Przy dobrze zaplanowanej inwestycji turbina wiatrowa, produkująca rocznie około 5 500 MWh powinna zwrócić się po 5-6 latach od uruchomienia. .Przy dobrze zaplanowanej inwestycji turbina wiatrowa,
produkująca rocznie około 5 500 MWh powinna zwrócić się po 5-6 latach od
uruchomienia. Siłownie takie - w ocenie Instytutu Meteorologii i Gospodarki
Wodnej, mogłyby stanąć na około 30 % naszego kraju. Jednym zdaniem: czysta
energia i czysty zysk. Okazuje się, że niekoniecznie i nie dla wszystkich -
przynajmniej na razie.

"Zagłębiem" wiatraków jest obecnie w Polsce pas
przybrzeżny w okolicach Darłowa. Kręcą się tam śmigła pięciu elektrowni
warszawskiej firmy Energotel (5x132 kW w gminie Cisowo) oraz sześciu siłowni
należących do Elektrowni Wiatrowych z Pieńkowa (6x830 kW w Barzowicach). W
Cisowie działają ponadto trzy potężne elektrownie (każda po 2 MW), wkrótce
dołączy do nich sześć kolejnych - inwestorem jest Energia-Eco ze Szczecina.
W Barzowicach pieńkowskie Elektrownie Wiatrowe uruchomią następne trzy
wiatraki, a jeszcze w tym półroczu wybrzeże wzbogaci się o śmigła
bydgoskiej firmy Polwind (pięć konstrukcji). Do końca 2002 r. Ekowind-Darłowo
wybuduje następne 15 elektrowni (każda o mocy około 675 kW). Docelowo między
Cisowem a Zakrzewem będą więc pracowały 43 siłownie.
Nawet, jeśli doliczyć do tego elektrownie pracujące już w
Nowogardzie, Strabieninie, Swarzewie, Lisewie, Wrockach, Kwiliczu, Słupie, Sowińcu,
Rembertowie, Zawoi, Rytrze i Wróbliku Szlacheckim, to można zaryzykować
stwierdzenie, że energetyka wiatrowa ciągle w Polsce raczkuje.
Złe prawo, zły procent
Obecną kondycję polskiej branży wiatrowej - o dziwo rokującej
nadzieję na rozwój (co widać chociażby po prasowych anonsach zapowiadających
powstawanie nowych siłowni) zawdzięczamy prawdopodobnie jednej z naszych cech
narodowych, jaką jest typowo polski upór. Bo jak inaczej wytłumaczyć te
zainstalowane już "ekologiczne" megawaty, skoro budowie
energetycznych śmigieł nie sprzyja ani rodzime prawo, ani ekonomia?
To właśnie obowiązujące przepisy podnoszone są do rangi
największej bariery dla powiększenia "areału" farm wiatrowych -
począwszy od norm prawa energetycznego, a na prawie budowlanym skończywszy
(ocenia się, że 25 proc. kosztów uruchomienia jednej siłowni to wydatki
poniesione z tytułu uzyskania pozwolenia na budowę). Do stawiania wiatraków
zniechęcają również pozostałe wydatki, które w parze z niewielką możliwością
kredytowania stanowią próg nie do przejścia dla wielu potencjalnych inwestorów.
Podsumowując: trudności natury prawno-ekonomicznej powodują,
że walka o własne wiatraki mogłaby posłużyć za kanwę dla współczesnej
wersji "Don Kichota". Mimo tych wszystkich niedogodności wiele
podmiotów nadal przejawia zainteresowanie budową farm wiatrowych.
Potrzeba inwestycji
Poruszając zagadnienie energetyki odnawialnej, a w tym i
wiatrowej, najczęściej zapomina się o jej konwencjonalnej
"siostrze". Tymczasem żywiołowy rozwój alternatywnych źródeł
energii może wkrótce przyspożyć nie lada problemów dla całej branży. A
jednym z największych, zdaniem Grzegorza Barzyka z Politechniki Szczecińskiej,
będzie modernizacja i rozbudowa istniejącego systemu elektroenergetycznego w północno-zachodniej
części kraju. Przykładowo: analiza przeprowadzona przez zespół ds.
energetyki wiatrowej z Politechniki Szczecińskiej pokazała, że Energetyka
Szczecińska SA nie będzie w stanie przyłączyć wszystkich planowanych farm
wiatrowych bez uprzednich inwestycji w linie wysokiego napięcia (110 kV, a
nawet 220 kV i 400 kV - co ma związek z koniecznością ekspediowania energii
do krajowego systemu przesyłowego).
Prawdopodobnie także dwaj inni nadmorscy dystrybutorzy (Zakład
Energetyczny Koszalin SA i Zakład Energetyczny Słupsk SA) staną niebawem
przed podobnym problemem i będą musieli zadecydować, co zrobić, by nie zostać
posądzonym o rzucanie kłód pod nogi energetyce wiatrowej.
Grzegorz Barzyk postuluje w tym przypadku wspólną politykę
spółek dystrybucyjnych, Polskich Sieci Elektroenergetycznych SA (operatora
systemu przesyłowego) oraz największych inwestorów. Podkreśla jednocześnie,
że poczyniono już pierwsze kroki w tym zakresie - w ramach Polskiego
Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej prowadzone są rozmowy,
mające skonsolidować stanowiska spółek dystrybucyjnych w zakresie warunków
przyłączania farm wiatrowych do sieci. Przystąpili do nich przedstawiciele
firm działających na obszarach o najlepszych warunkach wiatrowych (m.in. zakłady
energetyczne ze Szczecina, Koszalina, Słupska, Białegostoku i Rzeszowa).
Pierwszym widocznym owocem całej inicjatywy jest ujednolicenie treści wniosków
o wydanie warunków przyłączeniowych. Niemniej ważne są prace zespołu
specjalistów z PTPiRE, który za cel postawił sobie "ogarnięcie"
powstającego właśnie rynku energii wiatrowej.
Kiepski prąd - niska cena
Roztaczając wspaniałą perspektywę "kraju wiatraków"
trzeba sobie jednak zdać sprawę z faktu, iż wytworzona przez nie energia jest
wprawdzie przyjazna dla środowiska, ale jednocześnie - w obecnej rzeczywistości
prawno-ekonomicznej - szalenie uciążliwa dla ludzi zawodowo trudniących się
energetyką, z przynajmniej jeszcze jednego powodu. (Pomińmy tutaj wielokrotnie
podnoszony problem dużej "kapryśności" tegoż źródła - wiatr
jest, albo go nie ma - trudności z oceną zasobów, czy obecną nadprodukcję
energii elektrycznej). Po prostu polskim spółkom dystrybucyjnym (zobowiązanym
rozporządzeniem ministra gospodarki do zakupu energii ze źródeł
odnawialnych) nie opłaca się kontraktowanie prądu od właścicieli wiatraków,
ponieważ mogą go nabyć znacznie taniej z innych, także ekologicznych, źródeł.
Przykładowo ZE Koszalin płaci elektrowni wodnej we Włocławku 25 gr za KWh,
podłączone do sieci firmy Elektrownie Wiatrowe SA skalkulowały cenę na
poziomie 34 gr za kWh.
Dla wspólnego dobra
Rozwój energetyki wiatrowej - wspierany przez państwo i
mile widziany przez spółki dystrybucyjne oraz operatora systemu przesyłowego
miałby jeszcze jedną istotną zaletę: napędziłby mianowicie koniunkturę
gospodarczą. Rosnące jak grzyby po deszczu wiatraki podkręciłyby przecież
rodzime wytwórstwo siłowni wiatrowych, a trzeba wiedzieć, że w ich produkcji
mamy spore doświadczenia. Zwraca na nie uwagę dr Zdzisław Ząber w materiale
"Polskie konstrukcje elektrowni wiatrowych". Autor ten przypomina, że
w latach 80. ubiegłego stulecia w warszawskim Instytucie Budownictwa,
Mechanizacji i Elektryfikacji Rolnictwa opracowano elektrownie wiatrowe o mocy
od kilku do kilkudziesięciu megawatów, przeznaczone do pracy na sieć
wydzieloną.
Następnie przytacza historię budowy i eksploatacji na początku
lat 90. (na górze Połom w Rytrze) siłowni wiatrowej Nowosądeckiej Fabryki
Urządzeń Górniczych Nowomag SA (pracującej również na sieć wydzieloną).
Po rocznej eksploatacji tego urządzenia dr Ząber był jego głównym
konstruktorem stworzono wersję produkcyjną, wyposażoną w generator
asynchroniczny (100 kWh lub 160 kWh), przystosowany do włączenia w sieć zakładu
energetycznego. Do dzisiaj ta konstrukcja - wielokrotnie modyfikowana, m.in.
przez wprowadzenie kompozytowych łopat wirnika - jest najbardziej zaawansowanym
technicznie polskim urządzeniem tego typu. Jednocześnie jest też niestety, co
podkreśla dr Ząber (obecnie właściciel prywatnego biura, projektującego
m.in. elektrownie wiatrowe), falstartem rodzimej energetyki wiatrowej - głównie
z powodu zastoju w rozwoju branży i niewielkiej mocy urządzeń (w porównaniu
z wiatrakami zachodnimi). By nie zalały nas konstrukcje zagraniczne (najczęściej
używane) powinniśmy obecnie dać czas rodzimym firmom na przygotowanie i wdrożenie
do produkcji własnych siłowni (Wiesław Ząber uważa, że rynek odnawialnych
źródeł energii powinien być wprowadzony najwcześniej za dwa lata). Bez wątpienia
energia z wiatru miałaby też korzystny wpływ na życie społeczności
lokalnych z "wietrznych" rejonów kraju (np. dodatkowe miejsca pracy
przy budowie farm wiatrowych).
Czysta energia, czysty zysk i ogólnonarodowy interes. Ogólnonarodowy
tym bardziej, że - pozwalając sobie na kolokwializm - w państwach Unii
Europejskiej dosłownie powariowano na punkcie energetyki wiatrowej. Jej jak
najszybszy rozwój w Polsce będzie więc tam mile widziany.
Trend ów dostrzegli już rodzimi decydenci. Odpowiedzialne
za wdrożenie rządowej strategii rozwoju energetyki alternatywnej Europejskie
Centrum Energii Odnawialnej (EC BREC) przygotowało i przekazało Ministerstwu
Środowiska projekt pod nazwą "Program rozwoju energetyki wiatrowej w
Polsce". Dokument ów został już przekonsultowany z wszystkimi
zainteresowanymi rozwojem tegoż podsektora. Teraz czeka na rządową pieczątkę
i późniejszą realizację. Z doniesień prasowych wynika, że również
krajowi biznesmeni nie zasypiają gruszek w popiele. I pewnie nic w tym
dziwnego, wszak po naszym wejściu do Unii Bruksela będzie dopłacać 25 proc.
do budowy takich ekologicznych instalacji.
Dariusz Wojtala
zdj. autor
Promocje: