|
Przeciąg - dobra rzecz... Na powierzchni Ziemi jest odpowiednio przestronnie i wietrznie, by ustawić kilka milionów wiatraków i z nich czerpać cały prąd - wyliczyli holenderscy naukowcy.
Zamknijmy kopalnie węgla kamiennego i brunatnego, wygaśmy szyby naftowe, zakręćmy
kurki przewodów, którymi płynie gaz, bo wystarczy wiatr - dowodzą w ostatnim
numerze fachowego pisma "Energy Economics" badacze z Uniwersytetu w
Utrechcie Monique Hoogwijk i jej dwaj współpracownicy Wim Turkenburg oraz Bert
de Vries. Ich zdaniem energia, jaka kryje się w ruchach powietrza na Ziemi,
jest na tyle duża, że wystarczy jej dla wszystkich, i to z naddatkiem.
Chiny dla wiatraków
Świat zużywa co roku blisko 16 bln kWh energii. Wypada średnio po 2500 kWh na
osobę. Większość spala przemysł, ale mniej więcej jedną czwartą -
gospodarstwa domowe. Oczywiście największymi konsumentami prądu są kraje
zachodnie. Równocześnie ponad dwa miliardy ludzi, czyli jedna trzecia
populacji, w ogóle nie ma dostępu do sieci elektrycznej.
Uczeni z Utrechtu szacują, że wiatr chwytany przez turbiny zbudowane na lądach
mógłby dostarczać co roku około 96 bln kWh. To nie wszystko. Do tego należałoby
jeszcze doliczyć wiatraki, które można zakotwiczyć na płytkim dnie morskim
w odległości kilku kilometrów od brzegu. Ich maksymalny potencjał wyliczono
na blisko 30-40 bln kWh, ale to tylko bardzo szacunkowe dane, bo - jak uważają
holenderscy badacze - brak jest wystarczającej ilości danych na temat prędkości
wiatru na morzu.
Za to na lądach takich danych nie brakuje, tu stacje meteorologiczne działają
od dawna, ich sieć jest najgęstsza w Europie i Ameryce Północnej. Hoogwijk i
jej koledzy wykorzystali informacje z ponad 3500 stacji pomiarowych, a za
odpowiednie do budowania turbin uznali te miejsca, w których średnia prędkość
wiatru na wysokości 10 m. wynosi 4 m. na s.
Okazało się, że aż cztery piąte powierzchni ziemskich lądów nie nadaje się
na budowę wiatraków, bo wieje tam słabiej. Badacze wykluczyli też tereny gęsto
zabudowane i silnie uprzemysłowione, cenne przyrodniczo, a także góry i
jeziora. Ale i tak pozostało sporo lądów, na których można ustawić
turbiny: ok. 10 mln km kw. (obszar wielkości Chin). Dostarczana przez nie
energia przewyższyłaby sześciokrotnie obecne potrzeby świata, ale... byłaby
niezwykle kosztowna. Holendrzy wyliczyli, że wyprodukowanie 1 kWh kosztowałoby
średnio dolara, czyli ok. 25 razy więcej niż w przypadku energii uzyskanej z
tradycyjnych surowców.
Czyżby więc wiatr był drogą donikąd? Nie. Trzeba jednak ograniczyć się
tylko do tych terenów, gdzie wiatry wieją najsilniej i tym samym są najtańsze.
Porozmawiajmy o kosztach
Holendrzy dowodzą, że można wyprodukować energię wiatrową w ilościach
zabezpieczających wszystkie potrzeby energetyczne świata w cenie 7-8 centów
za 1 kWh. - To już tylko dwa razy drożej w porównaniu z węglem czy ropą. A
przecież cena tych ostatnich surowców - w miarę jak ich ubywa - rośnie, a
cena wiatru - w wyniku rozwoju nowych technologii - systematycznie spada. Są już
takie miejsca na Ziemi, gdzie prąd z wiatru kosztuje tylko 4-5 centów za 1kWh
- zauważa Hoogwijk.
Z jej wyliczeń wynika, że aby zaspokoić głód energetyczny świata, trzeba
byłoby na najbardziej wietrznych obszarach, łącznie zajmujących 2,5 mln km
kw. (osiem razy więcej niż terytorium Polski), postawić około 5 mln turbin
wiatrowych (każda o mocy dwóch megawatów - to największe z dziś
konstruowanych urządzeń).
Gdyby holenderską propozycję zastosować do Polski, która rocznie zużywa około
150 miliardów kWh energii, to wystarczyłoby na nasze potrzeby zbudować ok.
30-40 tys. takich turbin. Zajęłyby one 15-20 tys. km kwad., czyli kilka
procent powierzchni kraju. Czy to możliwe? Teoretycznie można sobie wyobrazić,
że prąd pozyskujemy głównie z wiatru. Z analiz wykonanych przez Instytut
Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że mniej więcej jedna trzecia
powierzchni kraju ma korzystne lub bardzo korzystne warunki do produkcji energii
wiatrowej. Najlepsze są wybrzeże Bałtyku i Suwalszczyzna, a także pas nizin
centralnych od Słubic po Warszawę. Potencjał wiatru wiejącego na Polską
oszacowany został na ok. 80-90 mld kWh rocznie, czyli aż dwie trzecie
krajowego zużycia prądu.
Kapryśna moc
Na koniec kubeł zimnej wody. - Wiatr oczywiście nie może być jedynym źródłem
energii na świecie. Jest zbyt kapryśny. Jednego dnia wieje, drugiego znika.
Wtedy trzeba czerpać prąd z innych źródeł - zauważa współautor raportu
Bert de Vries. W Niemczech, które są na świecie potęgą wiatrową, turbiny
pracują tylko przez kilkadziesiąt dni w roku. Gdyby nasi sąsiedzi polegli
tylko na nich, przez trzy czwarte roku żyliby bez prądu. - Ale coraz
powszechniej myśli się o tym, by w jakiś sposób zmagazynować lub przetworzyć
energię wiatru. Można ją np. wykorzystać do napełniania wodą zbiorników
przy elektrowniach wodnych lub też do taniej produkcji wodoru, który jest uważany
za paliwo przyszłości. To tylko kwestia pomysłu, jak nie wypuścić z rąk
raz złapanej energii wiatrowej - mówi de Vries

Elektrownia wiatrowa koło kalifornijskiego miasta
Tehachapi w USA. Wiatr dostarcza 1,5 proc. energii zużywanej w Kalifornii
Fot. HENRY A. BARRIOS/ AP
źródło: gazeta.pl
Promocje:
|
|