|
Prąd z morskiego dna. Podwodne wiatraki... Wraz z nieustającym postępem cywilizacyjnym, stale zwiększa się zapotrzebowanie na
energię elektryczną, zwłaszcza w najsilniej uprzemysłowionych gospodarkach. Rządy
poszczególnych państw oraz wielonarodowe korporacje, pamiętając o problemach
związanych z globalnym ociepleniem i stale rosnącym zanieczyszczeniu powietrza, poszukują
rozwiązań na rzecz czystej i odnawialnej energii. W skali światowej największe możliwości
wykorzystania odnawialnych źródeł energii daje hydroenergetyka. Rozwój konwencjonalnej
hydroenergetyki jest jednak znacznie ograniczony ze względu na konieczność ponoszenia
wysokich nakładów finansowych, ograniczoną powierzchnię pod hydroelektrownie i wreszcie
często negatywne oddziaływanie takich instalacji na środowisko. Wydaje się, że przyszłość
może należeć do nowej, wprowadzanej właśnie stopniowo w Europie technologii
"podwodnych wiatraków". To nowatorskie rozwiązanie oznacza po pierwsze - praktycznie
nieograniczone możliwości lokowania na dnie morskim, po drugie - brak negatywnego
wpływu na środowisko i wreszcie po trzecie - szybki zwrot nakładów.
Stanowiące o istocie omawianego rozwiązania podwodne turbiny, umieszczane są na dnie
morskim, do którego są następnie przymocowywane za pomocą sieci metalowych lin. W ten
sposób znajdują się znacznie poniżej zwierciadła wody (co najmniej na głębokości 20 m) i nie
ograniczają możliwości korzystania z korytarzy morskich. Nie trzeba budować żadnych zapór
wodnych, ani przebudowywać nabrzeża - wykorzystywany przez turbiny podwodny krajobraz
nie ulega poważniejszym przeobrażeniom. Tymczasem większość tradycyjnych
hydrotechnologii wymaga tworzenia sztucznych barier wodnych, co negatywnie oddziałuje
nie tylko na środowisko przyrodnicze, ale również na estetyczne walory krajobrazu.
Turbiny
podwodne nie szpecą okolicy, a poza tym opierają się na siłach przyrody bardziej
przewidywalnych niż np. wiatr lub promieniowanie słoneczne (ich siła i kierunek uzależnione
są od aktualnej pogody, a siła prądów morskich, przypływów i odpływów, nie podlega takim
zależnościom). Podwodne wiatraki nie generują też, rzecz jasna, żadnych toksycznych
odpadów, a ich wpływ na środowisko wodne jest bardzo ograniczony. Ramiona turbin są
ogromne (od kilku do kilkunastu metrów długości. Przymocowane do podłoża linami mogą
swobodne dostosowywać się do kierunku pływów morskich. Jak wykazały wszechstronne
badania Francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS), turbiny podwodne
nie zagrażają podwodnemu ekosystemowi. Ramiona turbin obracają się wolno - ok. 6
obrotów na minutę i tym samym nie zagrażają rybom ani żadnym innym stworzeniom
morskim, a odgłosy pracy maszyny nie odbiegają swą skalą i natężeniem od dźwięków
otoczenia.
Dla ochrony największych mieszkańców morskich głębin, ustawiane są ogromne
ekrany ochronne, które odwracają uwagę zwierząt od podwodnych elektrowni.
Wyglądające z zewnątrz zupełnie jak silniki małego odrzutowego samolotu urządzenia
przetwarzają energię zarówno z przypływów, jak i odpływów wód morskich, zmiennych
prądów itp. Przepływające silne prądy obracają ramiona turbin i tak powstaje energia
elektryczna, przesyłana następnie za pomocą kabli do transformatora znajdującego się na
brzegu. Dla zmniejszenia strat energii, system musi być bezpośrednio podłączony do linii
przesyłowych, usytuowanych jak najbliżej nabrzeża. Specjalne zamocowania turbin znacznie
obniżyły koszty budowy i eksploatacji całego systemu - umocowane w podłożu sieci
łańcuchów zastąpiły dotychczasowe sztywne wysięgniki. Przy okazji rozwiązany został
problem konserwacji turbin, uproszczonej zresztą do minimum w wyniku zastosowania
nowoczesnych stopów metali, głównie niklu, stosunkowo odpornych na kontakt ze środowiskiem wodnym. W zupełności wystarczy doroczny przegląd urządzenia.
W razie
jakiejkolwiek awarii systemu umocowań, turbina będzie po prostu swobodnie dryfować, nie
stanowiąc żadnego zagrożenia, aż do momentu jej wyłowienia.
Podwodne wiatraki to pomysł pochodzący jeszcze z lat 70. ubiegłego wieku, zrodzony w
czasach kryzysu paliwowego. Bardziej konkretne formy przyjął w 1981 r., kiedy to powstał
pierwszy opatentowany zarys turbiny. Jak twierdzi pomysłodawca, J. Vauthier, od tego czasu
ideę stale udoskonalano (z pewnością nie jest to sukces jednego dnia, ale lat pracy i testów).
Pomysł ujarzmienia energii z fal i prądów morskich doczekał się w końcu realizacji na północ
od francuskiego wybrzeża. Już wkrótce na dnie kanału La Manche na głębokości ok. 20 m
zostaną umieszczone 4 bliźniacze turbiny, każda o średnicy 8 m. W sumie mają one
wytwarzać 1 MW energii. Dyrektor Hydrohelix Energies, firmy zajmującej się
wprowadzeniem w życie tego projektu, twierdzi, że Francja mogłaby zaspokajać nawet do 5%
zapotrzebowania energetycznego kraju właśnie za pomocą systemu podwodnych turbin,
umieszczonych wzdłuż północnego wybrzeża kraju.
Potencjalnych inwestorów wspiera
dotacjami rząd francuski, zachęca ich też korzystna stawka sprzedaży energii ekologicznej
oraz stosunkowo krótki, kilkuletni okres zwrotu inwestycji.
Podobne projekty są równolegle pilotowane w Wielkiej Brytanii i Norwegii. W Norwegii
budowę podwodnych turbin rozrzuconych u wybrzeży Morza Norweskiego nadzoruje firma
Hammerfest. W Wielkiej Brytanii podwodne wiatraki zostaną rozmieszczone początkowo w
dwóch kanałach: Bristolskim i La Manche przez firmę Marine Current Turbines. Są to bardzo
dobre lokalizacje z silnymi prądami morskimi oraz dużą siłą przypływów i odpływów, a więc
z tym, co stanowi o dużej mocy, a zatem i o sukcesie turbin podwodnych. W Kanale
Bristolskim turbiny zostaną umieszczone na głębokości 60 m i mają dostarczać rocznie ok. 10
GWh. Skutkiem zastosowanych rozwiązań będzie m. in. zmniejszenie emisji dwutlenku
węgla w regionie o ok. 6 tys. t.
W wyścigu rozwijania podwodnych technologii pozyskiwania energii to Europa
zdecydowanie wyprzedza wszystkie pozostałe kraje i regiony, głównie ze względu na
aktywne zainteresowanie i pomoc ze strony europejskich rządów (dotacje, finansowanie
programów badawczych i testów itp.). Daleko w tyle pozostają Stany Zjednoczone, choć i
tam przygotowanych zostało kilka ciekawych projektów, uwzględniających wykorzystanie
podwodnych turbin. Jak dotąd pozostają one jednak, ze względu na brak finansowego
wsparcia ze strony rządu federalnego, tylko w sferze wirtualnej. Należy do nich m. in. projekt
zastosowania turbin podwodnych u ujścia rzeki Yukon na Alasce. Przedsięwzięcie to
uzyskało wprawdzie wszystkie niezbędne aprobaty federalne, ale przeznaczone już specjalne
środki finansowe w ostatniej chwili zostały wstrzymane, wobec redefinicji narodowych
priorytetów w dziedzinie pozyskiwania energii USA.
Obecnie trwają intensywne prace nad
realizacją podobnego projektu w stanie Maryland u ujścia rzeki Indian - podwodny system ma
tworzyć 56 turbin o łącznej mocy 10,8 MW, co wystarczy na zaspokojenie potrzeb
energetycznych ok. 10 tys. gospodarstw domowych. Instalacja całego systemu ma zająć 2
lata, a koszty nie przekroczą 10 mln dolarów. Równolegle firma Winergy LLC z Nowego
Jorku opracowuje mapę rozmieszczenia podwodnych wiatraków na południowym wybrzeżu.
Amerykanie ciągle jeszcze planują, podczas gdy realizowane europejskie instalacje już
dostarczają energię elektryczną. Takich projektów powinno być zresztą coraz więcej, bo
przecież energia elektryczna pozyskiwana przy pomocy podwodnych turbin będzie mogła być
wytwarzana bez większych ograniczeń - tak długo, jak długo będą płynąć rzeki i istnieć
będzie zjawisko odpływów i przypływów.
Autor: Ewa Ginalska („Mega Energia” nr 2/2004)
Promocje:
|
|