|
Biodieslem zalejemy Europę... Polskie firmy będą walczyć o wysokie zyski na estrach do wytwarzania biodiesla. Budowa 6-7 instalacji produkcyjnych zbiegnie się z wprowadzeniem przepisów ułatwiających obrót biopaliwami. Za półtora roku biznes rozkręci się na dobre, ale zarobią tylko ci, którzy zdobędą rzepak.
Z deklaracji inwestorów wynika, że pod koniec 2007 roku w
Polsce będzie działać 6-7 instalacji do produkcji estrów rzepakowych, które
są biokomponentem dodawanym do oleju napędowego. Łączna zdolność tych
instalacji sięgnie 600 tys. ton rocznie. Producenci będą więc potrzebować
ponad 600 tys. ton oleju rzepakowego, który musi być wytłoczony z przeszło
1,1 mln ton rzepaku. A to bardzo dużo zważywszy na ilość rzepaku
wyprodukowaną w ubiegłym roku: niecałe 1,5 mln ton, z których przede
wszystkim trzeba było zaspokoić przemysł spożywczy, kosmetyczny, a także
kontrakty eksportowe.
Jest więc bardziej niż prawdopodobne, że gdy zacznie się u nas estrowy boom,
szybko zabraknie surowca. Część producentów, którzy w lukratywnym z
dzisiejszej perspektywy biznesie widzą swoją szansę, zamiast zyskać -
straci.
Kto wchodzi do gry?
Na rynku biodiesla liczy się dziś tylko jedna firma - należąca do PKN
Orlen Rafineria Trzebinia. Ale już w przyszłym roku przybędzie jej 6-7 poważnych
konkurentów. Będą produkować ok. 600 tys. ton estrów.
Trzebinia nie będzie długo samotnym liderem, bo do wyścigu o zyski z estrów
przyłączają się kolejne firmy. W ubiegłym tygodniu ich produkcję
zapowiedział Skotan - spółka kontrolowana przez giełdowego inwestora
Romana Karkosika, zajmująca się do tej pory garbowaniem skór. Teraz zmienia
profil działalności i nazwę - na Oleochemia. Spółka według naszych
informacji wybuduje 2 instalacje o łącznej zdolności produkcyjnej 250 tys.
ton estrów. Powstanie także blok glicerynowy o zdolności 10 tys. ton.
- Chcemy ruszyć z produkcją w 2007 roku - zapowiada Grzegorz Ślak, nowy
prezes Skotanu, który wcześniej uruchamiał produkcję estrów rzepakowych w
Rafinerii Trzebinia.
Niemal w tym samym czasie co Skotan, budowę instalacji zapowiedziała Grupa
Lotos. Drugi krajowy producent paliw zainwestuje 75 mln zł w należącą do
niego rafinerię Czechowice w województwie śląskim, gdzie w marcu
definitywnie kończy się przerób ropy naftowej. Koncern chce wytwarzać
rocznie ok. 100 tys. estrów. Rozruch zaplanowano na przełom czerwca i lipca
przyszłego roku.
Biopaliwa będzie produkować także firma Elstar Oils, która przygotowania do
inwestycji rozpoczęła jeszcze w połowie ubiegłego roku, powołując na
terenie Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej spółkę Biopaliwa. W drugiej
połowie 2006 roku Elstar Oils uruchomi wartą 35 mln zł instalację zdolną
produkować 50 tys. to estrów rocznie. Docelowo produkcja będzie mogła sięgnąć
100 tys. ton, a wspomoże ją budowa dwóch zakładów przerobu rzepaku w województwach
lubelskim i dolnośląskim. Spółka zakłada, że udział sprzedaży biopaliw w
jej przychodach w 2006 roku wyniesie ok. 20-30 proc. W perspektywie najbliższych
lat przychody Elstaru ze sprzedaży mają w połowie pochodzić z rynku biopaliw,
a docelowo powinny w strukturze firmy przeważać.
Blisko 100 mln zł zainwestuje w estry Polmos Wrocław, spółka należąca do
Aleksandra Gudzowatego, produkująca bioetanol. Planowany poziom produkcji to
150 tys. ton rocznie, a termin realizacji inwestycji wyznaczono na koniec 2006
roku. Jak dowiedzieliśmy się w Bartimpexie, wkrótce ruszy budowa kolejnej
instalacji o podobnych zdolnościach wytwórczych. Uruchomi produkcję
najprawdopodobniej w pierwszym kwartale przyszłego roku.
Estrami zainteresowały się również Zakłady Azotowe Puławy, które znalazły
partnera do finansowania wspólnego przedsięwzięcia.
- Podpisaliśmy list intencyjny z zagranicznym partnerem, który jest
zainteresowany zarówno inwestycją, jak i odbiorem gotowego produktu -
informuje Zygmunt Kwiatkowski, prezes Puław.
Do końca stycznia ma być gotowa analiza, czy zdolność produkcyjna instalacji
powinna od razu wynosić 100 tys. ton, czy będzie się do niej dochodzić
stopniowo.
Chęć zainwestowania w produkcję estrów wyraziła także grupa J&S, która
mogłaby wybudować nawet dwie instalacje (wybuduje takich pięć w Europie). Na
podobny krok może zdecydować się również amerykańska firma Bunge, a oświęcimska
firma Solvent Dwory już stawia instalację o wydajności 50 tys. ton.
Dopiero teraz?
Szansę dla producentów biopaliw otworzy nowelizacja przepisów, która wejdzie
w życie w połowie roku. Pojawi się oczekiwane przez producentów rozporządzenie
dotyczące norm jakościowych.
Biznes na estrach można rozkręcać dopiero teraz, bo do tej pory polski rynek,
z uwagi na stan prawny dotyczący biopaliw, nie był atrakcyjny dla producentów.
Ustawa o biopaliwach z 2 października 2003 roku okazała się przepisem martwym
po tym, jak w kwietniu 2004 roku Trybunał Konstytucyjny zakwestionował zapisy
narzucające obowiązek dodawania nieokreślonej ilości biokomponentów do
paliw. Dziś jeszcze jest to akt co prawda regulujący zasady wytwarzania
biokomponentów, ale nie odnoszący się do równie ważnych zasad wprowadzania
ich na rynek.
- Formalnie niby wszystko jest w porządku: mamy przepisy, więc problem w
pewnym sensie został załatwiony. Ale brak rozporządzeń wykonawczych hamuje
rozwój rynku - twierdzi Kazimierz Żmuda, zastępca dyrektora departamentu
gospodarki ziemią w Ministerstwie Rolnictwa.
Tym hamulcem jest przede wszystkim brak rozporządzenia określającego wymogi
jakościowe dla biopaliwa ciekłego, zawierającego ponad 5 proc. biokomponentów,
co jest dla producentów i detalistów kwestią podstawową. Wytwarzająca estry
Trzebinia rozpoczęła sprzedaż biodiesla z 20-procentowym dodatkiem
biokomponentów (w oparciu o normę europejską), ale na niewielką skalę,
rozprowadzając go do lokalnych firm transportowych i sprzedając w detalu na własnej
stacji paliw. Dystrybucja w szerszym detalu byłaby zbyt ryzykowna - brak
polskiej normy komplikowałby sytuację producenta w przypadku ewentualnych sporów
sądowych z użytkownikami samochodów.
Dopiero teraz sytuacja ma ulec zmianie. Ministerstwo Gospodarki chce znowelizować
ustawę o biopaliwach, której projekt byłby gotowy na przełomie marca i
kwietnia. Przepisy zostałyby także uzupełnione o uproszczoną procedurę
stosowania biopaliw na własny użytek, a także obowiązek wprowadzania na
rynek biokomponentów w ilości zalecanej przez Unię Europejską. Nowelizacja
umożliwi ponadto szersze wykorzystanie biopaliw poprzez stosowanie ich w
wyznaczonej grupie pojazdów, np. w transporcie miejskim. Założono także
zmianę przepisów o podatku akcyzowym, proponując zwolnienie biokomponentów z
podatku akcyzowego. Z kolei wysokość ulgi akcyzowej dla biopaliw ustalałoby
rozporządzenie, a sama ulga miałaby uwzględniać koszty ich wytwarzania.
Kto zarobi, a kto straci?
Na giełdzie szybko rośnie wartość spółek, które zadeklarowały inwestycję
w produkcję estrów. Jednak nie wszystkie przyniosą zyski. Wygra ten, kto
produkt wysokiej jakości uzyska z tańszego surowca.
Zbliżający się boom w produkcji estrów zelektryzował giełdę. Odzew
na deklaracje związanych z biopaliwami inwestycji przekłada się na wyceny spółek,
których wartość rośnie. Akcje Elstar Oils, które jeszcze na początku września
wyceniano na 38 zł, kosztują teraz 104 zł. Akcje Skotanu, kosztujące przed
ogłoszeniem nowych planów inwestycyjnych 97 zł, wzrosły dziś do 330 zł. W
górę poszły notowania Lotosu i Puław.
W biznesplanie Rafinerii Trzebinia założono, że biodiesel powinien przynieść
firmie 600 mln zł rocznego przychodu i 40 mln zysku netto, co powinno pozwolić
na zwrot kosztów inwestycji w stosunkowo krótkim czasie 3 lat. Średnia
rentowność na produkcji estrów wynosi 11 proc. Problem w tym, że przy
skokowym wzroście konkurencji, co nastąpi za kilkanaście miesięcy, opłacalność
może się zmniejszyć.
- Kluczem do sukcesu będzie rzepak. Kto nie zapewni sobie dostaw, przegra -
twierdzi Aleksander Rysiewicz, dyr. ds. administracji i finansów Elstar Oils.
Nie ma praktycznie szans, by w ciągu dwóch lat produkcja rzepaku zbliżyła się
do poziomu zapotrzebowania szacowanego na 2,5 mln ton. Obecny poziom, o 1 mln
ton niższy sprawi, że firmy wytwarzające estry będą mieć kłopoty ze
zdobyciem surowca, czyli oleju rzepakowego. Rok 2008 okaże się więc rokiem
prawdy (budowa instalacji do produkcji estrów trwa średnio 18 miesięcy).
- Koszt wsadu (czyli oleju - red) stanowi 83 proc. kosztów produkcji estrów.
Jeśli na rynku zacznie się walka o surowiec, jego ceny pójdą w górę i
proporcje kosztów staną się jeszcze bardziej niekorzystne, co obniży
rentowność - ostrzega Grzegorz Ślak.
Ewentualne rezerwy surowcowe znajdują się na Ukrainie. Tona oleju rzepakowego
kosztuje tam ok. 1,6 tys. zł, do których należałoby doliczyć 3 proc. cła.
Można jeszcze sprowadzać olej z Europy Zachodniej, ale droższy - za tonę
średnio 530 euro. Poza tym, brakuje go na rynku. Rozwiązaniem jest więc
dywersyfikacja surowców i wykorzystanie do produkcji estrów oleju wytwarzanego
z kwasów tłuszczowych, zużytych olejów roślinnych, oleju palmowego i
sojowego. Taki olej jest tańszy - ok. 400 euro za tonę, ale ma gorszą jakość.
Światowe koncerny paliwowe nie akceptują wytwarzanych z niego estrów (tzw.
estry FAME).
- Na rynku wygra ten, kto zastosuje technologię akceptującą różny surowiec,
ale pozwalającą uzyskać jakość estrów zbliżoną do uzyskiwanych z oleju
rzepakowego (tzw. estry REME - red) - wyjaśnia prezes Ślak.
Walka w obrębie technologii będzie miała decydujące znaczenie dla ukształtowania
się krajowego rynku, gdyż część producentów w niedługim czasie wypadnie z
gry. W Polsce pojawią się takie same tendencje, jak w Europie, gdzie następuje
stopniowa konsolidacja rynku. Już teraz można wyróżnić zdecydowanych liderów
branży z dużym potencjałem produkcyjnym, jak szwajcarska firma Swiss
BioEnergy, posiadająca także instalację w Niemczech. Innym liderem jest
niemiecka firma Campa - Biodiesel.
Zajęcie pozycji lidera będzie więc zależało głównie od dużych możliwości
produkcyjnych (300 tys. ton biopaliw rocznie) i możliwości zdywersyfikowania
wsadu. Duże znaczenie będzie mieć także zdolność do zbudowania własnej
sieci sprzedaży i kooperacji z innymi firmami tego typu za granicą celem np.
wymiany estrów lub wspólnego uczestnictwa w przetargach. Kadra musi mieć doświadczenie
w zarządzaniu tym biznesem, bo konkurencja nie będzie ograniczać się wyłącznie
do firm polskich: do kraju będą napływać także estry z zagranicy, przede
wszystkim z Niemiec (instalacje w Schwedt i w Roztocku).
Jak to się kręci w Europie?
Unia Europejska gani nas za zbyt małe wykorzystanie biopaliw. Jest mało
prawdopodobne, abyśmy zdołali wypełnić przewidzianą na obecny rok normę.
W Unii Europejskiej wykorzystanie biopaliw przyspieszyła dyrektywa nr 2003/30 w
sprawie wspierania użycia w transporcie biopaliw lub innych paliw odnawialnych,
wydana przez europarlament 8 maja 2003 roku. Nakłada na państwa członkowskie
obowiązek stosowania w paliwach biokomponentów ustalając procentowo ich udział
w sprzedaży paliw w kolejnych latach. W roku ubiegłym było to 2 proc., w tym
roku - 2,75 proc., w 2007 - 3,50 proc., a w roku 2010 - 5,75 proc.
O ile w Europie te wielkości są raczej przestrzegane, w Polsce sytuacja pod
tym względem przedstawia się gorzej. W 2005 roku dodaliśmy do sprzedawanych
paliw tylko 0,5 proc. biokomponentów (prawie 0,3 proc. pochodziło z Trzebinii).
Komisja Europejska przesłała nam w związku z tym ostrzeżenie, że nie wypełniamy
dyrektywy. Niewykluczone, że wkrótce zagrozi nam sankcjami, jeśli stwierdzi,
że sytuacja się przeciąga. Co prawda, Polska zobowiązała się, że w roku
2006 spełnimy warunki z roku ubiegłego, podnosząc udział biokomponentów w
ogólnej sprzedaży paliw do 2 proc., ale jest to mało prawdopodobne.
Tymczasem wiele wskazuje, że z powodu gwałtownych wzrostów cen ropy Unia
wprowadzi w niedługim czasie obowiązek stosowania biopaliw we wszystkich państwach
członkowskich. Część z nich stosuje je na szeroka skalę. M.in. w Czechach
estry oleju rzepakowego stanowią nawet 31 proc. ekodiesla, Austria wprowadziła
w październiku ubiegłego roku przepisy pozwalające mieszać paliwo z estrami
w proporcji pół na pół, a w Szwecji sprzedawana jest benzyna E-85 zawierająca
aż 85 proc. bioetanolu.
Szansa dla bioetanolu
Bioetanol nie cieszy się takim powodzeniem jak estry do produkcji biodiesla.
Inwestycja w ten segment rynku byłaby bardzo ryzykowna. Zapowiadany przez Unię
obowiązek stosowania biopaliw byłby korzystny dla producentów bioetanolu, który
dodawany jest do benzyn. W Polsce produkuje go ponad dwadzieścia firm, liczy się
jednak tylko kilka, z których niekwestionowanym liderem jest wchodzący w skład
Grupy Kapitałowej Brasco (Aleksander Gudzowaty) Polmos Wrocław i Akwawit
Leszno. Na skalę przemysłową produkuje bioetanol od 1992 roku, a jego obecne
zdolności produkcyjne sięgają 150 mln litrów rocznie. 80 proc. produkcji
jest sprzedawana w państwach UE.
Inwestycje w etanol nie cieszą się jednak dużym zainteresowaniem.
- To "układowy" interes. Będzie się kręcił wtedy, jeśli wejdzie się z
nim do Orlenu lub Lotosu - twierdzi jeden z ekspertów w branży paliwowej.
W przeciwieństwie do biodiesla, który nadaje się do sprzedaży zamkniętej
(firmy transportowe, komunikacja pasażerska itd.) bioetanol musi być
sprzedawany w sieciach detalicznych. Tymczasem bez własnej sieci sprzedaży lub
dostępu do stacji koncernowych, dystrybucja produktu jest bardzo ryzykowna.
Ponadto zdolności wytwórcze producentów bioetanolu wynoszące w Polsce ok.
370 tys. ton. są - jak szacuje Ministerstwo Rolnictwa - wystarczające w
stosunku do potrzeb rynku do roku 2008.
Komentarze
Aleksander Gudzowaty, właściciel Bartimpexu:
Rząd był do tej pory nieprzychylny biopaliwom, a wszystkie deklaracje polityków
o zwiększaniu ich produkcji okazywały się nieprawdziwe. Bardzo liczymy, że
teraz coś się w tej kwestii zmieni. Nauczyliśmy się jednak, że trzeba liczyć
tylko na siebie, a w tego typu inwestycjach zachowywać wiele ostrożności.
Ponieważ przyszłe zdolności produkcyjne firm zajmujących się wytwarzaniem
estrów przekroczą możliwości zaopatrzenia się w surowiec, część z nich będzie
musiała zapewne zrezygnować. Przetrwają najsilniejsi, produkujący taniej,
ale z zastosowaniem nowoczesnej techniki.
Grzegorz Ślak, prezes Skotanu:
Gdy ruszała budowa instalacji do produkcji estrów w Trzebinii, pojawiało się
- tak jak dziś - wiele zapowiedzi o zamiarach realizacji podobnych przedsięwzięć.
Niestety, nic z nich nie wyszło. Teraz może być podobnie. Bo choć jest to
biznes rozwojowy, dający szansę na spore zyski, okazuje się niezwykle trudny.
Zwłaszcza w przypadku logistyki, sprzedaży, technologii i utrzymania
konkurencyjności na rynku europejskim. Obawiam się, że wiele polskich projektów
może tej zagranicznej konkurencji nie sprostać.
źródło: onet.pl / gazeta prawna
Promocje:
|
|