Drewniane kilowaty wbrew Brukseli

Pompy ciepa | Owietlenie LED, arwki LED | Kolektory soneczne | Certyfikat energetyczny | Podogwka

Drewniane kilowaty wbrew Brukseli... Pełnowartościowe drewno wciąż będzie spalane w piecach polskich elektrowni. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nowe rozporządzenie ministra gospodarki nie rozwiąże tego problemu.

Tu jest miejsce na reklam.
Zobacz cennik
Choć miesiąc temu zapowiadano, że projektowane przepisy zakończą problem od 1 października (pisaliśmy o tym w "Rz" z 4 lipca), to nic nie zapowiada, by tak się stało. Opublikowany na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki i Pracy projekt nowego rozporządzenia energetycznego w ogóle nie zmienia kluczowej dla tego problemu definicji biomasy. Organizacje ekologiczne milczą. Czy lobby energetyczne dalej utrzyma ten ekologiczny absurd?

Nie żałuj róż, gdy płonie las

Cały problem wziął się z osobliwej interpretacji pojęcia biomasy w przepisach o energetyce odnawialnej. Ma ono oznaczać substancje pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, pochodzące z produkcji rolnej albo leśnej. W założeniach chodziłoby np. o uprawy specjalnych roślin, jak wierzba energetyczna czy róża bezkolcowa, albo wykorzystanie odpadów typu słoma czy drobne gałęzie drzew. Polska definicja biomasy jest przy tym identyczna, jak w odpowiedniej europejskiej dyrektywie (2001/77/WE). Jednak w Polsce elektrownie bezkarnie odnoszą to pojęcie do pełnowartościowego drewna, z którego można by produkować papier.

Brukselscy legislatorzy najwyraźniej nie przewidzieli, że polski energetyk potrafi obejść unijne przepisy z cichym przyzwoleniem naszych władz. Ale czy możemy coś zmienić, nie naruszając unijnego prawa?

Można zmienić przepisy

- Dyrektywa w punkcie 9 swojej preambuły wskazuje, że kraje członkowskie mogą przyjąć inną definicję biomasy - zauważa Janusz Turski ze Stowarzyszenia Papierników Polskich. Reprezentowana przez niego branża należy do tych, które na tym paradoksie ucierpiały. Elektrownie przyczyniły się bowiem do sporego wzrostu cen drewna na rynku (kary za niestosowanie energii odnawialnej kosztowałyby je jeszcze więcej).

Rzeczywiście, zapis dyrektywy pozwala na zastosowanie innego pojęcia biomasy dla "celów innych, niż przewidziane w dyrektywie". - W ten sposób, wyłączając z pojęcia biomasy pełnowartościowe drewno, można by problem rozwiązać - twierdzi Turski. Jego organizacja nie wyklucza zawiadomienia Komisji Europejskiej o opacznym interpretowaniu unijnego prawa w Polsce. To może się skończyć nawet w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, który jest władny nałożyć na nasz kraj surową karę.

Biomasa bez zmian

Na razie jednak zapowiadane rozwiązanie problemu metodami prawnymi nie nastąpi. Trwają konsultacje międzyresortowe projektu nowego rozporządzenia, ale nie zanosi się na zmianę przepisów o biomasie. Zdaniem Wojciecha Jaworskiego, dyrektora Departamentu Instrumentów Ochrony Środowiska w Ministerstwie Środowiska, "nie istnieje konieczność wprowadzenia ograniczeń prawnych w zakresie stosowania pełnowartościowego drewna jako biomasy zużywanej do celów energetycznych". W przesłanym "Rz" oświadczeniu zauważa on, że "w okresie kryzysowym, kiedy występuje przewaga podaży nad popytem ze strony przemysłu przetwórczego, część surowca może być sprzedawana na cele energetyczne".

Co ciekawe, w opinii przemysłu papierniczego sytuacja jest dokładnie odwrotna: wobec ograniczeń cięć drzew, jakie mają Lasy Państwowe, oraz pojawienia się nowych klientów - krajowych elektrowni i nowych odbiorców z UniiEuropejskiej, trzeba sięgać po drewno z importu.

Nie tylko prawo

Nieco inaczej patrzy na ten problem resort rolnictwa zainteresowany rozwojem upraw roślin energetycznych. - Ubolewam nad tym, że lobby energetyczne zamiast zająć się współtworzeniem rynku biomasy w Polsce, stara się ominąć przepisy dotyczące jej wykorzystania - żali się Kazimierz Żmuda, wicedyrektor Departamentu Gospodarki Ziemią w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jego zdaniem, problemu nie rozwiąże się metodami prawnymi. - Energetycy mają krótkowzroczne podejście, bo i tak z czasem będą musieli zainwestować w urządzenia do spalania prawdziwej biomasy, a na razie wygodniej im kupować drewno z lasu, zamiast zawierać długoterminowe kontrakty z dostawcami wierzby energetycznej - ocenia. Zresztą program rozwoju upraw energetycznych uzyskał już solidne podstawy prawne (patrz ramka).

Pewne, dość ryzykowne, rozwiązanie sugeruje Zofia Chrempińska, dyrektor Departamentu Leśnictwa w Ministerstwie Środowiska. Wskazuje, że można by zaradzić tym problemom poprzez urzędowe ustalenie bardzo wysokich cen na drewno kupowane dotakich celów. - Czyniłoby to ten proceder nieopłacalnym, ale wymagałoby poważnej ingerencji państwa w mechanizmy rynkowe - twierdzi Chrempińska.

Co ciekawe, nie da się elektrowniom zarzucić złamania żadnego konkretnego przepisu o ochronie przyrody. - Natomiast zwyczajnieszkoda byłoby spalać drewno tylko po to, aby sprostać uzyskaniu określonych procentów w produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Jest przecież możliwość uzyskania "zielonej energii" z innych źródeł - dodaje dyrektor Chrempińska.

autor: PAWEŁ ROCHOWICZ

źródło: rzeczpospolita

Drewniane kilowaty wbrew Brukseli

Promocje:

PROMOCJE: