Środowisko energetyczne jest podzielone nawet co do samej
potrzeby rozpoczynania dyskusji o elektrowni jądrowej w Polsce. Energetycy
zgadzają się co do tego, że w ciągu najbliższych lat nie dojdzie do
spektakularnych wydarzeń związanych z rozwojem energetyki atomowej. - Polska
powinna mieć jak najszybciej elektrownię atomową - twierdzi stanowczo
Stanisław Dobrzański, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Należy on
do osób, które najmocniej wspierają pomysł budowy elektrowni atomowej w
Polsce.Powrót do pomysłu budowy elektrowni atomowej w Polsce wynika z coraz
bardziej zaostrzających się przepisów ochrony środowiska związanych m.in. z
redukcją CO2, SO2 i tlenków azotu. Elektrownia atomowa ma, zdaniem jej
zwolenników, doprowadzić do spełnienia unijnych norm w zakresie emisji
szkodliwych substancji powstających w wyniku spalania (głównie węgli), a
jednocześnie zapewnić odpowiednią ilość energii elektrycznej.
- Do realizacji programu energetyki atomowej niezbędne jest
zbudowanie kompetencji i wzajemnych relacji pomiędzy organami państwa, samorządami
terytorialnymi i przemysłem przy pomocy ośrodka koordynującego - wylicza
Hanna Trojanowska, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej PSE. -
Konieczne jest także uzasadnienie rozwoju energetyki atomowej i przeprowadzenie
analizy korzyści dla społeczeństwa, opracowanie koncepcji biznesowej,
przygotowanie legislacji, przemysłu i infrastruktury, rozwój specjalistycznych
prac analitycznych i naukowo-badawczych, uczestnictwo w międzynarodowych
pracach badawczo-wdrożeniowych oraz edukacja środowisk i kształcenie kadr na
potrzeby energetyki atomowej.
Do najważniejszych czynników warunkujących realizację
programu rozwoju energetyki atomowej Trojanowska zalicza uwarunkowania prawne,
ekonomiczne, lokalizacyjne, ochrony środowiska, uwzględnienie opcji atomowej w
planach rozwoju systemu elektroenergetycznego, określenie kryteriów i
mechanizmów wyboru inwestora i pozyskanie wiedzy, umiejętności i środków
w zakresie metod edukacji i promocji energetyki jądrowej.
Zdaniem Mirosława Dudy, doradcy Agencji Rozwoju Energii, trudno
liczyć na zapewnienie wystarczającej ilości energii przez tradycyjne, rodzime
nośniki, czyli węgiel kamienny i brunatny. Duda wskazuje na rosnące koszty
wydobycia węgla kamiennego, problemy ochrony środowiska, jakie pociąga za sobą
górnictwo i zmniejszające się zasoby operatywne. Duda przekonuje też, że
trudno liczyć na znaczący import gazu i węgla na potrzeby energetyki, ponieważ
wiązać się to będzie z wysokimi, i stale rosnącymi, kosztami. Nie można
też oczekiwać jego zdaniem na znaczący import energii elektrycznej, ponieważ
połączenia międzysystemowe nie są wystarczające, aby import mógł
gwarantować bezpieczeństwo dostaw w długookresowej perspektywie.
- Konieczna jest rozbudowa własnych źródeł, co jest w
projekcie dyrektywy UE dotyczącej bezpieczeństwa dostaw energii, która została
przygotowana po analizie przyczyn i skutków awarii w Europie - mówi
Mirosław Duda.
Kto za to zapłaci?
Liczba i waga argumentów za budową elektrowni atomowej w
Polsce jest spora, ale i przeciwnikom ich nie brakuje. Do głównych problemów
inwestycyjnych należą duże koszty budowy elektrowni atomowej.
- Nie wydaje się możliwa tylko rynkowa podaż takich
inwestycji, konieczne będzie doprecyzowanie przepisów prawnych dotyczących
ograniczenia ryzyka inwestorów i dopuszczalnej pomocy publicznej - dodaje
Duda. Jego zdaniem istotna jest rola państwa zwłaszcza w przygotowaniu
infrastruktury dla elektrowni atomowej - tj. w zakresie składowania odpadów
i niektórych ogniw jądrowego cyklu paliwowego. Budowany obecnie blok jądrowy
Olkiluoto III w Finlandii o mocy netto 1600 MW kosztować będzie około 3
miliardów euro. W Polsce koszty byłyby podobne.
- Dzisiaj cena elektrowni jądrowej, nawet bez sarkofagu, jest
znacznie wyższa od jakiejkolwiek innej technologii, w tym od technologii węglowej
- wylicza prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. - Jaki
jest więc sens planować dzisiaj technologię, która jest znacznie droższa od
technologii istniejących? Wiele firm energetycznych, opierających swoją działalność
o elektrownie atomowe, jest bankrutami, jak British Energy. Dobrze co prawda
funkcjonuje EdF, ale dzięki wielkim dopłatom, ponieważ technologia w
elektrowniach atomowych powiązana jest z technologią wojskową. Zdaniem prof.
Mielczarskiego być może za 10 lat technologia atomowa będzie tańsza, wówczas
możemy o niej dyskutować; dzisiaj jest dla nas zbyt droga.
Kadry decydują
Zdaniem Mirosława Dudy potrzebne są długofalowe,
skoordynowane działania wyjaśniające i promocyjne organów państwa
odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne. Doradca ARE wskazuje również
na niezbędne zaangażowanie odpowiedzialnych mediów w pokazywanie pozytywnych
przykładów bezpiecznego działania elektrowni atomowej, a także próby przyciągnięcia
do promocji energetyki atomowej rozsądnych ekologów.
- Najważniejszym zadaniem, które trzeba rozpocząć
natychmiast, jest szkolenie kadr - przekonuje Stefan Chwaszczewski, prezes
Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego. Instytut Energii Atomowej prowadzi więc
rozmowy z Politechniką Śląską, Warszawską i Gdańską oraz Uniwersytetem
Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie na temat wprowadzenia w tych uczelniach
specjalizacji energetyki jądrowej, ochrony radiologicznej i zagadnień związanych
z bezpieczeństwem jądrowym. Chwaszczewski mówi, że w promowaniu energetyki jądrowej
ogromną rolę odgrywać będzie informacja i edukacja społeczna.
- Ludzie wiedzą, co znaczy w obecnej sytuacji, gdy jest
wysokie bezrobocie, lokalizacja dużego zakładu na danym terenie. To prowadzi
do powstania nowych miejsc pracy dla mieszkańców oraz do zwiększenia wpływów
z podatków do kasy samorządowej, to rozwój danego regionu - dodaje
Chwaszczewski. Na brak przepisów technicznych związanych z ewentualnym
wprowadzeniem technologii jądrowej do energetyki wskazuje Maciej Jurkowski,
dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Jądrowego i Radiacyjnego Państwowej
Agencji Atomistyki. Przepisy takie muszą być związane z rodzajem stosowanej
technologii w elektrowni. Jurkowski wskazuje, że w Polsce istnieje system
nadzoru bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej, który jest
dostosowany do wymagań Unii Europejskiej. Przykładem dobrze przeprowadzonej (z
punktu widzenia zwolenników elektrowni jądrowej) społecznej kampanii
informacyjnej może być budowa nowego bloku jądrowego, Olkiluoto III.
Dla projektu uzyskano akceptację nie tylko rządu i parlamentu, ale całego społeczeństwa,
które w formie referendum opowiedziało się za tą inwestycją.
Sprawa polityczna
- To, czy powstanie elektrownia atomowa w Polsce, w pierwszej
kolejności będzie zależało od czynników politycznych, potem społecznych, a
dopiero na trzecim miejscu będą uwarunkowania ekonomiczne - uważa Zbigniew
Bicki, prezes BOT Górnictwo i Energetyka. Bicki jest przekonany, że dosyć łatwo
można zdobyć przychylność samorządów lokalnych do takiej inwestycji.
Podaje przy tym przykład kopalni Bełchatów, leżącej w dużej części na
terenie gminy Kleszczów, która dzięki kopalnianym podatkom jest najbogatszą
gminą w Polsce.
- Gdybyśmy tam powiedzieli, że zamykamy elektrownię i
kopalnię Bełchatów, spotkalibyśmy się z ogromnymi protestami tamtejszej społeczności
- mówi Bicki. Kolejnym czynnikiem decydującym o losach elektrowni atomowej będzie
sposób rozwiązania problemu emisji dwutlenku węgla, dwutlenku siarki oraz
tlenków azotu. Dlatego, jak uważa Bicki, przez najbliższych kilka lat nic się
nie będzie działo w zakresie rozwoju energetyki atomowej w Polsce. Pierwszym
sprawdzianem będzie rok 2008, jeśli okaże się, że Komisja Europejska zechce
bezwzględnie wyegzekwować normy emisyjne, to zdaniem Bickiego w Polsce
przeżyjemy szok związany ze wzrostem cen energii, co może być intensywnym
impulsem do budowy nowych źródeł - w tym także jądrowych. Prezes BOT
uspokaja dyskusję o elektrowni atomowej i mówi, że do chwili ewentualnego
rozpoczęcia jej budowy jest jeszcze bardzo daleka droga. Po raz kolejny sięga
po przykład ze swojej firmy i przypomina, że BOT jest na etapie zamykania
finansowania dla bloku Bełchatów II.
- Pomysł realizacji Bełchatowa II pojawił się w roku 1997,
jeżeli w tym roku zamkniemy finansowanie, to powstanie on w roku 2009. Wtedy upłynie
12 lat od pomysłu. Prawdopodobnie w przypadku elektrowni jądrowej czas od
pomysłu do jej oddania będzie o wiele dłuższy - mówi Zbigniew Bicki.
Perspektywa długiego czekania prezesa Bickiego nie martwi, twierdzi, że BOT
jest dzisiaj najlepiej przygotowaną firmą w Polsce mogącą podjąć wyzwanie
budowy elektrowni atomowej.
To, co się będzie działo z energią jądrową w Polsce, będzie
zależało od polityki Unii Europejskiej. Sygnały płynące z Brukseli wskazują,
że podejście UE i Komisji Europejskiej zaczyna się w tym zakresie zmieniać.
Zmienia się także podejście do energetyki jądrowej w państwach ościennych
jak Niemcy i Szwecja, co może mieć także wpływ na sytuację w Polsce. Hanna
Trojanowska przyznaje, że co prawda do roku 2008 nie wydarzy się nic
spektakularnego w zakresie rozwoju energetyki jądrowej, ale będzie to okres, w
którym można dobrze przygotować koncepcję jej rozwoju. Władysław
Mielczarski mówi, że co najmniej do roku 2020-22 w Polsce nie będziemy
potrzebowali energii z elektrowni atomowej. Jak pokazuje przykład Finlandii,
cykl budowy elektrowni atomowej wynosi ok. 6 lat, więc na decyzję w tej
sprawie mamy jeszcze około 10 lat.
Autor: Dariusz Ciepiela
("Nowy Przemysł" - lipiec /sierpień 2005)
Promocje: