|
Alternatywne źródła energii: Słaby wiatr zmian... Wstępując do Unii Europejskiej, Polska zobowiązała się do inwestycji w odnawialne źródła energii. Niestety, zobowiązania te na razie pozostają na papierze
Korzystanie z energii odnawialnej to nie fanaberia. Zasoby surowców
energetycznych się kurczą. Odkrycia nowych złóż, co zgodnie podkreślają
kraje OPEC i inni producenci, nie nadążają za rosnącym popytem. Nie może
być inaczej, skoro w samych Chinach tegoroczne zapotrzebowanie na ropę wzrośnie
o 19 proc. Nic więc dziwnego, że władze UE przyjęły zasadę sukcesywnego
zwiększania udziału źródeł odnawialnych w całkowitej produkcji energii.
Za pięć lat 7,5 proc. energii w UE ma pochodzić właśnie z nich -
teoretycznie wiecznych źródeł energii.
Pokryje wszystkie potrzeby
Podobnie musi zrobić i nasz kraj. Jednak - jak przyznają producenci energii
elektrycznej wykorzystujący wiatr i wodę jako źródło napędu generatorów
- przekonanie do tej konieczności odbiorców prądu wcale nie będzie łatwe.
Barierą są koszty. Prąd z elektrowni wiatrowych jest droższy. Średni
koszt
wyprodukowania 1 kWh, gdyby elektrownie wiatrowe stawiano gdzie popadnie, sięgnąłby
średnio dolara, czyli ok. 25 razy więcej niż w przypadku energii uzyskanej
z tradycyjnych surowców. Sęk w tym, że nikt nie buduje elektrowni w
przypadkowych miejscach. Trzeba się ograniczyć tylko do tych terenów, gdzie
wiatry wieją najsilniej i tym samym energia jest najtańsza.
Z badań holenderskich naukowców wynika, że można wyprodukować energię
wiatrową w ilościach zabezpieczających wszystkie potrzeby energetyczne świata
w cenie 7-8 centów za 1 kWh. To już tylko dwa razy drożej w porównaniu z węglem
czy ropą. To jednak nie koniec. Na Ziemi są takie miejsca, gdzie prąd z
wiatru kosztuje tylko 4-5 centów za 1kWh.
Wykorzystać szansę
Z wyliczeń resortu gospodarki wynika, że rocznie w naszym kraju zużywa się
około 150 mld kWh energii. Aby więc pokryć to zapotrzebowanie, wystarczyłoby
zbudować kilkadziesiąt tysięcy turbin o mocy 2 megawatów. Największe
obecnie stosowane - np. w USA - mają moc dwukrotnie większą. Wszystkie
elektrownie wiatrakowe zajęłyby 2-3 proc. powierzchni kraju. Może nawet
jeszcze mniej, jeśliby wiatraki kotwiczono na dnie Bałtyku w pobliżu
naszych brzegów.
To bardzo ważne wyliczenie. Wiadomo bowiem, że np. w przypadku roślin
energetycznych, które można spalić w kotłowniach, ograniczeniem jest właśnie
możliwa wielkość areałów pod uprawy. Niestety, nawet obsianie całej
powierzchni kraju roślinami energetycznymi to zbyt mało, aby pokryć nasze
zapotrzebowanie.
Tymczasem z wiatrem sytuacja jest dość sprzyjająca. Z analiz wykonanych
przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że jedna trzecia
powierzchni kraju ma korzystne lub bardzo korzystne warunki do produkcji
energii wiatrowej. Najlepsze warunki wiatrowe są na wybrzeżu Bałtyku i
Suwalszczyźnie, a także w pasie nizin centralnych od Słubic po Warszawę.
Potencjał wiatru wiejącego nad Polską oszacowany został na 80-90 mld kWh
rocznie, czyli prawie dwie trzecie krajowego zużycia prądu.
Wiatr w oczy
Jednak potencjalne możliwości a ich wykorzystanie to dwie różne sprawy.
Budową elektrowni wiatrowych nie są zainteresowani najwięksi polscy wytwórcy
energii. - W kraju mamy nadprodukcję prądu. Nie będę inwestował w coś,
czego nie będę mógł sprzedać - przyznaje szczerze prezes dużej
elektrowni. Oficjalnie jest wielkim orędownikiem budowy alternatywnej
energetyki.
Ale przecież wstępując do UE, mamy obowiązki zwiększania udziału
odnawialnych źródeł energii? - To prawda, jednak na razie nie jest to opłacalne
ekonomicznie. Jak będzie trzeba to zrobić, podejmiemy odpowiednie kroki -
dodaje prezes.
Elektrowniom nie opłaca się produkować odnawialnej energii, nie chcą jej
kupować zakłady dystrybucyjne.
Jan Kozłowski, właściciel niewielkiej elektrowni wiatrowej z południa
kraju: - Gdy zaproponowałem sprzedaż prądu lokalnemu dystrybutorowi, przez
dwa miesiące nie było odzewu. Dopiero po tym czasie odpisano mi, że
produkuję zbyt mało energii, by opłacało się podpisać ze mną kontrakt.
Urzędnicy z zakładu energetycznego jako słabość mojej oferty zaznaczyli
także, że wiatry nie wieją u nas zawsze, więc nie będę solidnym
partnerem.
Stanęło więc na tym, że oświetlam własny dom i kilka budynków sąsiadów.
Faktycznie niestałość wiatrów to główna wada planów rozwoju
alternatywnej energetyki. Jednak na świecie, mimo że turbiny produkują prąd
przez zaledwie 15-20 proc. dni w roku, nie jest to powód do rezygnacji. Coraz
doskonalsze metody magazynowania energii powodują, że nawet w przypadku
ciszy przerw w dostawach prądu nie będzie.
Nie zdążymy?
Mimo że o koncesję na wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł
odnawialnych wystąpiło do Urzędu Regulacji Energetyki 400 przedsiębiorców,
to zainteresowanie należy określić jako małe. W wielokrotnie mniejszej zarówno
pod względem ludności, jak i terytorium Danii - prawdziwym światowym
potentacie w dziedzinie energii wiatrowej - firm, które są zainteresowane
budową elektrowni wiatrowych, jest dziesięć razy więcej.
Małe zainteresowanie odnawialną energetyką spowoduje, że Polsce bardzo
trudno będzie spełnić wymogi UE dotyczące źródeł energii.
Problem polega bowiem na czasie. Wbrew pozorom budowa elektrowni wiatrowych
jest bardzo czasochłonna. Nie wystarczy postawić maszt ze śmigłem. Aby zakład
był wydajny, trzeba zwykle kilkuletnich badań układu wiatru na danym
terenie. Chodzi o to, by wiedzieć nie tylko, gdzie wiatry wieją, ale jak często,
czy przeszkody terenowe powodują zawirowania. W przypadku gdy elektrownia będzie
się składała z więcej niż jednego wiatraka, trzeba także wyliczyć, czy
jedno urządzenie nie "zabiera" podmuchów drugiemu.
Obserwacja szczegółowych warunków na lądzie może pochłonąć nawet 150
tys. zł. Wielokrotnie droższe - sięgające nawet kilku milionów złotych -
są badania przeprowadzane na morzu, a przecież tam warunki dla elektrowni
wiatrowych są szczególnie sprzyjające.
Co na to resort gospodarki? - Mamy zobowiązania, które spełnimy. Nie widzę
powodów do niepokoju - zapewnia wiceminister gospodarki Jacek Piechota.
Autor: Dariusz Malinowski
Źródło: Gazeta.pl
Promocje:
|
|