Spór o tamę w Karczewicach

Pompy ciepła | Oświetlenie LED, żarówki LED | Kolektory słoneczne | Certyfikat energetyczny | Podłogówka

Spór o tamę w Karczewicach... Mieszkańcy Karczewic (gmina Kłomnice) usiłują rozebrać zaporę na Warcie zbudowaną dla potrzeb lokalnej hydroelektrowni. Właściciel tejże równie uparcie łata tamę. Wszystkim zależy, żeby woda płynęła w ich stronę.

Tu jest miejsce na reklamę.
Zobacz cennik
Stoimy na moście na Warcie w Karczewicach. Potężne przęsła żelbetowej konstrukcji sugerują sporą wodę, ale pod spodem ledwo coś ciurka.

- Wodę kradnie hydroelektrownia - mówi Jarosław Karbowiak, mieszkaniec Karczewic. Idziemy za nim w górę Warty czy też jej skromnych pozostałości. Dochodzimy do rozszerzenia. - Kiedyś było tu piękne kąpielisko, a zostało kilka kałuż. W upały zaczynają śmierdzieć - wzdycha.

Przed Karczewicami rzeka rozdwaja się na Wartę właściwą - tę podsychającą - i kanał Młynówka, który wraz z młynem zbudowano podobno podczas wojny. - Jakieś pięć lat temu powstała przy nim elektrownia wodna. Jej właściciel przegrodził Wartę tak, że prawie cała woda wpływa do kanału. A na rzece... ani rybki złowić, ani popływać - martwi się Karbowiak.

Chłopaki ze wsi nie dały jednak za wygraną: co rusz wybierały z tamy kamienie, by zwiększyć przepływ. Właściciel elektrowni, gdy tylko zauważył spadek poziomu Młynówki, układał kamienie na powrót. Wtedy chłopaki zaczęły kopać kanał omijający tamę. Nim skończyły, właściciel elektrowni umocnił brzegi workami z piaskiem.

- Zawiadomiliśmy policję - wspomina Adam Rachwalik, syn właściciela.

Policja nie udowodniła nikomu rozbierania tamy. Potem nadeszła zima i zapanował spokój. Ale wraz z upałami zabawa w kotka i myszkę znów się rozpoczęła.

- Zapora musi być nielegalna, bo te prawdziwe, jak np. w Skrzydlowie, mają zastawki do regulowania przepływu wody. A tu się tylko przez nieszczelności przesącza - dowodzi Karbowiak.

Rachwalik twierdzi jednak, że pozwolenie na tamę faszynowo-kamienną jest. - Właściwie to na jej podwyższenie, bo mała przegroda zawsze tu była - wyjaśnia. I przyznaje, że elektrownia bierze prawie całą wodę (tej zaś z powodu suszy jest za mało), bo musi wywiązać się z umowy na dostawę prądu zakładowi energetycznemu. - Poza tym pozwolenie wodno-prawne mówi tylko o wysokości piętrzenia i tego się trzymamy - pokazuje na wbitą przy elektrowni miarkę. Tafla wody jest prawie metr poniżej maksimum.

Jednak Rachwalik nie mówi całej prawdy, w pozwoleniu bowiem był wymóg zachowania takiego przepływu wody przez Wartę, by przetrwało w niej życie biologiczne. - To co najmniej metr sześcienny na sekundę - sięga do papierów Dionizy Cieślik, szef wydziału ochrony środowiska w częstochowskim starostwie.

Ile przesącza się przez tamę kamienno-faszynową? - Nie mamy aparatury pomiarowej - wyjawia dyrektor. - Na ogół kontroluje się tylko poziom spiętrzenia - czy nie jest przekroczony. Poza tym nie mieliśmy skarg z Karczewic.

Cieślik deklaruje, że pożyczy gdzieś przepływomierz i sprawdzi. - Gdyby przepływ był za mały, to właściciel elektrowni musi się liczyć z koniecznością obniżenia tamy. Mam jednak nadzieję, że spadną deszcze. Wtedy poziom wody podwyższy się tak, że starczy jej i dla elektrowni, i dla kąpiących się.

Elektrownia w Karczewicach nie jest jedyną na Warcie poniżej Częstochowy. Podobne działają także w Rzekach Wielkich, Skrzydlowie, Śliwakowie i Zawadzie. Wykorzystują spadek wody do 3,5 m na zbudowanych jeszcze za PRL-u jazach melioracyjnych. Historia Karczewic jest wśród nich nietypowa, bowiem protoplastą tej hydroelektrowni był młyn wodny, którego drewniany budynek stoi do dziś. Starą turbinę przeniesiono do nowej elektrowni wodnej.

źródło: gazeta.pl

Spór o tamę w Karczewicach

Promocje: