|
Codziennie spacerujesz po reaktorze jądrowym?!... We wnętrzu Ziemi od 4,5 mld lat hula w najlepsze reaktor jądrowy,
twierdzi amerykański geochemik J. Marvin Herndon. Jeżeli to prawda, będziemy
mieli do czynienia z największym wydarzeniem od czasu odkrycia tektoniki
płyt, uważają geofizycy.
autor: dr Tomasz Rożek
Być może żyjemy na obudowie bezpieczeństwa największego reaktora jądrowego.
Wewnątrz Ziemi, około 6 tys. km pod naszymi stopami, ma znajdować się
zbita kula rozszczepiających się atomów uranu, której średnica wynosi
ponad 8 km. Przerażające? W ten sposób planety produkują energię,
nic w tym nadzwyczajnego - zapewnia J. Marvin Herndon, pomysłodawca
koncepcji georeaktora. Nie ma racji. Jego pomysł wywraca do góry nogami całą
geofizykę. Co na to środowisko geofizyków? Nic, zupełnie nic. Mimo że
Herndon publikował swoje prace w renomowanych czasopismach naukowych,
został przez specjalistów zignorowany. Zamiast dyskutować ze mną, testować
moje pomysły, zlekceważono mnie. Nie tak powinno wyglądać uprawianie nauki
- powiedział "Wiedzy i Życiu" z goryczą Herndon.
Trzeba zgodzić się z jednym. Teoria georeaktora jednym pociągnięciem
przekreśla dużą część tego, nad czym przez niemal cały poprzedni wiek
pracowali geofizycy. Od początku lat 40. XX wieku uważa się, że wnętrze
Ziemi to olbrzymia kula zestalonego żelaza (ewentualnie żelaza z domieszką
niklu). Ta twarda i gęsta bryła, nieco tylko mniejsza od Księżyca, to
wewnętrzne jądro Ziemi. Ma ono być zanurzone w ciekłej mieszaninie żelaza
i niklu, czyli w jądrze zewnętrznym. Tylko co jest źródłem
energii, która drzemie w sercu Ziemi? Dzisiaj uważa się, że żyjemy
dzięki temu, co nasza planeta dostała przy narodzinach 4,5 mld lat
temu. Od tego czasu środek planety stygnie, ogrzewając Ziemię od środka.
Źródłem ciepła, które jest stopniowo uwalniane we wszystkich warstwach
globu, są także rozpady izotopów promieniotwórczych. Nie chodzi jednak o rozszczepienie
jądra atomowego, czyli reakcję zachodzącą wewnątrz reaktora atomowego,
ale o spontaniczny i naturalny rozpad.
Czy chodzimy po bombie?
Zgodnie z teorią Herndona energia od 4,5 mld lat jest produkowana
na miejscu, we wnętrzu Ziemi. Na dowód tego cytuje on swoje badania składu
izotopowego bazaltów, które można znaleźć u wybrzeży Hawajów i Islandii.
Bazalty są skałami wulkanicznymi wyrzuconymi z głębin planety. Niektórzy
przypuszczają, że mogą nawet pochodzić z granicy zewnętrznego jądra
Ziemi. Jeśli tak jest rzeczywiście, a we wnętrzu Ziemi zachodzi
rozszczepienie uranu (i plutonu), lekkie produkty tej reakcji powinny być
obecne w wypychanej z czeluści planety lawie. Z kolei izotopy
ciężkie nie będą w stanie wydostać się z samego środka
georeaktora do jądra zewnętrznego. Od wielu lat obserwuje się izotopy
helu-3 i helu-4 w bazaltach - tłumaczy Herndon. Tak jak obecność
He4 jest zrozumiała, bo jest on produktem naturalnego rozpadu toru i uranu,
tak He3 stanowi zagadkę. Rzeczywiście, do "produkcji" helu-4 nie trzeba
reakcji rozpadu, ale helu-3 nie sposób wyprodukować inaczej. On jest
produktem rozszczepienia. Nikt nie wie, jakim sposobem znalazł się we wnętrzu
Ziemi - mówi autor koncepcji georeaktora.
Herndon policzył też, jaki powinien być w bazaltach stosunek dwóch
wspomnianych izotopów helu w przypadku istnienia georeaktora. Symulacje
komputerowe przeprowadzone w renomowanym laboratorium fizyki jądrowej w Oak
Ridge w USA wykazały, że dokładnie taki, jak zmierzony w bazaltach.
To jest dowód nie do odparcia - twierdzi Herndon. W Oak Ridge National
Laboratory Herndon sprawdził - używając oprogramowania, które służy do
symulowania rozmieszczania izotopów w rdzeniu reaktora jądrowego -
czy w warunkach panujących w samym sercu Ziemi w ogóle jest
możliwa reakcja rozszczepienia. Okazało się, że jak najbardziej. Co więcej,
z symulacji wynika, że energia, którą produkowałby georeaktor, zgadza
się z energią, którą rzeczywiście oddaje Ziemia, i wynosi około
czterech terawatów.
O tym, że reaktory atomowe nie są wyłącznie tworem ciągle pożądającego
energii człowieka, wiadomo od ponad 30 lat. W 1972 roku w Oklo
(Gabon, Afryka) francuscy naukowcy odnaleźli ślady wygasłego reaktora jądrowego.
Przez prawie 200 mln lat, w miejscu, gdzie z powodów
geologicznych doszło do koncentracji rudy uranu, zachodziła jądrowa
reakcja łańcuchowa. Około 2 mld lat temu uranu zabrakło i reaktor
wygasł. Takich naturalnych reaktorów znaleziono jeszcze kilka. Za każdym
razem - z oczywistych względów - tam, gdzie była wystarczająca
ilość izotopów rozszczepialnych. Pokłady rudy uranowej występują w wielu
miejscach na Ziemi, ale skąd duże ilości tego pierwiastka miałyby się
wziąć w samym środku Ziemi? Czy mogły - jako najcięższe z pierwiastków
- utonąć w ciekłej, a potem przypominającej plastelinę młodej
kuli ziemskiej? Na to nie ma jednak dowodów, są za to poszlaki, które
temu przeczą.
 |
| Najgłębszy otwór
wywiercony w skorupie ziemskiej ma zaledwie 12 tys. m, a
wiercono go przez ponad 30 lat. Gdyby Ziemia była wielkości
piłki do siatkówki, miałby on zaledwie 0,2 mm głębokości. |
|
Klucz do georeaktora
Uran chętnie wiąże się z krzemianami, a to oznacza powstanie
kompleksów na tyle lekkich, że trudno byłoby im opaść do wnętrza płynnej
Ziemi. Dlatego geolodzy uważają, że uran (a także ołów) nie opada
w głąb planety dalej niż do płaszcza Ziemi. Koncentracja izotopów
ciężkich w samym centrum planety nie wydaje mi się możliwa -
twierdzi Bruce Buffett, geofizyk z University of British Columbia.
Herndon się z tym nie zgadza, a jako dowód pokazuje... dwa
rodzaje meteorytów. Od około 1940 roku uważa się, że Ziemia jest
podobna do pewnego typu meteorytów, tzw. chondrytów. Spora część
geofizyki opiera się na tym założeniu. Tymczasem ja od 35 lat publikuję
dowody na to, że Ziemia ma więcej wspólnego z o wiele rzadziej
spotykanymi chondrytami enstatytowymi - mówi "Wiedzy i Życiu".
Po jednej z opublikowanych na ten temat prac dostał list od Inge
Lehmann: Podziwiam pańską precyzję oraz siłę argumentacji opartą
na dostępnych informacjach - napisała. Jest ona niekwestionowanym
autorytetem wśród geofizyków, odkąd w 1936 roku odkryła, że sam
środek naszej planety nie jest płynny, tylko stały.
Chondryty to bardzo stare kawałki skalne i dlatego uważa się, że
odzwierciedlają one stan Układu Słonecznego z wczesnej fazy jego
rozwoju. Herndon uważa jednak, że warunki, w jakich te skały
powstawały, były inne niż te, które panowały na Ziemi. Według niego
chondryty enstatytowe powstawały w środowisku znacznie uboższym w tlen
niż zwykłe chondryty i dlatego są takie jak wewnętrzne planety Układu
Słonecznego - w tym Ziemia. Tak się składa, że w chondrytach
enstatytowych uran jest bardziej skoncentrowany niż w zwykłych
chondrytach. W środowisku bogatym w tlen pierwiastki takie jak
uran rzeczywiście wiążą się z krzemianami w lekkie kompleksy,
ale to się drastycznie zmienia, gdy brakuje tlenu. Wtedy widać, że uran
- jako ciężki - skoncentrowałby się w samym środku Ziemi.
Powyższe rozważania są najważniejszym elementem teorii Herndona. Jeżeli
Ziemia jest jak chondryty enstatytowe, wówczas wszystko przechyla się na
korzyść georeaktora. Jeżeli jednak jest jak zwykłe chondryty, z koncepcji
naturalnego reaktora nic nie zostaje, bo w samym środku planety trudno
będzie znaleźć gram materiału rozszczepialnego. Tymczasem Herndon
obliczył, że 64% całego uranu, który "przypadł" Ziemi w czasie
jej formowania, znalazło się w sercu planety, a to aż z nadmiarem
wystarczy, żeby zaczął działać reaktor jądrowy. Z wyliczeń
wynika, że na początku kula uranu (czyli rdzeń georeaktora) miała średnicę
około 14?km. Do dzisiaj (czyli przez 4,5 mld lat) miało się go
wypalić około 75%, a to oznacza, że ziemski reaktor przestanie
pracować za około 2 mld lat. Dla porównania: szacunki dotyczące
koncepcji jądra wewnętrznego jako kuli zestalonego żelaza mówią, że
energii w sercu Ziemi starczy jeszcze na 4 mld lat.
Dlaczego Ziemia nie wybucha?
Herndon wyjaśnia także, w jaki sposób georeaktor sam potrafi
regulować swoją moc. Rozszczepienie pojedynczego atomu uranu rozpoczyna się
wchłonięciem neutronu. Im neutronów więcej, tym więcej atomów może
ulec rozszczepieniu. Skąd w sercu Ziemi biorą się neutrony? Każdy
akt rozszczepienia oznacza ich emisję. Reakcja rozszczepienia mogłaby więc
ciągle narastać (jej tempo ograniczałaby jedynie liczba atomów
pierwiastka rozszczepialnego), gdyby wszystkie neutrony trafiały w atomy
izotopu rozszczepialnego. Z kolei gdyby wszystkie neutrony wyłapywać,
reakcja rozszczepienia natychmiast by ustała. W elektrowni atomowej
tempo zachodzenia reakcji (a więc liczba rozszczepień przypadających
na jednostkę czasu) jest regulowane przez pręty z materiału pochłaniającego
neutrony wprowadzane do rdzenia reaktora lub z niego wyciągane. Jak
ten mechanizm miałby działać w georeaktorze?
Produkty rozpadu uranu absorbują neutrony, a to spowalnia reakcję. Z definicji
produkty rozszczepienia są jednak lżejsze niż izotop wyjściowy, a to
oznacza, że "wypływają" z jądra Ziemi w kierunku warstw
zewnętrznych (jeden ze współpracowników Herndona porównywał ten proces
do ucieczki bąbelków gazu w kieliszku szampana). Po chwili liczba wyłapujących
neutrony produktów rozszczepienia będzie na tyle mała, że reakcja znów
ruszy z kopyta. I historia się powtórzy, bo wraz ze zwiększeniem
tempa procesu wzrośnie także liczba wyłapujących neutrony produktów. To
właśnie te wahania mocy georeaktora mogą według Herndona tłumaczyć
obserwowane zmiany pola magnetycznego Ziemi.
Uran - władca geomagnetyzmu
W teorii, w której środek Ziemi tworzy stałe jądro wewnętrzne,
pole magnetyczne jest generowane przez ruchy konwekcyjne i wirowe
zachodzące w obrębie płynnego jądra zewnętrznego (koncepcja tzw.
dynama magnetohydrodynamicznego). Herndon twierdzi, że w ten sposób
nie da się jednak wyjaśnić wahań wartości ziemskiego pola
magnetycznego. A zmiany te mogą być naprawdę nagłe. W ciągu
ostatnich kilkuset lat ziemskie pole magnetyczne osłabło o kilkanaście
procent. Tego typu zmiany pojawiają się co kilka, kilkanaście tysięcy
lat. Z kolei zamiana biegunów magnetycznych naszej planety (przebiegunowanie)
następuje średnio co 250 tys. lat. Zjawisko to także nie zostało
wyjaśnione na gruncie obowiązujących dzisiaj teorii.
Zarówno małe wahania natężenia pola, jak i zamiany biegunów można
jednak zrozumieć, przyjmując, że we wnętrzu Ziemi działa reaktor.
Produkowane przez niego ciepło wprawiałoby w ruch naładowane
elektrycznie cząstki, a te byłyby źródłem pola magnetycznego.
Moc georeaktora (a więc i natężenie oraz kierunek pola
magnetycznego) jest jednak zmienna w czasie. Ta zmienność może,
ale nie musi być cykliczna - dokładnie jak obserwowane zmiany
ziemskiego pola magnetycznego! Z kolei w przypadku teorii z twardym
jądrem z zastygłego żelaza taką cykliczność trudno zrozumieć,
twierdzi Herndon. Zaznaczmy tutaj, że choć zrozumieć to rzeczywiście
trudno, jednak zrobić się da. Naukowcom sprawdzającym koncepcję dynama
za pomocą symulacji komputerowych udało się bowiem "przebiegunować"
pole magnetyczne Ziemi.
Gdyby teoria Herndona była prawdziwa, oznaczałoby to prawdziwą rewolucję
w geofizyce. Wagę takiego odkrycia uplasowałbym na równi z teorią
tektoniki płyt - powiedział Hatten Yoder, emerytowany dyrektor prestiżowego
Geophysical Laboratory w Carnegie Institution w Waszyngtonie.
Yoder jest jednym z najbardziej znanych orędowników pomysłów
Herndona. Implikacje takiego odkrycia dotyczyłyby nie tylko Ziemi, ale
także całego Wszechświata. No bo skoro wewnątrz Ziemi miałby hulać
reaktor jądrowy, to dlaczego nie w innych planetach?
Inne światy - ten sam mechanizm
Dla twórcy koncepcji georeaktora przedrostek "geo" wydaje się tylko
uwerturą. Na pewne analogie pomiędzy Ziemią i Jowiszem wpadłem
przypadkiem, tak właściwie dzięki mojemu synowi - opowiada Herndon.
To on jako nastolatek pokazał mi w książce popularnonaukowej
artykuł o tym, że Jowisz "wyświeca" dwa razy więcej energii,
niż dostaje od Słońca. Takie zjawisko odkryto już w latach 60.
minionego wieku. Przez następne lata naukowcy rozważali hipotezy (i zwykle
dość szybko je eliminowali) wszelkich możliwych źródeł wewnątrzplanetarnej
energii. Ostatecznie trzeba było zgodzić się na to, że energia była
dana Jowiszowi w czasie formowania się planety około 4,5 mld
lat temu. Przecież Jowisz spełnia wszystkie warunki ku temu, aby mieć
swój wewnętrzny reaktor jądrowy - twierdzi Herndon.
Kilka lat po odkryciu "nadprodukcji" energii Jowisza to samo zjawisko
zaobserwowano w przypadku Saturna i Neptuna. Herndon jest
pewien, że także we wnętrzach tych planet działają reaktory atomowe.
Co więcej, mówi, że to samo dotyczy przynajmniej niektórych księżyców.
Ziemski Księżyc wydaje się zimny i ciemny, ale to tylko pozory. W rzeczywistości
już kilka lat temu NASA ogłosiła, że wnętrze naszego satelity jest
gorące i płynne, a to może oznaczać - przynajmniej dla
Herndona - tylko jedno. Uran ma też rozszczepiać się wewnątrz
jowiszowego Io. Jak na księżyc, Io jest rzeczywiście globem wyjątkowo
aktywnym wulkanicznie. Skąd miałby brać energię, jak nie ze swego
reaktora?
Herndon to bardzo nietypowy naukowiec. Z wykształcenia jest
geochemikiem i gdy zainteresował się źródłem energii drzemiącej
głęboko pod Ziemią, pracował w University of California w San
Diego. Sam przyznaje, że jego pomysły były jednak zbyt rewolucyjne jak
na zamknięte i konserwatywne w swoich poglądach środowisko
geofizyków. Zamiast stać się obiektem debaty, akademickich sporów i naukowej,
konstruktywnej krytyki, jego prace przez lata były ignorowane. Co więcej,
granty naukowe, z których Herndon się utrzymywał, nie zostały
odnowione i naukowiec nie miał z czego żyć. Postanowił odejść
z uczelni, ale zainteresowań nie zmienił.
Zatrudnił się jako inspektor-geolog w kopalni, a badania
prowadził po pracy i za własne pieniądze. Korzystał przy tym z dawnych
znajomości naukowych, nie miał więc problemu z przeprowadzeniem
skomplikowanych symulacji na potężnych komputerach w Oak Ridge
National Laboratory. Swojej teorii, jak twierdzi, poświęca każdą wolną
chwilę i każde zaoszczędzone pieniądze. Z pasją opowiada o tym,
co już zrobił, a czego musi jeszcze dokonać. Obawiam się, że
niedługo dojdę do granic możliwości pojedynczego człowieka. Moje
pomysły muszą być poddane dyskusji środowiska. Jeżeli są czegoś
warte, a wierzę głęboko że są, powinny się nimi zająć grupy
ludzi. Sam już niewiele osiągnę - mówi.
Tomasz Rożek jest doktorem fizyki i dziennikarzem, zajmuje się
popularyzacją nauki.
SAM CHCIAŁBYM WIEDZIEĆ...
Z DR. J. MARVINEM HERNDONEM, AUTOREM KONCEPCJI GEOREAKTORA,
ROZMAWIA TOMASZ ROŻEK
Jak w samym środku Ziemi dochodzi do zainicjowania reakcji
rozszczepienia? Co daje impuls?
Co prawda uran-238 naturalnie rozpada się przez przemianę alfa, ale
bardzo niewielka jego część rozszczepia się spontanicznie, bez
potrzeby wchłonięcia neutronu z zewnątrz. W odpowiednio dużej
grupie atomów uranu wcześniej czy później jeden sam się rozszczepi,
emitując trzy neutrony. I tak zaczyna się reakcja łańcuchowa.
Jakie
globy pana zdaniem mogą zawierać we wnętrzu reaktory atomowe? Jaki
najmniejszy ciężar musi mieć taki obiekt, aby zaszła w nim
reakcja rozszczepienia?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Wydaje mi się, że ciała wielkości
Księżyca są wystarczająco duże i wystarczająco ciężkie.
Badanie księżycowych skał wskazuje, że w ciągu pierwszych kilku
milionów lat swojego istnienia Księżyc miał własne pole magnetyczne.
Dla mnie jest to bardzo sugestywne. Jeżeli chodzi o inne globy,
Merkury też najpewniej generuje swoje pole magnetyczne. To dzisiaj niewytłumaczalne.
Z kolei na Marsie jest największy wulkan Układu Słonecznego. Może
także tam jest reaktor. Chciałbym to wiedzieć.
Co reaktory w sercach planet mają wspólnego z ewolucją
gwiazd i ciemną materią?
Myślę, że każde pokolenie ma do rozwiązania wielką naukową zagadkę.
Na początku XX wieku taką tajemnicą był sposób, w jaki Słońce
i inne gwiazdy wytwarzają energię. Jedną z wielkich tajemnic
naszego czasu jest kwestia ciemnej materii. Dzisiaj uważa się, że
gwiazdy zaczynają świecić, gdy siła grawitacji w samym ich środku
ściśnie materię (a przez to podniesie temperaturę) do poziomu
wystarczającego, aby zaszła reakcja fuzji jądrowej. W 1994 roku
opublikowałem w "Proceedings of the Royal Society" w Londynie
pracę, w której podważam tę teorię. Przytaczam tam przykład
bomby termojądrowej, która opiera się przecież na fuzji. Tym, co
stwarza warunki do zajścia w bombie tej reakcji, jest właśnie
wybuch jądrowy. Czyli w skrócie: to eksplozja jądrowa powoduje, że
może rozpocząć się fuzja.
A co z ciemną materią?
Odpowiem pytaniem. Co będzie, jeśli ciało niebieskie o rozmiarach
gwiazdy nie ma wystarczającej ilości materiału rozszczepialnego? Proszę
pamiętać, że astronomowie twierdzą, że szczególnie dużo ciemnej
materii znajduje się w okolicach gwiazd o bardzo małej zawartości
metali. To zgadza się z moją koncepcją, w której ciemną
materię tworzą gwiazdy, w których metali ciężkich - takich jak
uran - jest na tyle mało, że w konsekwencji nie doszło do
reakcji rozszczepienia inicjującej fuzję jądrową. Brak rozszczepienia
oznacza brak syntezy. Olbrzymi obiekt na zawsze zostanie ciemny.
Obliczony stosunek dwóch izotopów helu w bazaltach jest zgodny z przewidywaniami
modelu georeaktora. Ale prawdziwie niepodważalny dowód pojawi się
dopiero wraz z badaniami innych izotopów, charakterystycznych
produktów reakcji rozszczepienia.
To prawda, ale to nie takie proste. Do tych izotopów, które możemy brać
pod uwagę, należy na przykład neon. I ten pierwiastek rzeczywiście
jest w bazaltach oceanicznych, ale nie do końca wiemy, ile powinno
się go tam znajdować. Kłopot polega na tym, że neon stosunkowo chętnie
pochłania neutrony. Wtedy jeden jego izotop może przekształcić się w inny.
Neon może też się w ten sposób przeobrazić w zupełnie nowy
pierwiastek. Możliwy jest także scenariusz, w którym jakiś
pierwiastek, pochłaniając neutron, zamienia się w neon.
Czyli w skrócie: badanie innych - poza helem - pierwiastków
jest zbyt skomplikowane?
Moim zdaniem najbardziej przekonującym dowodem na istnienie georeaktora
byłoby zmierzenie antyneutrin produkowanych w olbrzymich ilościach
w każdym reaktorze. Z neonem może się udać, ale nie będzie
to takie proste jak z helem. Jeszcze inną możliwością jest
badanie izotopu berylu-10, znajdowanego w niektórych bazaltach. Może
on być produkowany zarówno w georeaktorze, jak i przez
promieniowanie kosmiczne w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, a to
dla nas duży kłopot. Matka natura jest kobietą, która zazdrośnie
strzeże swoich sekretów. Z drugiej strony to właśnie dlatego ich
rozwiązywanie sprawia tyle radości.
Kiedy zatem można spodziewać się pierwszych wyników z pomiaru
antyneutrin produkowanych przez georeaktor?
Myślę, że w ciągu najbliższych 5-10 lat. Szukamy źródeł
finansowania takiego eksperymentu. Rok temu w czerwcu w "Nature"
amerykańsko-japońskie konsorcjum Kamland opublikowało informację o pierwszych
zarejestrowanych antyneutrinach, które pochodziły z wnętrza Ziemi.
Czego brakuje jeszcze pana teorii? Co musi być jeszcze zrobione, aby
przekonać środowisko geofizyków do koncepcji georeaktora?
Sam chciałbym wiedzieć. A mówiąc poważnie, myślę, że złapanie
ziemskich antyneutrin byłoby dowodem, którego nie dałoby się
przemilczeć.
źródło: Wiedza i Życie
źródło: Onet.pl
Promocje:
|
|