|
Klimatyczne ostrzeżenie... "Alarmująco szybki" wzrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze to wynik spalania węgla, ropy i gazu - uważają eksperci ONZ. Skutkiem zmian zachodzących poprzez działania człowieka mają być coraz częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe. Jednocześnie, podczas konferencji w Bonn poświęconej odnawialnym źródłom energii, przyjęto program zwiększonego wykorzystania słońca, wiatru, energii wodnej i biomasy. Ostatnie informacje o topniejącej pokrywie lodowej Arktyki oraz coraz częstszych ekstremalnych zjawiskach pogodowych i związanych z nimi szkodach sprawiają, że problem robi się coraz pilniejszy - powiedziała w Bonn Joke Waller-Hunter, odpowiedzialna za realizację UNFCCC (Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu). Zakończona w piątek konferencja "Renewables 2004" poświęcona była w całości wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii.
Za "niepokojące w najwyższym stopniu" uznała Waller-Hunter ostatnie doniesienia na temat rosnącego stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Chodzi o pomiary wykonane przez amerykańskich naukowców na Hawajach. Wynika z nich, że w marcu zarejestrowano stężenie CO2 w wysokości 379 ppm (części na milion), czyli ok. 3 ppm więcej, niż zaledwie rok wcześniej. Jak podkreśliła Joke Waller-Hunter, także roczny wzrost jest znaczenie wyższy, niż przewidywały prognozy - przez ostatnie 10 lat notowano roczny przyrost średnio 1,8 ppm dwutlenku węgla w atmosferze. Dwutlenek węgla jest najważniejszym spośród "gazów cieplarnianych".
Szansą dla klimatu miał być protokół z Kioto, wedle którego państwa ratyfikujące traktat zobowiązywały się do redukcji emisji zanieczyszczeń. Podpisane jeszcze w 1997 roku porozumienie nie jest realizowane. Największy "truciciel" na świecie - Stany Zjednoczone - nie zamierzają wprowadzać postanowień traktatu w życie. Z ratyfikacją ociąga się również Rosja.
Sposobem na zmniejszenie emisji zanieczyszczeń produkowanych podczas spalania węgla, ropy i gazu ma być natomiast szersze wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Temu tematowi poświęcona była zakończona w piątek w Bonn międzynarodowa konferencja "Renewables 2004", w której wzięło udział 2900 ekspertów z ponad 150 krajów. Ocenia się, że światowa produkcja energii polega jedynie w 14 proc. na odnawialnych źródłach. - Te 14 proc. udziału w produkcji energii źródeł odnawialnych pozwala nam ograniczyć emisję do atmosfery aż o trzy miliardy ton dwutlenku węgla rocznie - uważa Waller-Hunter. Jako pochodzącą ze "źródeł odnawialnych" traktuje się energię słoneczną, wiatrową, wodną, geotermalną oraz spalanie drewna.
Uczestnicy konferencji przyjęli program działań - tzw. deklarację z Bonn - którego celem ma być zasadnicza zmiana w polityce energetycznej. Przedstawiciele 154 krajów opowiedzieli się za większym wykorzystaniem słońca, wiatru, energii wodnej oraz biomasy. Celem programu jest zmniejszenie uzależnienia od tradycyjnych źródeł energii - ropy naftowej, węgla i gazu. Jak podała telewizja ARD, przyjęty program zawiera 165 konkretnych projektów zaproponowanych przez kraje, organizacje lub firmy. Program ma zapewnić do roku 2015 miliardowi ludzi prąd i ciepło z alternatywnych źródeł energii.
Odnawialne źródła energii to jednak nie tylko ekologia, ale również - w dłuższej perspektywie - bezpieczeństwo i szansa na stabilny rozwój ekonomiczny. Kanclerz Niemiec Gerhard Schrder ostrzegł wręcz przed zależnością gospodarki światowej od ropy naftowej i zaapelował o większe wykorzystanie odnawialnych źródeł energii w globalnej polityce energetycznej. Przemawiając do uczestników konferencji, Schrder nazwał zwrot ku odnawialnym źródłom energii "wymogiem bezpieczeństwa". Zależność gospodarki od ropy naftowej jest "wodą na młyn" terrorystów i zwiększa groźbę ich ataków - wyjaśnił. Zapowiedział również, że niemiecki rząd przeznaczy nisko oprocentowane kredyty w wysokości 500 mln euro na inwestycje służące upowszechnianiu odnawialnych źródeł energii w krajach rozwijających się.
Piotr Kościelniak, PAP, AFP
źródło: www.rp.pl
Promocje:
|
|