mln zł, zaś koło Czempinia, woj. wielkopolskie, ma powstać podobna farma wiatrowa (19 masztów, około 50 MW mocy). Takie inwestycje i kwoty dla rozwoju lokalnej gospodarki są bardzo istotne, hamowanie ich napływu zmniejsza szansę na zwiększenie liczby "zielonych miejsc pracy", gminy nie ściągają podatków. Wiele gmin zmienia przeznaczenie gruntów, aby tylko ściągnąć do siebie inwestycje energetyczne, które służą wprost ochronie środowiska. Farmy wiatrowe w Barzowicach i Cisowie eliminują ze środowiska rocznie 63 mln ton dwutlenku węgla i 250 tyś. ton dwutlenku siarki. Tymczasem w połowie 2002 r. w ciągu miesiąca straty spółki Energia Eko, inwestora farmy wiatrowej koło Cisowa, sięgają milionów złotych.

Czyli mamy całkiem nowy kabaret energetyczno-ekologiczno-wiatrowy. W rolach głównych są inwestorzy energetyki wiatrowej oraz zarządcy polskiej energetyki na szczeblu centralnym, i lokalne zakłady energetyczne skrępowanie ustaleniami centralnymi. Sejmowa i rządowa strategia rozwoju energetyki odnawialnej przewidywała dość śmiało rozwój czystszej energetyki, a do 2010 r. uruchomienie w Polsce kilkudziesięciu elektrowni wiatrowych o mocy 600-1600 MW. Lokalizowano je w większości na pustych, odłogujących gruntach Skarbu Państwa, głównie dzięki prywatnym inwestorom i ze znacznym udziałem środków finansowych i technicznych z zagranicy (prawie wszystkie z obecnie jeszcze działających elektrowni wiatrowych to urządzenia importowane z Niemiec i Danii). Właściciele wiatrowych spółek energetycznych i inwestorzy nie mogą się nadziwić planowaniu kosztem ponad 800 mln zł rozbudowy giganta energetycznego w Bełchatowie i uruchomieniu nowych kopalni węgla brunatnego w tym regionie.

A zanosiło się w Polsce na bardzo postępowe w skali europejskiej (w Stanach Zjednoczonych 25 proc. energii ma płynąć ze źródeł odnawialnych. Belgia, Niemcy i Szwecja ułożyły dzięki akceptacji kręgów biznesowych, technologów energetyki, ekologów, ekonomistów i swoich parlamentów, odpowiadający międzynarodowym standardom wieloletni kalendarz likwidacji elektrowni jądrowych, oraz - konsekwentnie wspierają rozwój energetyki odnawialnej, Warto tu wspomnieć choćby niemieckie prawo energetyczne, wspierające odnawialne źródła energii i jej prywatnych wytwórców. Niestety, u nas nic z tego, sejm i rząd uchwalają strategię i programy, a energetycy swoje... W kąt idą nawet ustalenia międzynarodowe.

Tymczasem bardzo powoli ubywa w atmosferze nad Polską w skali światowej zajmujemy 6 miejsce pod względem wielkości emisji, czyli 3 proc. światowego "ładunku" C02, oraz innych niebezpiecznych gazów i pyłów z energetyki i spalin samochodowych. Ekolodzy i zwolennicy rozwijania energetyki odnawialnej będą musieli niebawem zawiadomić o swej krzywdzie samego Pana Boga. Żeby wiatr poruszał nie tylko śmigła wiatraków energetycznych, a także przewietrzał atmosferę nad Polską. A przy okazji także sposoby myślenia wielu polityków i decydentów nie tylko od energetyki.

Obcinanie skrzydeł wiatraków

Promocje: