Energia na kartki

Pompy ciepa | Owietlenie LED, arwki LED | Kolektory soneczne | Certyfikat energetyczny | Podogwka

Energia na kartki... Teoretycznie ponad połowa Brytyjczyków jest skłonna zaakceptować podwyżki, aby chronić środowisko naturalne. W praktyce jednak mało który obywatel Wysp zgodziłby się na ekologiczne opodatkowanie. Proponując rodzaj energetycznej "karty kredytowej", rząd Blaira naraża się na spore kłopoty.

Tu jest miejsce na reklam.
Zobacz cennik

U schyłku ery Blaira i Busha wszystkie duże brytyjskie i amerykańskie partie polityczne skupiły się na kwestiach ekologicznych, czyniąc z nich pole przedwyborczej walki. W Wielkiej Brytanii zarówno torysi, jak i laburzyści zdają sobie sprawę, że przyszła pora na zgłaszanie nowych inicjatyw zdolnych zmienić sposób życia i myślenia obecnego pokolenia, cechującego się obojętnością i brakiem zaangażowania w życie publiczne.

Choć to lider konserwatystów David Cameron specjalizował się dotąd w budzeniu świadomości ekologicznej współobywateli, rząd Blaira wystąpił ostatnio z nowatorskim pomysłem. Zaproponowano, by ustalić w przyszłości limit zużycia energii przypadający na jednego mieszkańca, rodzinę lub gospodarstwo domowe. To tak, jakby wręczyć Brytyjczykom rodzaj karty płatniczej, gdzie władze ustalą ilość przysługującej każdemu energii w zależności od miejsca zamieszkania, klimatu, liczby członków rodziny itp.

Nowy system, przedstawiony niedawno przez ministra ochrony środowiska Davida Millbanda, wymaga jeszcze szczegółowego dopracowania. Bez wątpienia stanowi element kampanii rządowej mającej na celu uwrażliwienie Brytyjczyków na problemy ekologii w przeddzień grożącej nam wszystkim katastrofy. Najwyższa pora, by mieszkańcy Wysp Brytyjskich zaczęli zaciskać pasa i żyć nieco oszczędniej, włączając się w ogólnoświatową batalię, która ma uchronić Ziemię przed najgorszym.

A oto co zaproponował rząd Blaira: każdy obywatel miałby otrzymać rodzaj "karty kredytowej" na emisję dwutlenku węgla, przydatną przy zakupie prądu elektrycznego, gazu, benzyny i innych materiałów energetycznych. Każdemu przysługiwałby określony limit, za który płaciłby na przykład w formie odprowadzanych podatków. W zależności od wielkości konsumpcji obywatel mógłby liczyć na zwrot pieniędzy (gdyby zużyłby mniej energii niż przewidziała "karta") lub musiałby dopłacić za przekroczenie limitu. Rządowa inicjatywa ma potrójny cel: uświadomić Brytyjczykom liczbę marnotrawionej energii, nauczyć ich oszczędności i zebrać fundusze na cele ekologiczne.

W przeprowadzonej ostatnio ankiecie opublikowanej przez "The Times" 53 procent Brytyjczyków zadeklarowało gotowość płacenia wyższych cen za benzynę i zgodę na podniesienie opłat lotniczych. W ten sposób byliby skłonni przyczynić się do globalnych wysiłków w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych przyczyniających się do efektu cieplarnianego. Prawda jest jednak taka, że gdy obywatelom przyjdzie płacić za ekologię z własnej kieszeni, nie będą już tacy hojni. Zwłaszcza teraz, w obliczu problemów gospodarczych, rosnącego bezrobocia oraz inflacji.

Podobnie jak mieszkańcy innych krajów uprzemysłowionych, również Brytyjczycy w znacznym stopniu uzależnili się od samochodu. Mało prawdopodobne, by w przyszłości zrezygnowali też z częstych podróży - tysiące średniozamożnych rodzin zainwestowało w kupno domu letniskowego za granicą.

źródło: onet.pl

Energia na kartki

Promocje:

PROMOCJE: