|
Energetyka odnawialna - kontrowersyjna propozycja Greenpeace... W ciągu 16 lat energetyka wiatrowa typu offshore może wytwarzać wystarczająco dużo elektryczności, że starczy dla wszystkich gospodarstw domowych w Europie Zachodniej - twierdzi Greenpeace. W ciągu 16 lat energetyka wiatrowa typu
offshore może wytwarzać wystarczająco dużo elektryczności, że starczy
dla wszystkich gospodarstw domowych w Europie Zachodniej - twierdzi Greenpeace
Aż 720 Terrawatogodzin (czyli, bagatela, 720 000 000 000 kWh) mogłyby
dostarczać w 2020 r. siłownie wiatrowe, zainstalowane u wybrzeży krajów
Unii Europejskiej, tzw. siłownie offshore - twierdzi ta pozarządowa
organizacja ekologiczna.
Jej propozycja jest kontrowersyjna - zakłada bardzo kosztowne inwestycje w
najdroższy typ siłowni wiatrowych. Jednak Greenpeace twierdzi, że cała
rzecz jest wykonalna. Powołuje się na badania przeprowadzone na jej zlecenie
przez firmę konsultingową Garrad Hassan (znany na rynku konsultant w
sprawach energii). Otóż 720 TWh - o których mówi Greenpeace - uzyskiwanoby
z ok. 50 tys. turbin wiatrowych dużej mocy, zainstalowanych kilka kilometrów
od brzegu. Łączna ich moc zainstalowana (czyli maksymalna moc, którą są w
stanie produkować) wyniosłaby ok. 240 tys. megawatów. To wystarczyłoby na
oświetlenie każdego gospodarstwa domowego w 15 "starych" państwach
członkowskich UE, zakładając, że wiatr w Europie będzie nadal wiał tak
samo jak w ostatnich stuleciach. Stałoby się tak nawet przy założeniu, że
zapotrzebowanie na prąd gwałtownie wzrośnie (obecnie wynosi ono 636 TWh
rocznie).
Warunek: rządy państw unijnych zdecydują się wesprzeć poprzez dotacje i
ulgi podatkowe ten sektor energetyki, a unijne instytucje, czyli Rada UE,
Komisja Europejska i Parlament, ustanowią minimalny procent udziału energii
odnawialnej w 2020 r. na 20 proc. Unia już dziś oficjalnie stawia sobie za
cel, by w 2010 r. energia odnawialna stanowiła 12,5 proc. jej bilansu
energetycznego, a większość państw UE stara się ten cel zrealizować.
Wiele krajów UE mocno promuje energię wiatrową (m.in. przez ulgi i
dotacje). Najlepszym przykładem są Dania i Niemcy, w których działa prawie
14 tys. "wiatraków", o łącznej mocy ponad 12 tys. MW. Większość
z nich jest zainstalowana na lądzie. Wiatraki typu off-shore nie dość, że
są potężniejsze (korzystają z silniejszego wiatru), to i mniej szpecą
krajobraz, bo umieszczone 3-4 km od plaży są ledwo widoczne.
Greenpeace przekonuje, że ogromne pieniądze na subsydia dla energetyki
wiatrowej mogą pochodzić z oszczędności w dotowaniu innych sektorów.
Raport podaje przykład Niemiec, w których corocznie cały sektor
energetyczny (w tym zwłaszcza kopalnie węgla kamiennego) otrzymuje 2,5 mld
euro subsydiów. Działalność kopalń, a wraz z nimi i elektrowni węglowych,
będzie powali, acz nieubłaganie, wygaszana w krajach UE. Np. Francja w tym
roku zamyka swoją ostatnią kopalnię, choć Niemcy rozciągają proces
"wygaszania" na kilka dziesięcioleci.
Rzecz więc tkwi w wyborze politycznym: Greenpeace przekonuje, że wiatraki
mogłyby być alternatywą np. dla elektrowni gazowych. Ale już nie
nuklearnych - bo te rządy wielu państw (zwłaszcza Niemiec) chcą zamykać.
Według wyliczeń Garrad Hassan, z chwilą przekroczenia pewnego progu
inwestycji, elektryczność z siłowni wiatrowych przestaje być najdroższym
rodzajem energii (dziś jest dość kosztowna). Jej cena zbliży się do cen
energii z siłowni nuklearnych.
Energetyka wiatrowa ma też zagorzałych przeciwników. Jednym z ich argumentów
jest nieprzewidywalność tego źródła energii. Przykładowo w Niemczech
czas efektywnej pracy wiatraków to 77 dni. W dni bezwietrzne potrzebna jest
więc rezerwowa możliwość wytwarzania prądu w klasycznych elektrowniach.
To zaś dyskwalifikuje rzekome korzyści ekologiczne. Zwolennicy wiatraków mówią
na to: nigdy nie jest tak, że nie wieje w całej Europie...
Promocje:
|
|