Polacy wolą zużywać mniej prądu niż drożej za niego płacić. Nie godzimy się na kupowanie bardziej kosztownej energii ze źródeł odnawialnych.
Jesteśmy normalni i nie chcemy przepłacać. Sprawa dotyczy nie
tylko energii, ale właśnie na tę dziedzinę życia mieliśmy niezbyt duży wpływ.
Mieliśmy (i nadal mamy) do wyboru jedynie lokalnego dostawcę energii. Wybór
tańszego sprzedawcy nie jest na razie możliwy. Zmieni się to po 1 lipca, kiedy
to rynek energii zostanie w pełni zliberalizowany i powinny zacząć funkcjonować
w nim reguły konkurencji.
Energetyka jądrowa
Ceny energii są dla Polaków sprawą kluczową. Jak podaje
Eurobarometer połowie Polaków pytanych w styczniu o sprawy związane z energią
właśnie cena przychodzi na myśl jako pierwsza. Najwyraźniej wydatki na prąd są
istotnym składnikiem domowych budżetów po stronie kosztów. Jesteśmy na tym
punkcie bardziej wyczuleni niż unijna średnia. Wśród wszystkich mieszkańców UE
tylko jedna trzecia stawia cenę energii na pierwszym miejscu.
Tylko co 50 Polakowi energia kojarzy się od razu z energią
jądrową (w UE takie skojarzenie ma 8 proc. badanych przez Euroberometer). Trudno
się temu dziwić, bo nasz kraj w zasadzie nie ma doświadczeń z takimi źródłami
energii. Dziś już większość z nas zapewne nie pamięta, co i kiedy miało powstać
w Żarnowcu, a projekty budowy w przyszłości elektrowni atomowej w Polsce są na
razie w bardzo wstępnej fazie.
Poza tym Polakom brakuje informacji na temat energetyki
jądrowej. Z badań przeprowadzonych przez Eurobarometer w 2006 roku wynika, że 81
proc. mieszkańców naszego kraju odczuwa głód wiedzy w zakresie bezpieczeństwa
elektrowni atomowych. Europejska średnia to 75 proc. Najgorzej pod tym względem
jest na Cyprze, gdzie aż 90 proc. obywateli nie czuje się poinformowanych.
Najlepiej jest w Szwecji i nie można się temu dziwić, bo tam ok. połowy energii
elektrycznej produkuje się w elektrowniach jądrowych. Stąd też tylko 56 proc.
Szwedów deklaruje niedostateczną wiedzę na ten temat.
28 proc. Polaków nie wie, czy energetyka jądrowa pomaga
zapobiec globalnemu ocieplaniu się klimatu. 22 proc. nie potrafi odpowiedzieć,
czy dzięki energii atomowej zmniejsza się uzależnienie kraju od importu paliw.
26 proc. nie umie ocenić, czy energetyka jądrowa zapewnia niższe i bardziej
stabilne ceny energii. Aż 71 proc. Polaków uważa, że informacje przekazywane
przez media na temat energetyki jądrowej nie wystarczają do wyrobienia sobie
własnego zdania w kwestiach jej dotyczących. Widać więc wyraźną potrzebę
pogłębienia wiedzy na temat korzyści i zagrożeń wynikających z wykorzystywania w
Polsce w przyszłości energii z elektrowni atomowych.
Trzykrotnie częściej niż na energetykę jądrową Polacy wskazują
na energię ze źródeł odnawialnych, ale 6 proc. to i tak niewiele. Tu też wynikom
nie można się dziwić, bo elektrowni wiatrowych trzeba w naszym kraju szukać z
bardzo dokładną mapą. Gdyby były tak często spotykanym elementem krajobrazu, jak
to ma miejsce np. w Niemczech, to odbiór społeczny i świadomość zjawiska byłyby
z pewnością znacznie większe.
Dlaczego to nie energetyka jądrowa, odnawialne źródła czy
ochrona środowiska, a właśnie ceny najczęściej kojarzą się Polakom z energią? Bo
bliższa jest koszula ciału, a rachunki za prąd większość z nas widzi częściej
niż dymiące kominy elektrowni.
Doświadczenia i realia
Zastanawiające jest to, że aż 84 proc. Polaków spodziewa się
ponaddwukrotnych podwyżek cen energii w ciągu najbliższych trzech lat.
Doświadczenia ostatnich lat nie powinny prowokować do tak pesymistycznych
przewidywań. Podwyżki kosztów zakupu prądu w skrajnych przypadkach były
kilkuprocentowe (czuwał nad tym prezes Urzędu Regulacji Energetyki), a nierzadko
zdarzały się obniżki.
Według wyliczeń regulatora tegoroczne rachunki za prąd wzrosły
średnio o 1,12 proc. w stosunku do ubiegłorocznych. Niestety, ta liczba nic nie
oznacza dla konkretnego odbiorcy. Dlaczego? Bo nadal mamy w Polsce 14 zakładów
energetycznych. Cztery z nich powstały na skutek połączenia mniejszych zakładów
energetycznych, i nadal nie uporały się z problemem ujednolicenia cenników w
swoich oddziałach. Na przykład indywidualni klienci toruńskiego oddziału Energi
za 1950 kWh prądu zapłacą w tym roku 811 zł, podczas gdy odbiorcy przyłączeni do
sieci tej samej Energi, ale w Płocku, już 897 zł. Bez względu na rynkowe zmiany
hurtowych cen energii, w przyszłości koszty zakupu prądu w Toruniu będą rosły
szybciej niż w Płocku bo muszą kiedyś się zrównać (zgodnie z prawem
energetycznym).
Optymalizacja cen
W dziewięciu spośród 33 obszarów taryfowych (w Enerdze jest ich
osiem, a w Enei, Enionie i EnergiiPro po pięć) koszty zakupu prądu dla
gospodarstw domowych są obecnie niższe niż w ubiegłym roku. Największe obniżki
(po 3,3 proc.) odczuli indywidualni (grupy taryfowe G11) klienci poznańskiej
Enei i Zakładów Energetycznych Okręgu Radomsko-Kieleckiego. Prąd podrożał
najwięcej w płockiej (5 proc.) i gdańskiej (4,9 proc.) Enerdze. W przypadku
małych firm, warsztatów czy instytucji kupujących prąd w grupach taryfowych C11
obniżka kosztów zakupu prądu miała miejsce w połowie zakładów energetycznych i
ich oddziałów.
Być może tak czarne wizje wywołują energetycy ciągle mówiący o
potrzebie znalezienia miliardów złotych na niezbędne, ich zdaniem, inwestycje
zarówno w sieci energetyczne, jak i nowe moce wytwórcze. Odbiorcy dokładnie
wiedzą, że jedynym źródłem tych pieniędzy będą ich kieszenie. Otwierający się od
1 lipca rynek energii elektrycznej jest szansą na unormowanie wielu zjawisk, z
którymi mamy do czynienia w polskiej energetyce. Wyraźnie widać, że ręczne
sterowanie sektorem nie wychodzi nam na dobre. Wystarczy przyjrzeć się
efektywności ekonomicznej państwowych firm, mizernej na tle sprywatyzowanych
konkurentów.
Krzysztof
Golachowski
źródło: GazetaPrawna
Promocje: