Pionierem w wykorzystaniu alternatywnych źródeł energii jest duńska wyspa Samsoe. W końcu lat 90. władze tego kraju postanowiły zmienić uzdrowisko w ekologiczną enklawę. W związku z tym wynajęto profesorów i specjalistów od marketingu do przekonania mieszkańców Samsoe, aby wzięli udział w eksperymencie polegającym na przestawieniu się na alternatywne źródła energii. Wiązało się to również z zainwestowaniem potężnych kwot w turbiny wiatrowe, panele słoneczne, a dodatkowo jeszcze kupnem samochodów z napędem elektrycznym i budową pieców opalanych słomą.
Pierwszą porażką okazała się ekologiczna motoryzacja. Żaden z mieszkańców wyspy nie kupił samochodu z elektrycznym silnikiem, z powodu wysokiej ceny. Jedna trzecia mieszkańców (ok. 1500 osób) zdecydowała się na podłączenie do podziemnego systemu przewodów centralnego ogrzewania. Kiedy natomiast przyszedł czas na podjęcie decyzji o zamontowaniu paneli słonecznych na dachach, rząd zniósł ulgi podatkowe dla tych, którzy zdecydują się na takie rozwiązanie.
Najwięcej entuzjastów miały siłownie wiatrowe, ale dzisiaj i one mają niepewną przyszłość, chociaż w tym kraju 20 proc. zapotrzebowania na energię jest pokrywane właśnie dostawami z tego źródła. Zdaniem obecnego rządu dopłaty do alternatywnych źródeł energii powodują, że gospodarka się rozwija wolniej.
W 2010 roku energia z wiatru przestanie być dotowana przez państwo, a jej producenci będą musieli konkurować na wolnym rynku. Na razie państwo kupuje od nich energię po cenach prawie dwukrotnie wyższych od rynkowych.
Kiedy Unia Europejska podpisała protokół z Kioto, rząd duński ogłosił konkurs na najbardziej ekologiczną wyspę, gdzie się wykorzystuje energię ze źródeł alternatywnych. W konkursie uczestniczyło pięć duńskich wysp, a wszystkie z nich wykorzystywały wiatr jako źródło energii. Ale były i pomysły na inne innowacje - jak chociażby wychwytywanie energii z ciepła wydzielanego przez napędzane dieslem promy i ogrzewanie nią wody, która potem była pompowana do systemu centralnego ogrzewania.
Właśnie wówczas wygrała wyspa Samsoe. Nagrodą był tytuł Duńskiej Wyspy Energii Odnawialnej, do tego bezpłatna pomoc techniczna przy stosowaniu kolejnych nowatorskich rozwiązań. Pojawiły się i dotacje wypłacane tym, którzy zdecydowali się na kupno pieców opalanych słomą, ulgi podatkowe przy zakupach paneli słonecznych i wieloletnie kontrakty po stałych cenach na kupno energii wiatrowej. I tylko ten ostatni projekt się sprawdził. Na Samsoe zostało zbudowanych 21 turbin wiatrowych, wyprodukowaną zaś przez nie energię sprzedawano także na ląd.
Samsoe stała się popularna, ale rynek był tak malutki, że nie dawał możliwości rozwoju firmom, które wyrosły na wyspie. Brak dotacji dla innych ekologicznych wysp spowodował, że zagrożony był duński rynek producentów turbin wiatrowych, który dla świata stał się prawdziwym laboratorium. Dzisiaj początkowo zaopatrująca tylko pionierską wyspę firma Vestas Wind Systems jest światowym graczem i ma swoje fabryki w Chinach, gdzie znalazła nie tylko tanią siłę roboczą, ale i największy rynek na turbiny. Vesta - dzięki pilotażowemu projektowi z Samsoe - konkuruje dzisiaj z takimi gigantami jak General Electric i Siemens.
Ale samo Samsoe nie zmieniło się w oazę odnawialnej energii. Wyspę zamieszkują głównie osoby w podeszłym wieku, które trudno przekonać do innowacji, tym bardziej że jest ona kosztowna. Energia alternatywna okazała się tak droga, że nawet burmistrz wyspy korzysta z nieekologicznego centralnego ogrzewania, a tylko kilku entuzjastów bawi się w 100-procentowych ekologów.
Turbina wiatrowa kosztuje dzisiaj 642 tys. euro. Przy obowiązujących do 2010 roku cenach na dostawy energii czysty zysk w ciągu dziesięciu lat wynosi 122 tys. dolarów.
Ale wszyscy uparci Duńczycy, którzy nadal korzystają z turbin wiatrowych, mają nowego sponsora - Brukselę, która hojnie dofinansowuje energetycznych pionierów. Do zarobków producentów takiej energii UE dopłaca 30 tys. euro rocznie. Dofinansowuje również inne projekty, dają na przykład 300 tys. euro na budowę Akademii Energii, dokąd przyjeżdżają ekoturyści zainteresowani wyspiarskim eksperymentem.
Najpilniej wysiłki Duńczyków śledzą Niemcy, którzy zdecydowali się na zamknięcie wszystkich swoich 19 reaktorów atomowych, z których dzisiaj pochodzi prawie jedna trzecia energii zużywanej w tym kraju, 13 proc. pochodzi ze źródeł alternatywnych. Powstają już hotele i restauracje wykorzystujące wyłącznie taką energię.
Największym rozczarowaniem w Niemczech okazały się panele słoneczne, tak modne w 2000 roku. W tej chwili energia słoneczna to tylko 0,0006 proc. niemieckiego zapotrzebowania energetycznego, ale państwo płaci za kilowatogodzinę wyprodukowaną w ten sposób 0,57 eurocenta. Połowa alternatywnej energii pochodzi z bardzo popularnych w Niemczech elektrowni wodnych. Zdaniem ekspertów w tej dziedzinie już pojawiło się wąskie gardło, bo coraz trudniej znaleźć wielkie rzeki, na których można postawić zapory bez konsekwencji ekologicznych.
Wiatrownie też nie są wyjściem idealnym, bo są hałaśliwe, nie można więc ich budować w pobliżu osiedli. Nie mówiąc już o tym, że najlepsze lokalizacje zostały wykorzystane, pozostaje więc budowanie wiatraków wyłącznie na morzu. To z kolei podwyższa koszty.
Mimo problemów i porażek pionierów rynek energii alternatywnej będzie się rozwijał i w Europie - która i tak jest prekursorem w tej dziedzinie - i na świecie. Według autorów raportu "Clean Energy Trends" przychody ze sprzedaży energii z takich źródeł w roku ubiegłym wyniosły 55,6 mld dol., a w roku 2016 mają wynieść 226,5 mld dol.
Imponująco rozwija się produkcja biopaliw. Wartość tego rynku w roku ubiegłym wyniosła 20,5 mld dol., w roku 2016 zaś ma sięgnąć 80 mld dol. W przypadku paneli słonecznych wyniesie 69,3 mld dol. (15,6 mld dol. obecnie), dla elektrowni wiatrowych 60,8 mld dol. (obecnie 17,6 mld dol.). Najszybszy wzrost będzie w dziedzinie motoryzacji, gdzie sprzedaż silników z ogniwami paliwowymi oraz napędzanych wodorem wzrośnie z 1,4 mld dol. dzisiaj do 15,6 mld dol. w 2016 r.
Urządzenia do produkcji alternatywnej energii będą taniały. Kolejne firmy zaczynają przymierzać się do nowej działalności. W ciągu ostatnich dwóch lat tylko w Europie inwestycje w tej dziedzinie wzrosły czterokrotnie - z 500 mln euro do 2 mld dol.
Unia Europejska, ale także i firmy, dzisiaj tak naprawdę nie wiedzą, ile będzie kosztowała w roku 2020 ropa naftowa czy węgiel. Do tego dochodzi jeszcze zapewnienie bezpieczeństwa dostaw i rosnące zaniepokojenie globalnym ociepleniem. Uczestnikom konferencji poświęconej alternatywnym źródłom energii, jaką zorganizował bank inwestycyjny Jefferies, zadano pytanie: kiedy energia słoneczna będzie konkurencyjna wobec produkowanej przez źródła tradycyjne i podano trzy daty: 2010, 2015 i 2020 r. Żaden z odpowiadających nie uznał ich za zbyt optymistyczne, a większość skłoniła się ku 2015 r. Zdaniem organizatorów konferencji to tutaj właśnie leżą największe pieniądze, jeśli ktoś tylko będzie dość odważny, aby je zainwestować.
Źródło: Rzeczpospolita
Promocje: