Polska nie jest przygotowana do sprostania dyrektywie UE o rozwoju energetyki odnawialnej - W 2010 r. 22 proc. energii elektrycznej powinno pochodzić z czystych źródełW kraju czynnych jest obecnie 400 prywatnych małych siłowni wodnych
FOT. MAREK CHEŁMINIAK
KRYSTYNA FOROWICZ
Polska jest jedynym krajem europejskim przeciwstawiającym się - w
sposób zakamuflowany - rozwojowi odnawialnych źródeł energii, natomiast
zdecydowanie promującym produkcję energii opartą na węglu.
Tego zdania są właściciele małych elektrowni wodnych oraz największych
w kraju farm wiatrowych, którym dziś grozi bankructwo. Zakłady Energetyczne
odmawiają zakupu energii ze źródeł odnawialnych od już istniejących
producentów. Łamią prawo.
- Nie sprostamy unijnym planom rozwoju ekologicznych źródeł energii ani
wyzwaniu, jakim jest dyrektywa UE z sierpnia 2001 r. - obawia się Europejskie
Centrum Energetyki Odnawialnej w Warszawie.
Jest strategia, brak programu
W 2000 r. rząd przyjął "Strategię rozwoju energetyki
odnawialnej" i trzeba przyznać, iż było to zasługą ówczesnego
ministra środowiska Antoniego Tokarczuka. Był to trzeci co do wagi problemu
dokument z zakresu ochrony środowiska, po "Strategii zrównoważonego
rozwoju" oraz "Nowej polityce ekologicznej państwa".
Byliśmy pierwszym krajem wśród grupy kandydujących do UE, który
opracował i przyjął "Strategię rozwoju energetyki odnawialnej"
oraz odpowiedział na zobowiązania nałożone przez Unię na kraje członkowskie.
Ministerstwo Środowiska miało za zadanie wdrożyć "Strategię"
w życie w oparciu o programy wzrostu wykorzystania poszczególnych źródeł
energii odnawialnej, w porozumieniu z innymi resortami. Pierwszy program miał
dotyczyć energetyki wiatrowej, następne biomasy, energetyki wodnej itd.
Po prawie dwóch latach żaden z tych programów nie opuścił gmachu
resortu. Co więcej, słyszy się, że Ministerstwo Gospodarki będzie
uaktualniać dokument, tak by był zgodny z najnowszą dyrektywą UE.
- "Strategia" uwzględniała zawartość dokumentów unijnych oraz
projekty dyrektywy, nie trafiły do nas żadne propozycje z resortów
wprowadzenia zmian - przyznaje Robert Burzyński z Europejskiego Centrum
Energetyki Odnawialnej w Warszawie, które było głównym autorem opracowanej
i przyjętej przez Sejm dwa lata temu "Strategii...". Miała ona zwiększyć
udział OZE do 12 proc. w bilansie energetycznym, pozwolić na ograniczenie
emisji gazów cieplarnianych o 18 mln ton rocznie oraz stworzyć dodatkowo
30-40 tys. miejsc pracy.
- Problem niekonwencjonalnych źródeł energii traktuję nie tylko jako
obowiązek przygotowania strategii rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce, nałożony
na rząd rezolucją Sejmu, ale w rozwoju tego sektora widzę szansę dla gmin i
powiatów, a także dla gospodarstw rodzinnych. Wykorzystanie lokalnych zasobów
energii będzie tworzyło nowe miejsca pracy, a przede wszystkim zagwarantuje
małym społecznościom lokalnym niezależność rozwoju oraz bezpieczeństwo
energetyczne - oświadczył dwa lata temu minister Antoni Tokarczuk.
Wbrew Unii
Paradoks sytuacji odnawialnych źródeł w Polsce polega na tym, iż Unia
Europejska prowadzi diametralnie przeciwne działania i w bezprecedensowy sposób
promuje i wspiera legislacyjnie oraz ekonomicznie rozwój wszystkich źródeł
czystej energii; z wiatru, wody, słońca, biomasy, ciepła ziemi. Dowodem na
to jest ostatnia dyrektywa UE nr 77 z 2001 r. Wyznaczyła ona cel krajom członkowskim:
22 proc. energii elektrycznej powinno pochodzić ze źródeł odnawialnych. Każdemu
państwu "15" przypisano "pulę" w tym przedsięwzięciu, w
zależności od jego możliwości. I tak Dania - kraj wiatraków - powinna osiągnąć
29-proc. udział OZE w bilansie energetycznym, słoneczna Hiszpania - ponad 29
proc., Austria ze swoim górskimi rzekami w 2010 r. - co najmniej 78 proc.,
nawet Francja, w której energetyka jądrowa stoi na najwyższym poziomie
(zaspokaja 76 proc. potrzeb energetycznych), ma zwiększyć udział
odnawialnych źródeł do 21 proc.
Dyrektywa jest kolejnym, bardziej konkretnym dokumentem UE, po Białej Księdze
z 1997 r. pod znamiennym tytułem "Energia dla przyszłości; Odnawialne
źródła energii".
Nie będzie więcej "mew"
O dramatycznej sytuacji właścicieli elektrowni wiatrowych, którym grozi
bankructwo, o nowych zasadach rozliczeń zakupu i sprzedaży energii
wprowadzonych w tym roku przez Urząd Regulacji Energetyki - pisaliśmy wcześniej.
Teraz przedstawiamy małą energetykę wodną, która boryka się z tymi samymi
problemami, co inne OZE w kraju. Na dodatek do grona jej przeciwników dołączyli
ekolodzy, jeszcze nie tak dawno jej sprzymierzeńcy.
Nawet Ekofundusz zapowiedział, iż nie będzie więcej dotował budowy małych
elektrowni wodnych (MEW), bo zyski energetyczne z "mew" są
niewielkie, a straty ekologiczne mogą być znaczne.
Energetyka wodna ma największe tradycje w naszym kraju i najpiękniej
zapisaną kartę historii.
W 1923 roku prezydent RP Stanisław Wojciechowski uroczyście uruchomił
elektrownie wodną w Gródku w powiecie Świeckim.
Elektrownia wodna Gródek na rzece Wdzie - zwanej wówczas także Czarną
Wodą - była pierwszym większym obiektem przemysłowym i energetycznym,
oddanym do eksploatacji w wolnej Polsce. W kwietniu 1928 r. z tej to właśnie
elektrowni popłynął pierwszy prąd elektryczny dla zasilania portu i miasta
Gdyni. Był to początek planowej i konsekwentnie realizowanej elektryfikacji
całego województwa pomorskiego, które nazywano "oknem Polski na świat"
z racji wybrzeża morskiego.
Budowę i uruchomienie obiektu władze powierzyły inżynierowi Alfonsowi
Hoffmannowi, znanemu na Pomorzu działaczowi niepodległościowemu
gospodarczemu.
Elektrownia wodna w Gródku pracuje do dziś. Produkuje rocznie 18 mln kWh.
W 1988 r. powstało Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych z siedzibą
w Gdańsku, zrzeszające prywatnych inwestorów, użytkowników i sympatyków
MEW. Była to pierwsza w kraju organizacja pozarządowa, która promowała rozwój
MEW, ale także inne odnawialne źródła energii.
- Mamy wspólny cel: popierać się w staraniach, aby powstało jak najwięcej
małych elektrowni wodnych wbrew usiłowaniom lobby węglowego, które zwalczało
i zwalcza nadal wszystkie działania w naszym kraju mogące prowadzić do obniżenia
zapotrzebowania na węgiel - mówi inż. Marian Hoffmann, syn prof. A.
Hoffmanna, który całe zawodowe życie związał z energetyką wodną. Jest
kontynuatorem pięknej rodzinnej tradycji budowniczych elektrowni wodnych.
W 1954 r. mieliśmy czynnych 6330 małych elektrowni wodnych. Dawały energię
elektryczną, siłę dla młynów, foluszy, tartaków. Nie pasowały do
wielkich elektrowni węglowych. W ciągu tych 35 lat dokonano ogromnej
dewastacji majątku narodowego. Gdy w latach 80. przeprowadzono ogólnopolską
inwentaryzację istniejących piętrzeń, siłowni wodnych nadających się do
uruchomienia lub budowy, zarejestrowano już tylko 650 takich obiektów.
W kraju czynnych jest obecnie 400 prywatnych małych siłowni wodnych (moce
poniżej 5 MW). W 2000 r. oddały one do sieci rozdzielczych zakładów
energetycznych 145 GWh energii elektrycznej, natomiast wraz z dużymi, które są
własnością skarbu państwa, wyprodukowały - wykorzystując dopływ
naturalny - 1960 GWh.
- W małych elektrowniach wodnych, instalowanych w dogodnych warunkach,
koszty wytwarzania energii elektrycznej są obecnie porównywalne, a często
nawet mniejsze od elektrowni cieplnych - ocenia inż. Marian Hoffmann.
Małe, a korzyści duże
W kraju jest blisko 400 zbiorników wodnych i zapór z kanałami możliwych
do wykorzystania. Gdyby ten potencjał został spożytkowany, MEW mogłyby
produkować nie tylko energię, ale miałyby też znaczny wpływ na poprawę
stanu środowiska.
Eksperci obliczyli, że produkcja minielektrowni na poziomie 1GWh (1 mln
kWh) daje korzyści:
- zaoszczędzenie blisko 650 ton węgla energetycznego
- zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o prawie 1100 ton, dwutlenku siarki -
11 ton, tlenków azotu - 3,5 tony oraz zmniejszenie o 130 ton odprowadzanych na
składowisko żużli i popiołów.
To już się powinno liczyć, zwłaszcza w świetle zawartych przez Polskę
konwencji o ochronie powietrza i przyjęciem przez rządy wielu krajów Protokołu
z Kioto do konwencji klimatycznej w sprawie zobowiązań redukcji emisji gazów
szklarniowych (zwłaszcza dwutlenku węgla).
Koronnym argumentem za odbudową MEW jest produkowana w nich czysta energia,
ale wielu fachowców twierdzi, że dołączenie MEW do ich sieci rozdzielczych
zmniejsza straty przesyłu i rozdziału, które rocznie w skali kraju szacuje
się na ponad 20 proc.
Jeszcze większe korzyści niż pozyskanie prądu daje zretencjonowana przy
okazji woda, na której brak cierpi rolnictwo.
Zbiornik wodny to zapas wody sprzyjający nawodnieniu terenu, poprawie
klimatu, zahamowaniu gwałtownego spływu wód wiosennych czy jesiennych.
Zbiornik ten, gdy zacznie "funkcjonować w krajobrazie", może
przyczynić się do poprawy walorów środowiska, staje się siedliskiem roślin
i zwierząt. Może też być stawem hodowlanym.
- Mała Elektrownia Wodna to nie tylko romantyczny fragment w krajobrazie,
to czysty zysk - przekonuje Jerzy Kujawski, właściciel pięciu MEW.
Bogata przeszłość, niepewna przyszłość
- Polska jest jedynym krajem europejskim przeciwstawiającym się rozwojowi
OZE, łącznie z hydroenergetyką - mówi inż. Marian Hoffmann, co znalazło
swój wyraz w publicznych wypowiedziach wiceministrów resortu gospodarki
poprzedniego rządu oraz dokumencie ogłoszonym przez prezesa Urzędu Regulacji
Energetyki, który stwierdził, że należy"koncentrować się na
problemach energetyki opartej na węglu, a energetykę odnawialną rozwijać w
miarę możliwości finansowych państwa".
W trudnej sytuacji znaleźli się właściciele MEW i innych OZE oraz ich
potencjalni inwestorzy. Oczekują na spełnienie postulatów przez sfery rządowe:
- przeredagowania Rozporządzenia Ministra Gospodarki z 15 grudnia 2000 r. i
nałożenia na przedsiębiorstwa dystrybucji energii elektrycznej
bezwarunkowego zakupu całej zaoferowanej ilości energii wyprodukowanej z OZE
- określenia minimalnej ceny zakupy energii ekologicznej, jednakowej dla całego
kraju
- opracowania - przy udziale pozarządowych organizacji związanych z OZE -
i uchwalenia przez parlament ustawy wytyczającej kierunki i cele rozwoju OZE w
Polsce, wraz z określeniem narzędzi, jakie są konieczne do osiągnięcia
tych celów.
Dzisiaj szybki rozwój energetyki odnawialnej bez wsparcia ze strony państwa
nie jest możliwy.
Autorka publikacji otrzymała nagrodę w konkursie Narodowego Funduszu
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej za cykl najlepszych artykułów
prasowych, reportaży lub felietonów dotyczących problematyki związanej z
ekologią. Narodowy Fundusz pokrywa także koszty publikacji artykułu na łamach
"Rzeczpospolitej".
Marian Hoffmann
Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych
Skąd się wzięła u przedstawicieli Ekofunduszu hydrofobia - nie mogę
zrozumieć. To są wyjątkowe sytuacje, kiedy właściciel małej elektrowni
wodnej decyduje o zabetonowaniu przepławki dla ryb. Takie przypadki należy
nagłaśniać i karać, ale nie wolno na podstawie kilku złych przykładów
potępiać małych elektrowni wodnych i odmawiać ich inwestorom pomocy
finansowej. To jest wyszukiwanie tylko złych rodzynków w dobrym torcie.
Wielu właścicieli MEW postawionych przed laty, dziś je modernizuje i
decyduje się na budowę nowych przepławek, nawet wtedy, gdy w rzekach nie ma
ryb wędrownych.
Małe elektrownie wodne przynoszą duże korzyści gospodarcze dla kraju.
- Większości MEW towarzyszy powstanie małych zbiorników wodnych, tak
potrzebnych w naszym najuboższym w Europie kraju pod względem zasobów
wodnych przypadających na jednego mieszkańca.
- Te małe zbiorniki retencyjne poprawiają na przyległych do nich terenach
rolniczych i leśnych warunki wilgotnościowe.
- Każdy taki obiekt mikroretencji stwarza jednocześnie warunki do rozwoju
rekreacji, sportów wodnych, wędkowania, agroturystyki i stanowi zbiornik
przeciwpożarowy.
- MEW przyczyniają się do poprawy jakości wody w rzece poprzez jej
napowietrzanie i wyławianie zanieczyszczeń stałych na kratkach przed
turbinami
- MEW tworzą nowe miejsca pracy, głównie na terenach wiejskich.
Prof. Maciej Nowicki
prezes fundacji Ekofundusz
W Polsce jest wiele małych elektrowni wodnych w rękach prywatnych. Ich właściciele
nie zawsze dbają o prowadzenie korzystnych dla środowiska rozwiązań. Bywa
więc, że elektrownie nie mają przepławek dla ryb. Zdarzało się, że nasza
fundacja dotowała elektrownię wodną i po dwóch latach w czasie kontroli
stwierdzaliśmy, iż przepławka została zabetonowana. Zyski energetyczne z
MEW są niewielkie w porównaniu z innymi instalacjami, które wykorzystują
odnawialne źródła energii, a nie powodują zniszczeń w środowisku.
Solidnie wykonana ocena oddziaływania na środowisko ukazuje często szereg
zagrożeń związanych z pracą MEW. W każdym przypadku jest to ingerencja w
ekosystem rzeki.
Ekofundusz może dofinansować budowę małej elektrowni wodnej, ale pod
pewnymi warunkami: projekt będzie uwzględniał wszystkie aspekty ekologiczne
i spełni warunki efektywności ekonomicznej - wówczas możemy go rozpatrywać.
Promocje: