|
Czy na Dunajcu powstanie wielki zespół elektrowni wodnych?... Czy na Dunajcu powstanie wielki zespół elektrowni wodnych? Już w marcu mają rozpocząć się pierwsze prace nad budową zespołu zapór, które przegrodzą rzekę poniżej Tarnowa. Lokalne władze są zachwycone, ekolodzy i przyrodnicy - przerażeni.
Od kilku lat o dolny odcinek Dunajca toczy się prawdziwa
batalia. Cztery firmy walczą, by budować tam elektrownie wodne. Najmniej od
rozpoczęcia robót dzieli bydgoską firmę Karor - Elektrownie Wodne, która
chce podwyższyć już istniejący próg na rzece, wybudowany przez tarnowskie
Azoty, a na 20-kilometrowym odcinku wybudować cztery kolejne. W ten sposób
powstałby zespół elektrowni o mocy produkcyjnej 10 MW rocznie. W Tarnowie
nieoficjalnie mówi się, że koszt inwestycji to ok. 80 mln zł.
Ekolodzy? Jaki mają tu interes?
Inwestycję gorąco popierają miejscowe władze. - To szansa dla regionu.
Rozwinie się turystyka, ludzie będą przyjeżdżać, żeby obejrzeć zapory,
powstaną nowe miejsca pracy - promienieje wójt gminy Wierzchosławice Wiesław
Rajski. Tak bardzo popiera inwestorów, że od września 2005 roku nie
dopuszcza ekologów z Towarzystwa na rzecz Ziemi do udziału w postępowaniu
prawnym. - Jako organizacja społeczna mamy do tego prawo. Tymczasem wójt
stwierdził, że nie reprezentujemy interesu społecznego. Po prostu ma za nic
polskie prawo - oburza się Robert Wawręty, prezes towarzystwa. TnZ od wielu
lat działa w Małopolsce, broniąc czystości rzek i próbując przywracać
im naturalny wygląd.
Wójtowi dopomogło starostwo powiatowe w Tarnowie, które również popiera
rozwój elektrowni wodnych w tamtym rejonie. Wydało więc opinię, że cztery
progi ustawione na rzece nie wpłyną negatywnie na środowisko.
- Potwierdzam, taka opinia była. Według nas środowisko na
hydroelektrowniach nie ucierpi - przyznaje Agnieszka Jeleń, kierownik
referatu ochrony środowiska w starostwie tarnowskim. Wiesław Rajski
twierdzi, że w takim razie obecność ekologów w sprawie nie jest potrzebna.
- To jakaś kompletna bzdura - irytuje się Wawręty. - To po prostu kłamliwa,
niedorzeczna opinia. Każda zapora pogarsza jakość wód. Działania wójta są
po prostu nieuczciwe.
- Moment. Ta firma kupiła ziemię na tereni mojej gminy. Płaci mi podatki.
Dlaczego mam jej nie pomagać - ripostuje Rajski.
Przepławki - ukłon w stronę ekologów
Ekolodzy dodają, że nie zależy im na blokowaniu inwestycji, chcą jednak,
by zniszczenia były jak najmniejsze. A według nich jest o co walczyć.
Dunajec jest jedną z najważniejszych rzek w programie reintrodukcji ryb wędrownych,
takich jak łosoś atlantycki i troć wędrowna. Według towarzystwa zapory
utrudnią ich migrację, co więcej, uniemożliwią wędrówki ryb słabszych
i zniszczą tarliska. - Jeżeli zapory powstaną, Polska złamie tzw. dyrektywę
wodną UE i nową konwencję helsińską - ostrzega Wawręty.
Irytacji stanowiskiem ekologów nie kryje Piotr Krzeczkowski, przedstawiciel
inwestora i zarazem prezes Polskiego Związku
Pracodawców Sektora Energetyki Odnawialnej i Ochrony Środowiska. - Ludzie,
co tam chronić? Dunajec od dawna nie jest naturalną rzeką. III klasa czystości,
Czorsztyn, zbiornik Rożnowski, jaka to naturalna przyroda? A my ma każdym
progu zbudujemy nowoczesną przepławkę. Koszt jednej to ok. 2 mln zł. Czy
to nie jest nasz ukłon w stronę ekologów?
Krzeczkowski zwraca też uwagę, że coraz więcej energii musi pochodzić ze
źródeł odnawialnych.
Bałamutne opowieści
- Pan Krzeczkowski mówi nieprawdę. Dunajec jest bardzo ważną rzeką dla południowej
Polski. W rzece i jej dopływach znajdują się od setek lat tarliska
chronionych ryb. Zapory zniszczą część z nich. A opowieści o energii
odnawialnej są bałamutne. Trzeba szukać mniej inwazyjnych rozwiązań -
odpowiada Wawręty.
Wójt Rajski ma nadzieję, że pierwsze prace przy budowie elektrowni rozpoczną
się już w marcu. Ekolodzy z kolei liczą na pomoc Regionalnego Zarządu
Gospodarki Wodnej, który może zablokować inwestycję. RZGW nie udziela na
razie komentarzy w tej sprawie. Nieoficjalnie wiadomo, że w instytucji ścierają
się dwie przeciwstawne opcje - jedna, nazywana przez ekologów "hydrobetonem",
to zwolennicy budowania kaskad i maksymalnego wykorzystywania rzek na potrzeby
człowieka. Druga opcja to zwolennicy przywracania rzekom ich naturalnego
kształtu.
Wójt Rajski pytany, dlaczego nie dopuszcza ekologów do postępowania,
spokojnie odpowiada: - A dlaczego niby miałem to zrobić? Oni są z Oświęcimia,
co mogą wiedzieć o Dunajcu i Wierzchosławicach? Jaki mają tu interes?
Dodajmy, że inwestor, który chce wybudować zapory, pochodzi z Bydgoszczy.
Pełnomocnik bydgoskiej firmy ma swoją siedzibę w Chełmku, miasteczku położonym...
pod Oświęcimiem.
Dla Gazety
Dr inż. Zdzisław Ząber
hydrolog (wykonywał projekt dla firmy Karor), członek zarządu Polskiego Związku
Pracodawców Sektora Energetyki Odnawialnej i Ochrony Środowiska
Ależ oczywiście, że zapory wpłyną negatywnie na środowisko.
Nie jestem obłudny i nie będę twierdził, że zmienią Dunajec na lepsze.
Każda ingerencja w środowisko naturalne przynosi szkody. Mam jednak do
ekologów pytanie: co jest mniejszym złem - elektrownia wodna na Dunajcu czy
porównywalna z nią inwestycja na węgiel? Wyliczyliśmy, że zwykła
elektrownia o takiej mocy jak nasza w ciągu roku emituje do atmosfery 85,5
tys. ton dwutlenku węgla i 500 ton siarki. Do tego doliczmy ok. 5 tys. ton żużlu
uznawanego za odpad niebezpieczny. Elektrownia wodna zmienia ekosystem, ale
nie produkuje żadnych odpadów. Co więc wybrać? Moim zdaniem sprawa jest
oczywista - zapory są lepszym rozwiązaniem. Oczywiście najlepszym sposobem
byłoby zużywanie coraz mniejszej ilości energii, ale trend w Polsce jest
odwrotny i jeszcze długo się nie zmieni.
dr inż. Tomasz Mikołajczyk
katedra ichtiologii i rybactwa Akademii Rolniczej w Krakowie
Mam nadzieję, że nie dojdzie do tej inwestycji. Gdyby tak się stało,
oznaczałoby to katastrofę dla Dunajca. Opowiadania o tym, że przepławki załatwią
sprawę, to zwykłe mydlenie oczu. Doświadczenia z innych krajów pokazują,
że ryby nie chcą wcale płynąć trasami, które zaplanowali dla nich
hydrolodzy. Część po prostu ich nie znajduje, inne, takie jak brzana, kleń
czy świnka, są za słabe, by je pokonać. Polskie doświadczenia na tym polu
można określić następująco: przepławki dzielimy na źle funkcjonujące i
niefunkcjonujące wcale. Poza tym ekosystem rzeczny to nie tylko ryby. Jak mają
migrować inne organizmy, które napotkają na swej drodze betonową ścianę?
Szwedzi już to zrozumieli i wydają miliony euro na burzenie zapór. Możemy
uniknąć ich błędów.
Niestety, coraz częściej dzieje się tak, że lobby hydrologów broni się
dyrektywami unijnymi. Dylemat: albo naturalna rzeka albo czysta energia jest
dylematem kłamliwym. Niech budują tam, gdzie naprawde nie ma co chronić.
Promocje:
|
|