|
Norwegowie budują podwodną elektrownię.... Przełom w produkcji zielonej energii. Norwegowie podłączyli do sieci pierwszą podwodną turbinę, której ramiona obracają pływy morskie. Następnych 20 podmorskich młynów zamierzają zbudować do końca tego roku.Przełom w produkcji zielonej
energii. Norwegowie podłączyli do sieci pierwszą podwodną turbinę, której
ramiona obracają pływy morskie. Następnych 20 podmorskich młynów
zamierzają zbudować do końca tego roku
Norweska elektrownia ma zaletę, jakiej nie ma żadne inne źródło energii
odnawialnej - jest całkowicie niezależna od warunków atmosferycznych. Bez
względu na to, czy wieje wiatr, czy świeci słońce, morskie przypływy są
takie same i generują prąd o tej samej mocy. Do podobnych inwestycji
przymierzają się też Brytyjczycy. Tamtejsi eksperci szacują, że pływy
morskie mogłyby im zapewnić aż 25 proc. potrzebnej energii.
Przypływ w pułapce
Choć pomysł na elektrownię czerpiącą energię z morskich pływów nie
jest nowy, to nowatorski jest sposób jej uzyskiwania. Pierwsze takie urządzenie
zbudowali jeszcze w 1967 roku Francuzi u ujścia rzeki Rance. Funkcjonuje do
dziś i ma moc 240 megawatów. Eksperymentalne urządzenia powstały też w
Chinach, Indiach, Kanadzie i Rosji.
Zasada działania pracujących już elektrowni pływowych jest podobna do zwykłych
zapór na rzece: najpierw przypływ napełnia specjalne zbiorniki, obracając
turbiny elektryczne. Potem woda ze zbiorników przesącza się z powrotem do
oceanu.
Chociaż w zamyśle elektrownie pływowe miały być całkowicie ekologiczne,
we Francji szybko poniechano realizacji ambitnego planu budowy następnych 20
takich obiektów. Podobnie jak w przypadku zapór na rzekach, tego typu
elektrownie pływowe stanowią nieprzekraczalną barierę dla ryb i utrudniają
transport wodny. Ich przeciwnicy twierdzą, że budowa jednej tylko zapory na
Rance zaburzyła morski ekosystem w promieniu aż 500 km.
Podmorskie młyny
Dopiero w latach 90. wymyślono bardziej ekologiczny sposób wykorzystania
energii przypływów - podmorskie młyny. Kręcą się one dzięki prądom
morskim wywołanym przez ruchy mas wody. Pierwszą eksperymentalną turbinę
zainstalowano w okolicach Loch Lihne w Szkocji w 1995 roku. Była przymocowana
do zakotwiczonej tratwy i wytwarzała tylko 15 kW energii.
Klika miesięcy temu znacznie większą, bo o mocy mocy 300 kW turbinę po raz
pierwszy podłączono do sieci energetycznej. Podwodny wiatrak jest na stałe
zakotwiczony do morskiego dna. Pracuje w cieśninie Kvalsund koło norweskiego
miasteczka Hammerfest, daleko za kołem podbiegunowym. Urządzenie waży
prawie 200 ton. Do końca 2004 roku Norwegowie zamierzają postawić 20 takich
turbin, zapewniając dostawy prądu dla okolicznej wioski Kvalsund liczącej
1,1 tys. mieszkańców. Inwestycja będzie kosztować 150 mln norweskich koron
(ponad 80 mln złotych).
Mechanizm działania turbin jest prosty: w cieśninie bez przerwy występują
ruchy wody wywołane przypływami o wysokości dochodzącej do 3 m. Przez pół
doby przypływ wtłacza wodę morską do zatoki z prędkością do 2,5m/s, a
przez drugie pół nadmiar wody wraca z powrotem do morza. Dlatego podwodne młyny
zaopatrzono w ruchome ramiona o długości 10 m, które równo co 12 godz. i
25 minut obracają się o 180 stopni. Ramiona turbin znajdują się na głębokości
17 metrów pod poziomem morza (cieśnina jest głęboka na 50 m), umożliwiając
tym samym swobodne kursowanie statków. Jednocześnie turbiny elektrowni
poruszają się na tyle wolno (siedem obrotów na minutę), że żadna przepływająca
tamtędy ryba nie musi obawiać się posiekania na kawałki.
Interes się rozkręca
Na razie jedynym problemem są koszty energii - choć elektrownia nie
potrzebuje paliwa, to jej budowa była tak kosztowna, iż prąd jest
trzykrotnie droższy od tego z tradycyjnych źródeł. Budowa podwodnego młyna
była możliwa dzięki pieniądzom kilku norweskich firm i wsparcia rządu.
Przedsiębiorcy nie robią jednak tego bezinteresownie. Jeśli pomysł chwyci,
powstanie rynek podwodnych turbin wart setki milionów dolarów.
Prócz Norwegii do budowy podmorskich młynów szykują się też Brytyjczycy.
Ostatnio zbudowali podwodny młyn podobny do tych z Norwegii (o mocy 250 kW).
Jedyna różnica polega na tym, że brytyjska turbina jest umieszczona na słupie,
którego koniec sterczy ponad poziom morza. Choć takie rozwiązanie uniemożliwia
żeglugę nad elektrownią, to znacznie obniża koszty obsługi - można ją
wyciągnąć ponad poziom wody bez angażowania nurków. Firma Marine Current
Turbines, która zrealizowała brytyjski projekt przygotowała już plan
lokalizacji setek następnych turbin u zachodnich wybrzeży Wysp Brytyjskich.
Pracuje też nad podwójną turbiną o mocy 1,2 MW. Szefowie firmy twierdzą,
że zbudowanie kilku tysięcy takich podwodnych młynów u zachodnich wybrzeży
Anglii i Walii dałoby tyle energii, ile produkuje dziś połowa brytyjskich
elektrowni jądrowych.
Promocje:
|
|