Z Grażyną Gębalą, dyrektor filii francuskiej firmy COMPTE.R w
Polsce rozmawia Sylwester Wolak
- Proszę na początek przedstawić firmę bo Compte.R, mimo że na
naszym rynku istnieje od dawna, to chyba nie jest jeszcze marką zbyt znaną...
- Compte wymawiane po francusku Comte znaczy hrabia. Można by powiedzieć, że
nasz produkt, należy do arystokracji. Tak naprawdę Compte to nazwisko właścicieli
i całej rodziny, która od prawie 120 lat w tym samym malutkim miasteczku
Arlanc we Francji w Masywie Centralnym zaczęła produkować koła do młynów
wodnych. Od początku istnienia ta rodzinna do dziś firma stawiała na
drewno...
- No i energię (wówczas z wody)...
- A dziś na energię drewna. Jest to firma z tradycją, będąca liderem kotłów
wodnych na biomasę. We Francji nie ma większego producenta tego typu kotłów.
Jest to firma najbardziej znana, najbardziej ceniona i ciągle pozostająca w
rękach rodzinnych, co nie jest tak oczywiste w dzisiejszych czasach.
- Jakie są wielkościowo te kotły?
- Firma, którą reprezentuję w Polsce, a której filię otworzyliśmy w 2006
r., produkuje kotły od 300 kW do 5000 kW. Są to kotły wodne, niskociśnieniowe,
opalane zrębkami drzewnymi, słomą, trocinami. Nie ukrywam, że słoma
wydaje się być interesującym produktem w Polsce, ale jednocześnie bardzo
trudnym. Wielu producentów sprzedających kotły w Polsce próbuje udowadniać,
że kotły potrafią spalać wszystko. My uważamy, że każdy kocioł musi być
przystosowany do jednego rodzaju biomasy i nie spala wszystkiego. Nasze
instalacje są dostosowane do paliwa kalibrowanego i niekalibrowanego, o różnej
wilgotności. Chcemy aby nasze kotły były niezawodne i wytrzymałe, ale
niczego nie pozostawiamy na los szczęścia. Nie da się w jednym kotle spalić
wszystkiego, tak jak nie da się zrobić jednocześnie i sernika i jabłecznika...
- Z ziemniaków.
- Zwłaszcza z ziemniaków.
- Producenci mają częściowo rację, bo spalić się pewno da
wszystko, ale to nie znaczy - spalić efektywnie i ekologicznie.
- Oczywiście. Ogień wszystko pochłonie: stare archiwum z urzędu, kartony,
drewno z gwoździami, itd. Tylko jaką skuteczność ten piec osiągnie i jaką
będzie miał przy tym żywotność? To są duże inwestycje, kosztowne, które
bardzo szybko stają się rentowne, dzięki temu, że są skuteczne i oszczędne.
Wykorzystują surowiec, który jest tani.
- A jak Wasze kotły mają się do wymogów dotyczących ograniczenia
emisji. Bo, jak się domyślam, nie są to kotły do domków jednorodzinnych?
- Nie, tymi kotłami o mocy 300 kW można już ogrzewać szpital, szkołę,
instytucję, dom spokojnej starości tartak, urząd gminy, basen, szklarnię.
To nie są kociołki, których się używa w domu. Nasze kotły spełniają
normy europejskie, zresztą taki
certyfikat każdy kocioł posiada. Kotły
nasze wykorzystują takie technologie, które sprawiają, że ta emisja jest
jak najmniejsza.
Przykład bardzo prosty i przekonywający dla tych osób, które nie wiedzą,
na czym to technicznie polega, związany jest z realizacją w ZEC w Kępicach.
Znajdują się tam nasze dwa kotły 1,5 MW i 2,5 MW. Kiedy Państwo podejdą
do tej kotłowni w okresie zimowym, śnieg wokół jest bielutki. Gdyby nie było
komina, nie wiedziałoby się, że jest się na terenie kotłowni. Podchodząc
do kotłowni, węglowej, z daleka mamy pewność, że tutaj jest kotłownia,
bo widzimy to po ilości sadzy.
- Proszę powiedzieć, czy te kotły są samowystarczalne czy też
wymagają wspomagania np. w okresie silniejszych mrozów?
- Są absolutnie samowystarczalne, bo np. w zimie zeszłego roku, gdy
temperatury dochodziły do minus 30 stopni, te kotły się fantastycznie
sprawdziły. Mamy dużo realizacji w północno-wschodniej Polsce i tam właśnie
mogliśmy się przekonać o wytrzymałości takiego kotła. Dodajmy, że to
nie są tylko same urządzenia do spalania... Oprócz kotła, proponujemy całą
linię prowadzącą od silosu z biomasą - poprzez podajniki paliwa - aż do
ewakuacji sadzy i popiołu wykorzystywanych często przez rolników.
- Jak to się stało, że w zeszłym roku, kiedy firma otworzyła
przedstawicielstwo w Polsce, Pani się w niej znalazła?
- Przez wspólnego znajomego, który jest doradcą prawnym firmy na rynku
francuskim. Bardzo polecał firmie Compte.R rozwinięcie działalności bezpośredniej
na rynku. Działaliśmy w Polsce do tej pory poprzez pośrednika. Zdecydowanie
jednak firma chciała zbliżyć się do Klienta, zapewnić mu szybki i na
najwyższym poziomie serwis, doradztwo techniczne, dojście do informacji w języku
polskim.
Chcieliśmy być przy Kliencie - bez pośredników. Zapewnić mu poczucie
bezpieczeństwa pod względem handlowym, technicznym i serwisu posprzedażnego,
zwłaszcza iż najczęściej dajemy gwarancję wieloletnią. To duża ilość
czasu. Zdajemy sobie sprawę, że jakość serwisu przyczynia się w znacznym
stopniu do naszej renomy.
- Mieszkała Pani we Francji, nie było to chyba bez znaczenia?
- Na pewno nie bez znaczenia. Wspólny przyjaciel pochodził właśnie z
Francji i to, że mam podwójną narodowość, bo jestem i Polką i Francuzką
sprawiło, że mogę operować w obydwu tych językach bardzo szybko i szybko
doprowadzać do komunikacji między Klientem, a naszą siedzibą, między
naszymi biurami projektów, a technikami. Znam rynek polski bardzo dobrze,
znam bardzo dobrze funkcjonowanie firmy francuskiej. To na pewno zapewnia dużą
skuteczność i dużą reaktywność na Klienta.
- Proszę powiedzieć gdzie Wasze kotły w Polsce już działają?
- Nowa Dęba, Kępice, Sępólno, Przechlewo, Kisielice. To są dla nas bardzo
duże i istotne projekty, zrealizowane wcześniej przez pośrednika. Pośrednictwo
pozwalało nam wejść na rynek stosunkowo szybko przez firmy lokalne, które
znają problematykę biomasy i kotłów wodnych. Na pewno było to początkowo
dobre rozwiązanie. Mieliśmy - przez osoby zaznajomione z tym rynkiem - wejść
do gry. Okazało się, że chyba jednak nadmiernie wykorzystano nasze
zaufanie.
Zapyta Pan, czy nasi Klienci są zadowoleni? Robimy wszystko, żeby tak było.
Nie ukrywam, że nasze kotły są bardzo doceniane. Klienci są zadowoleni i
widzimy, że nas potrzebują. Potrzebują nas w serwisie posprzedażnym, w
doradztwie. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że firma - w momencie kiedy
urwały się kontrakty z pośrednikiem - nie zostawiła Klientów bez napraw,
przeglądów i stąd też była decyzja o otwarciu firmy w Polsce.
- Wspomniała Pani o 30 realizacjach w Polsce. To się może wydać
niewiele, bo wciąż ktoś może myśleć, że to są malutkie i tanie kociołki.
- Cena takiego kotła waha się od 40 tys. euro do kilkuset tys. euro.
- Ale gminy mogą sobie na to pozwolić i - jak widać - sobie
pozwalają.
- Dlatego, że istnieją dofinansowania. Gmina oczekuje pomocy, ma tę świadomość,
że powinna stosować paliwo tanie, nie emitujące zbyt wielkich ilości
spalin. To nie tylko Unia do tego zmusza, ale również gmina wie, że takie
prawo istnieje, a z drugiej strony, ma świadomość, że może zostać
dofinansowana przez Ekofundusz, przez Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska,
że może otrzymać kredyt z Banku Ochrony Środowiska. Zresztą większość
z naszych realizacji korzystała z tego typu zaplecza finansowego.
- Macie Państwo jakieś obliczenia, jak gigadżul wyprodukowany w
kotle na biomasę ma się do GJ wyprodukowanego np. z węgla?
- To jest chyba najbardziej konkretny argument dla gminy. Inwestycja kosztuje
sporo, poza tym budowa kotłowni wykorzystującej biomasę nie jest zadaniem
łatwym, wymaga wiedzy technicznej i doświadczenia, które posiadamy i
potwierdza to na takich wymagających rynkach jak kraje skandynawskie, Wielka
Brytania, Portugalia, Irlandia i wiele innych. Pamiętajmy, że dzięki takiej
kotłowni można zapewnić odbiorcom ciepło w cenie między 20 a 30 złotych
za GJ.
- Jestem ciekaw, co usłyszymy podczas najbliższej prezentacji
Waszych kotłów w PGKiM w Nowej Dębie, działających tam już 4 lata. Jak
oni pozyskują paliwo?
- Rozwiązanie jest bardzo proste. Otóż w Nowej Dębie pali się tam zrębkami,
ale mało tego, Przedsiębiorstwo Gospodarki KomunalnoMieszkaniowej stworzyło
sobie zaplecze dostaw tego surowca z obawy, że może nie mieć go stale w różnych
warunkach klimatycznych. Dzisiaj muszą wręcz odmawiać niektórym dostawcom,
gdyż mają aż zanadto tego surowca. W Nowej Dębie właśnie będzie o tym
mowa.
- Z coraz częstszych doniesień wynika, iż jesteśmy dzisiaj w początkowym
stadium afery wierzby krzewiastej, która sprzedawała się póki byli kolejni
nabywcy sadzonek i jedynie na tym zarabiali plantatorzy. Dziś ponoć nikt tą
wierzbą palić nie chce bo jest niewygodna w transporcie, a w latach, gdy
lansowano salix viminalis, obsadzono nią całkiem spore areały w miejscach
bardzo odległych od przedsiębiorstw spalających lub współspalających
biomasę w celach energetycznych. Wasze kotły mogłyby być opalane
wierzbowymi zrębkami?
- Oczywiście. Nowa Dęba spala do 30% wierzby.
- W wielu województwach nikt jednak nie chce kupować wierzby. Dla
tamtejszych producentów szansą byłoby, gdyby kotłownie gminne, szkolne,
urzędowe...
-... wykorzystywały ten surowiec w fantastyczny sposób, tym bardziej, że
kotły akceptują bardzo dużą wilgotność zrębek, dochodzącą do ponad
60%. Nie trzeba specjalnych suszarni, ani przygotowania tego surowca.
- Czyli można palić wierzbą, zwiezioną prosto z pola...
- Dokładnie w tzw. wilgotności naturalnej. Drewno świeżo ścięte ma 45%
wilgotności. Może iść prawie prosto do kotła. Oczywiście idealną,
sytuacją byłoby mieszanie z suchym surowcem, żeby zwiększyć skuteczność
spalania.
- A jaka jest efektywność takiego kotła?
- Kocioł osiąga najwyższe parametry sprawności. Mało tego, naszym
Klientom proponujemy często, że jeśli chcieliby osiągać 1,5 MW mocy, to
wystarczy kocioł 1,2 MW, bo on osiągnie tę moc również.
Doświadczenie, najwyższa technologia grzewcza, nad którą stale pracują
nasi technicy i inżynierowie (skądinąd jesteśmy zainteresowani również
świetnie wykształconymi i doświadczonymi polskimi technikami i inżynierami
z tej dziedziny ), stała troska o innowacje i poprawę maksymalnych osiągów
przynoszą wymierne korzyści. Wiemy dobrze, że ochrona środowiska to nasz
cel i obowiązek, przyroda musi skorzystać z postępu technologii.
- Dziękuję za rozmowę.
www.ekoenergia.pl
Promocje: