|
Energetyka - brakujące ogniwo (paliwowe)? Za wcześnie, by obwieścić triumf... Zawirowania na rynku ropy
naftowej połączone z silnym zainteresowaniem społecznym i politycznym
kwestiami ochrony środowiska powodują wzrost zainteresowania alternatywnymi źródłami energii. Za jedną z bardziej
obiecujących gałęzi uważa się w tej branży ogniwa paliwowe. Nie są one niczym nowym w energetyce, ale do dzisiaj nie weszły szeroko w użycie. Parę miesięcy temu niemiecka firma MTU CFC
Solutions ogłosiła, że jej ogniwo paliwowe znane
pod nazwą HotModule zainstalowane w szpitalu Rhön-Klinikum w Bad Neustadt
przepracowało już 21 tys. godzin. W ten
sposób został pobity rekord świata w kategorii wysokotemperaturowych
stacjonarnych ogniw paliwowych. Niemiecka klinika pierwsza na świecie
zastosowała technologię HotModule, wykorzystując ogniwo jako generator prądu
i ciepła o mocy elektrycznej 250 kW
i cieplnej - 180 kW. "Zadowoleni z działania ogniwa HotModule, zdecydowaliśmy
się wraz z naszymi partnerami na instalację drugiego takiego urządzenia w
naszej centralnej klinice w Bad Berka w
Turyngii" - informuje Joerg Demmler, szef nadzoru technicznego.
Brzmi to doskonale, ale po bez mała 2,5 roku pracy trudno stwierdzić, czy to
wystarczy, by ogłosić triumf ogniw
paliwowych. HotModule to sygnał, że branża się rozwija, ale równocześnie
informacja, że stacjonarne generatory nie są jeszcze gotowe do działania na
masową skalę.
Na hasło "fuel cell"
wyszukiwarka Google reaguje informacją o prawie 1,8 mln trafień. W serwisie
Fuel Cell Today zarejestrowano prawie tysiąc firm i organizacji
zainteresowanych rozwojem i
komercjalizacją technologii. Ostatnie lata to nie notowana dotąd aktywność
na polu alternatywnych źródeł
energii. Wszystko to przypomina nieco początek lat 70., kiedy w wyniku kryzysu
paliwowego również ruszono na poszukiwania nowych rozwiązań i również
interesowano się możliwością
komercyjnego zastosowania ogniw paliwowych w transporcie i energetyce
(nawet z pewnymi sukcesami). Jednak pierwsze rozwiązania, które od biedy można
nazwać skomercjalizowanymi, pojawiły się
dopiero 20 lat później, na początku lat 90.
Kwas fosforowy
Spośród pięciu
podstawowych typów ogniw paliwowych, jedynie ogniwa alkaliczne (ACF) nie
budzą zainteresowania energetyki (choć
pewne próby się prowadzi, więc nie warto z góry orzekać
o ich całkowitej nieprzydatności). Nad pozostałymi, czyli ogniwami z kwasem
fosforowym (PAFC), ze stopionymi węglanami
(MCFC), polimerowymi (PEM) i stałotlenkowymi
(SOFC) prace trwają. Największą karierę zrobiło w latach 90. ogniwo z
kwasem fosforowym znane pod nazwą
PC25. Ten kosztujący ok. 900 tys. USD moduł miał moc elektryczną
200 kW i cieplną ok. 250 kW, a zasilany był gazem ziemnym wysokometanowym.
Specjalnie do jego zbudowania, obsługi i
wprowadzenia na rynek powołano ONSI - wspólny projekt
amerykańskiej firmy International Fuel Cells (dzisiaj pod nazwą UTC Fuel Cells)
i japońskiej Toshiby. Legendy
(a za nimi wiele źródeł) głoszą, że pierwszą lokalną elektrownię z PC25
zainstalowano w jednym z wieżowców
na Manhattanie. Jednak ta inwestycja została przerwana po interwencji nowojorskiej
straży pożarnej, która zablokowała prace, głównie z powodów natury
prawnej - brakowało odpowiednich
regulacji dla urządzeń zasilanych wodorem. Pierwsze wdrożenie miało miejsce
w 1991 r., także w Nowym Jorku, a klientem była tym razem policja. Jednak
największe przedsięwzięcie związane
z modułami fosforowymi PC25 przeprowadzono w Japonii. Dzięki ogniwom,
początkowo produkowanym w Stanach Zjednoczonych, a następnie już w Kraju
Kwitnącej Wiśni uruchomiono pierwszą
wirtualną elektrownię złożoną z wielu modułów o mocy 11
MW (największą tego rodzaju elektrownię na świecie). Doświadczenia zebrane
podczas jej pracy pokazały, że urządzenie
może działać, rozpoczęto więc produkcję na nieco większą skalę. Ogniwo
fosforowe PC25 ma sprawność elektryczną rzędu 40 proc., natomiast po
odliczeniu strat energii występujących
przy konwersji w reformerze uzyskiwana sprawność w kogeneracji to ok. 80-90
proc. Dodatkową okazję do testów dla stacjonarnych generatorów fosforowych
stworzyły zakupy armii amerykańskiej,
która zdecydowała się kupić i wypróbować 30 jednostek. Dzięki temu
poszerzono wiedzę o działaniu PC25 w różnych warunkach, od Kalifornii po
Alaskę, i chociaż nie obyło się
bez niepowodzeń, efekt był satysfakcjonujący. Może dlatego, jak stwierdza
prof. Piotr Tomczyk z Wydziału Paliw i
Energii AGH, skonstruowany na początku lat 90. generator
stacjonarny PC25, pierwsze skomercjalizowane urządzenie tego rodzaju, wciąż
pozostaje najtańszym gotowym generatorem.
PC25 nie skończył swego żywota:
przeistoczył się niedawno w PureCell 200, a rozprowadza go UTC
Power - jednostka wchodząca w skład firmy United Technologies Corporation. Od
1991 r. sprzedano ok. 270 egzemplarzy
urządzenia w 19 krajach na świecie (od oczyszczalni ścieków w Portland
po centrum naukowe w Japonii). Niewątpliwą zaletą ogniw paliwowych jest
eliminacja ogromnych ilości
emitowanych gazów - tlenków azotu, tlenków siarki, węglowodorów i dwutlenku
węgla.
Stopione węglany
Pomimo pewnego sukcesu ogniw
paliwowych PAFC firmy, uczelnie i organizacje na całym świecie
angażują się w prace nad pozostałymi rodzajami generatorów stacjonarnych.
Ogniwa ze stopionymi węglanami
przeszły swój pierwszy wielki test w latach 1996-1997 w Santa Clara w USA,
gdzie firma Energy Research Corp. (dzisiaj znana jako FuelCell Energy)
zainstalowała duże urządzenie o
mocy elektrycznej 2 MW (ogniwo ERC Direct FuelCell). W trakcie pracy moduł
zachowywał się dobrze, jednak po jakimś czasie doszło do awarii (nastąpiło
przy napięciu kilkuset wolt zwarcie
przez izolację termiczną) i w efekcie pożaru, w którym spłonął generator.
Dalsze testy prowadzono na odbudowanej
wersji o mniejszej mocy 1 MW. Dalszy
rozwój działań nad komercyjnymi zastosowaniami dużych ogniw paliwowych
wyznaczały przede wszystkim Japonia i Stany
Zjednoczone. W Japonii przez jakiś czas mocno wspierano
prace węglanowe ogniwa paliwowe. Japończycy bardzo dokładnie testowali w
latach 1998-1999 rozwiązania ze
stopionymi węglanami w kompleksowym systemie o mocy 1MW złożonym
z czterech generatorów. Efekty były pozytywne, ale - podobnie jak w przypadku
ogniw z kwasem fosforowym - pojawiły
się pewne problemy techniczne, a ogniwa zachowywały się kapryśnie.
Badaniami zajmowały się tym przede
wszystkim: tokijska Ishikawajima-Harima Heavy Industries
(IHI), a także Hitachi, Toshiba i kilka mniejszych firm. Budowano generatory
stacjonarne o mocy elektrycznej 250 kW,
pracujące w temperaturze 650 st. C, z elektrolitem płynnym.
Właśnie elektrolit, ze względu na swe niezwykłe działanie korozyjne, był
przyczyną istotnych problemów
technologicznych: rozpuszczał prawie wszystko, łącznie z platyną. Opierały
mu się w miarę jedynie niektóre metale
szlachetne (głównie złoto) oraz materiały ceramiczne, przy
czym odporność nie była stuprocentowa i po jakimś czasie dochodziło do
korozji. Czas życia ogniwa stał się
podstawowym problemem. Od tego czasu
na rynku ogniw MCFC prym wiodą dwie firmy: japoński koncern IHI oraz amerykańska
FuelCell Energy. Nie należy też zapominać o ważnym wkładzie europejskim -
włoska firma Ansaldo chce uruchomić budowę
ogniw o mocy elektrycznej od 500 kW do 5 MW (choć
trudno powiedzieć, jakie są szanse na sukces), natomiast niemiecka MTU CFC
Solutions sprzedaje bardzo sprytnie
wykonany, o uproszczonym systemie zasilania i niezawodny HotModule.
HotModule powstał przy udziale FuelCell Energy i - jak wskazują doświadczenia
z kliniki w Bad Neustadt - ma spore
perspektywy.
Ogniwa stałotlenkowe
Kolejną nadzieją
energetyki mają być ogniwa stałotlenkowe. Generatory SOFC konstruuje się w
dwóch wersjach: o geometrii płaskiej oraz
geometrii rurowej. Pierwszą wersję testowano na Uniwersytecie
Toronto, jednak po 1000 godzin pracy modułu o mocy 250 kW pojawiły się
problemy. Dlatego na razie projekt został
porzucony. Nadzieję budzi drugi wariant ogniw SOFC: ma
mieć większą gęstość energii (o 30-40 proc.) i być bardziej niezawodny.
Nowe generatory tego typu pojawią się
w przyszłym roku. Pracami nad
ogniwami stałotlenkowymi zajmują się firmy Sulzer Hexis w Europie i Global
Thermoelectric w Kanadzie, ale najbardziej
zaawansowany technicznie wydaje się być Siemens Westinghouse,
który praktycznie zmonopolizował rynek ogniw o geometrii rurowej. koncern na
przełomie wieków testował w Holandii
ogniwa kogeneracyjnego o mocy 100 kW. Testy trwały półtora
roku z bardzo dobrymi rezultatami (ogniwo mogło pracować w dalszym ciągu po
okresie testowym), osiągając
sprawność elektryczną rzędu 45-47 proc. i praktycznie nie tracąc wydajności
wraz z upływem czasu. Siemens Westinghouse buduje także ogniwa o mocach 220 i
300 kW, w których wykorzystuje ciepło
odpadowe za pomocą turbin gazowych. Sprawność ogniw
rośnie wraz z ciśnieniem i sięga 60 proc., a nowe analizy wykazują, że możliwe
jest jej podniesienie do 70 proc.
Taka sprawność dla klasycznej elektrowni jest nie do pobicia. Dodatkowa
zaleta to stosunkowo niewielkie rozmiary generatora, pozwalające na
zastosowanie go np. do zasilania
osiedli domków jednorodzinnych.
Polimery
Ogniwa polimerowe są
ogniwami niskotemperaturowymi i przede wszystkim próbuje się je zastosować
do samochodów. Jednak podejmuje się też próby w branży energetycznej.
Liderem jest w tej dziedzinie firma
Ballard, która zbudowała PEM-y o mocy 250 kW, rozprowadziła po wszystkich
kontynentach i testuje ich zachowanie. Ogniwo jest piekielnie drogie - kosztuje
ok. 4 mln euro, lecz ma to
rekompensować wysoka trwałość. Gorzej natomiast ze sprawnością. Wynosi
ona nieco poniżej 40 proc. (ze względu na
straty energii charakterystyczne dla ogniw niskotemperaturowych).
W tej sytuacji rodzi się pytanie o opłacalność przedsięwzięcia: czy takie
rozwiązanie będzie mogło rywalizować z
tradycyjnymi elektrowniami, których sprawność, przynajmniej
w Zachodniej Europie, to ok. 48 proc.
Energetyka rozproszona
Na innym poletku energetyki
pojawiają się małe generatory stacjonarne, czyli ogniwa o mocy mniejszej
od 100 lub od 50 kW, zależnie od różnych klasyfikacji. Tego rodzaju
generatory przeznacza się przede
wszystkim do użytku domowego. Dwa podstawowe typy to grzewcze ogniwa
paliwowe (nazwa wymyślona przez firmę Vaillant) zasilające w energię
elektryczną i ciepło oraz
podtrzymujące zasilanie UPS-y. Grzewczymi
ogniwami paliwowymi interesują się praktycznie wszystkie firmy zajmujące się
kotłami grzewczymi, takie jak Viessmann i
Vaillant, choć z doskoku pojawiają się także inne, np. General
Motors. Współpracujący z firmą Plug Power Vaillant wydaje się być
najbardziej zaawansowany w swych
poczynaniach. Zaprezentował już takie ogniwo polimerowe zasilane metanem
o mocy elektrycznej 5 kW i cieplnej 15 kW. Cena nie jest dokładnie określona,
ale można mówić o poziomie
kilkudziesięciu tysięcy euro. Trwają testy takiej wirtualnej elektrociepłowni
prowadzone na 31 urządzeniach zainstalowanych w domach kilku krajów europejskich
i połączonych wzajemnie poprzez centrum sterowania. Natomiast
UPS to już rzeczywistość: urządzenia o mocy kilku kilowatów są już dostępne.
Na rynku króluje firma Ballard Power
Systems z przenośnym AirGenem o mocy 1kW, do kupienia za
jedyne 6500 USD) i serią urządzeń Nexa (moc 1,5 kW). Nexa została uznana w
USA energetycznym produktem roku
2004.
Paliwo...
Ważnym problemem w pracy
ogniw paliwowych jest kwestia pozyskiwania wodoru, czy raczej kosztów
jego pozyskania. Najtaniej uzyskiwać wodór przez reforming metanu, inne
metody, jak zgazowanie węgla czy
zgazowanie biomasy są droższe (koszty rosną w podanej kolejności), natomiast
metoda elektrolizy to zabawa droższa już o rząd wielkości (stosunkowo
najtaniej korzystając z energii
hydroelektrowni, drożej w przypadku elektrowni wiatrowych, a jeszcze drożej
z fotowoltaicznych). Wciąż pojawiają się nowe opracowania pomysłów na
niekonwencjonalne pozyskiwanie wodoru,
jednak na razie są niezwykle kosztowne. Bywa jednak,
że niektóre z nich, jak fotolizę, czyli elektrolizę wspomaganą światłem,
wykorzystuje się pomocniczo, by
wykorzystać nadwyżki niemożliwej do zmagazynowania energii. Stosunkowo
nową koncepcją jest produkcja wodoru z
wykorzystaniem glonów poprzez modyfikację procesu fotosyntezy. Bez względu
jednak na metody produkcji wodoru, trzeba zdawać sobie sprawę, że zasoby
naturalne czy produkcja biomasy są niewystarczające do zaspokojenia globalnych
potrzeb energetycznych.
... i inne problemy
Generalnie sytuacja ogniw
paliwowych w energetyce to sytuacja przejściowa. W zasadzie za komercyjne
można uznać rozwiązanie z kwasem fosforowym (przede wszystkim PureCell 200),
ogniwa ze stopionymi węglanami już osiągnęły
granicę komercjalizacji, a PEM i SOFC do niej dochodzą.
Zatem jedno rozwiązanie skomercjalizowano, natomiast mnóstwo innych to
prototypy i rozwiązania balansujące
na krawędzi wdrożenia. Wciąż poważnym problemem jest czas życia modułów.
Niezwykle kosztowna jest eksploatacja (ze względu na ogromną cenę). Sytuacja
się poprawi dopiero po wdrożeniu
masowej produkcji. Nie można też zapominać o konkurencji ze strony
tradycyjnych elektrowni dysponujących stabilną technologią i trwałymi urządzeniami,
które będą się długo bronić.
Szanse
Generatory stacjonarne swój
przyczółek mogą znaleźć w zastosowaniach specjalnych, tam gdzie potrzebna
jest kogeneracja ciepła i energii elektrycznej, tam gdzie zasilanie jest niezbędne
w każdej chwili (szpitale, budynki rządowe, wielkie biurowce, wojsko itp.).
Dalszy rozwój ogniw uzależniony
jest od rozwoju ekonomii wodorowej. Zdaniem prof. Piotra Tomczyka, jeżeli
ogniwa paliwowe uczynią znaczący postęp,
to natychmiast dadzą impuls rozwojowy innym technologiom.
I odwrotnie: jeżeli się znajdzie rewelacyjne rozwiązanie do wytwarzania,
dystrybucji i magazynowania wodoru, to
oczywiście będzie ono dawało kolejny impuls do rozwoju
ogniw paliwowych. Te rzeczy są ze sobą ściśle powiązane.
Pieniądze
Z problemem kosztów
podejmuje się walkę za pomocą wspierania finansowego przedsięwzięć na
rzecz rozwoju technologii ogniw paliwowych.
Wspomniany projekt firmy Vaillant jest współfinansowany
przez Unię Europejską w ramach V Ramowego Programu Badań i Rozwoju Komisji
Europejskiej. W USA i Japonii na tego rodzaju przedsięwzięcia wydawane są
dziesiątki milionów dolarów.
Departament Energii USA postawił ambitny cel: do końca dekady obniżyć
koszt produkcji 1 kW energii elektrycznej do
400 USD. W latach 60. i 70. ubiegłego wieku 1 kW kosztował ok. 600 tys. USD, a
dzisiaj to ok. 4500 USD (dla porównania, koszt 1 kW z generatora diesla
wynosi w Ameryce od 800 do 1500 USD). Duże
stacjonarne ogniwa paliwowe wydają się być całkiem interesującym rynkiem.
Pozytywnie działają dążenia do
tworzenia zdecentralizowanych źródeł energii, chęć podniesienia sprawności
czy potrzeba bezpieczeństwa energetycznego.
Coraz więcej rządów, firm, organizacji pozarządowych
interesuje się rozwojem tego rynku. Nie sposób jednak nie zgodzić się z
konkluzją płynącą z tegorocznego badania
rynku dużych stacjonarnych ogniw paliwowych przez serwis
Fuel Cell Today: "Byłoby błędem uwierzyć, że w najbliższych latach
ujrzymy gwałtowną ekspansję. Na
tym rynku, bardziej niż gdziekolwiek indziej, realistyczne przewidywanie
premier nowych produktów i możliwości
technologii będzie kluczem do przyciągnięcia klientów".
autor: Wojciech Kwinta ("Energia Gigawat" - grudzień 2004)
Promocje:
|
|