|
Groźne odpady atomowe... Decyzja o budowie elektrowni atomowej pociąga za sobą inną, równie trudną decyzję - gdzie składować nuklearne odpady. Nie tylko Polska staje przed takim wyborem
Jak powiedział "Gazecie" minister ds. europejskich Jarosław
Pietras, na zbliżającym się szczycie Unii Europejskiej (22-23 marca)
potwierdzona zostanie decyzja ministrów środowiska o radykalnej redukcji
emisji CO2 do atmosfery. Nawet 30-procentowej w ciągu 15 lat. Z energetyką
opartą na węglu nie będziemy mieli szans, by spełnić te wymogi. - Państwa,
które do tej pory opowiadały się przeciw energii atomowej, teraz przekonują
się do niej - mówi "Gazecie" wiceminister gospodarki Jacek
Piechota.
Już 30 marca rządowy zespół ds. polityki energetycznej może podjąć
decyzje o tym, jak będą wyglądać dalsze prace rządu związane z energetyką
jądrową.
Kto zbuduje?
Jedno jest pewne już dziś: elektrowni nie postawi rząd, ale prywatny
inwestor. O żadnych konkretnych propozycjach nie ma jeszcze mowy, ale
przedstawiciele rządu przyznają, że zainteresowanie już jest.
- Inwestorzy chcą rozmawiać o tym, jak widzimy przyszłość energetyki jądrowej
- mówi Piechota. Nie przez przypadek francuskie ministerstwo zaprosiło
przedstawiciela naszego resortu gospodarki na konferencję o energii jądrowej
21 marca w Paryżu. Francusko-niemiecki koncern Framatome-Areva obok amerykańskiego
Westinghouse jest największym konstruktorem "atomówek" na świecie.
Gdzie inwestor mógłby postawić elektrownię? - Powinna być zlokalizowana w
regionie, w którym jest zapotrzebowanie na energię elektryczną, by
zminimalizować straty przesyłowe. Musi mieć dostęp do źródeł wody - mówi
"Gazecie" prof. Jerzy Niewodniczański, prezes Państwowej Agencji
Atomistyki (PAA). Te trzy wymagania spełnia Polska północna. Pomorski Żarnowiec
został wybrany w latach 80. pod budowę elektrowni. Nie wiadomo, czy można
do tej lokalizacji powrócić. Przemawiają za nią wykonane już badania oraz
sąsiedztwo wodnej elektrowni szczytowo-pompowej, która odbierałaby i
"magazynowała" nadwyżki mocy z reaktora. Część ekspertów uważa
jednak, że ten pomysł jest już "spalony" - na tym terenie działa
specjalna strefa ekonomiczna. Inne wymieniane przez PAA lokalizacje to:
Klempicz, Kopań, Korolewo, Nieszawa, Chełmno i Tczew.
Atomowy świat
Myślenie o energetyce jądrowej w Polsce pozostaje pod wpływem tragicznego
zdarzenia z 26 kwietnia 1986 r., gdy w Czarnobylu (dziś Ukraina) eksplodował
jeden z bloków elektrowni atomowej. Była to największa katastrofa
elektrowni atomowej w historii, wywołana nieodpowiedzialnym nadzorem i fatalną
konstrukcją reaktora.
Polacy niechętnie myślą o atomie, jednak już teraz otacza nas atomowy
wianuszek. Siłownie znajdują się w Czechach, na Słowacji, Ukrainie,
Litwie, sporo reaktorów pracuje też za zachodnią granicą i za morzem, w
Szwecji. Świat - wbrew twierdzeniom organizacji ekologicznych - nie odchodzi
od energetyki jądrowej. Jedynie w Niemczech, gdzie władzę sprawuje koalicja
socjaldemokratów i Zielonych, prowadzona jest polityka wygaszania reaktorów.
W Szwecji rząd nie realizuje podobnej obietnicy sprzed kilku lat. A we
Francji (gdzie atom daje prawie 80 proc. elektryczności) właśnie budowana
jest nowa elektrownia, podobnie jak w Finlandii. Nie mówiąc o Stanach
Zjednoczonych, gdzie ostatnio zbudowano bądź zmodernizowano 20 nowych
reaktorów. - Światowe zapasy uranu starczą na blisko 250 lat. Nie licząc
zapasów wojskowych - uważa prof. Niewodniczański.
Co z odpadami?
Rozwojowi energetyki jądrowej sprzeciwiają się ekolodzy. - Nie ma
bezpiecznego sposobu na składowanie odpadów radioaktywnych, nie ma również
mowy o "bezpieczeństwie" reaktorów. Najlepsze nawet zabezpieczenia
nie wyeliminują błędu człowieka, a ewentualne konsekwencje awarii są zbyt
duże, by móc usprawiedliwić wystawianie Polaków na takie ryzyko - mówi
"Gazecie" Jacek Winiarski z Greenpeace. Podobne stanowisko zajmuje
WWF. - Nie można łączyć ochrony klimatu z technologiami nuklearnymi, które
stanowią ogromne zagrożenie - stwierdza Joanna Wis, rzecznik WWF w Polsce.
Obie organizacje przekonują, że lepszym źródłem energii będą źródła
odnawialne (wiatr, biomasa, słońce), szansy upatrują też w oszczędzaniu
energii.
Zdaniem ekspertów organizacje ekologiczne przesadzają z obawami. Odpadów
nuklearnych nie będzie dużo. Według wyliczeń Państwowej Agencji
Atomistyki przy produkcji 1 TWh elektryczności powstaje ok. 80 m sześc.
odpadów o różnym stopniu radioaktywności. Roczna produkcja elektryczności
w Polsce ledwo przekracza... 152 TWh. Największa polska elektrownia - Bełchatów
- ma roczną produkcję ok. 27-28 TWh (jedna terawatogodzina, TWh, to jeden
miliard kilowatogodzin).
Zakładając, że energetyka jądrowa w Polsce wyprodukuje łącznie 10 tys.
TWh (taka niewyobrażalna liczba pojawia się w dokumentach PAA) - trzeba by
znaleźć bezpieczne miejsce dla 34-40 tys. ton zużytego paliwa. To raptem
9-11 tys. metrów sześciennych materiału. A w przypadku przerobu wypalonego
paliwa jądrowego i odzyskania materiałów rozszczepialnych te liczby ulegną
zmniejszeniu o blisko 60 proc.
Dla porównania - sama tylko elektrownia Bełchatów "produkuje" ok.
3 mln ton odpadów paleniskowych rocznie.
Zresztą wcale nie jest pewne, czy radioaktywne odpady będą musiały być składowane
w Polsce. - Być może powstanie jedno europejskie składowisko - mówi Janusz
Włodarski, dyrektor generalny Państwowej Agencji Atomistyki. - Trzeba też
jednak być przygotowanym na to, że odpady będziemy musieli zagospodarować
sami - dodaje. Budowa składowiska to duży koszt (liczony w setkach milionów
złotych, do zapłacenia przez inwestora), ale przynajmniej wstępnie określono,
w których miejscach może ono powstać. Opracowania PAA, do których dotarła
"Gazeta", proponują następujące lokalizacje: złoża soli w Domasławku,
Łaniętach (Wał Kujawsko-Pomorski) lub w okolicach Kłodawy, skały ilaste w
rejonie Jarocina i Pogorzeli (Wielkopolska) czy wreszcie skały granitowe w trójkącie
Krasnopol - Rydzewo - Kruszyniany (Suwalszczyzna). Budowa składowiska nie
jest zadaniem na najbliższe lata, ale prace lokalizacyjne należy kontynuować.
Włodarski: - Opowieści o tym, że odpady jądrowe mogłyby być składowane
w nieczynnych śląskich kopalniach, to bajki.
autor: Konrad
Niklewicz
źródło: gazeta.pl
Promocje:
|
|