|
Solarna rewolucja... W ciągu pięciu lat energia słoneczna stanie się wystarczająco tania, by nawet w Wielkiej Brytanii, Skandynawii i na Syberii konkurować z prądem wytwarzanym z węgla. A przez dziesięć lat jej koszt może zmniejszyć się tak radykalnie, że ceny ropy naftowej, gazu, węgla i energii atomowej spadną o połowę. Rozwój technologii pozostawia wyraźnie w tyle tradycyjne polityczne spory o paliwa kopalne.
Anil Sethi, dyrektor szwajcarskiej firmy Flisom, twierdzi, że nieodległy
jest już czas, gdy całe miasta w Ameryce i Europie będą czerpać energię
potrzebną do ogrzewania, oświetlenia i klimatyzacji z paneli solarnych
umieszczonych na budynkach, a jeszcze zostanie nadwyżka, która trafi do
sieci ogólnokrajowej.
W czym tkwi sekret? Sethi ostrożnie kładzie kawałek ciemnej folii
polimerowej cienkiej jak papier. Jest 200 razy lżejsza od zwykłych materiałów
solarnych na bazie szkła, które wymagają drogich konstrukcji wspierających
na dachach. Jest tak lekka, że można ją układać nawet na ścianach budynków.
I zamiast żmudnego wytwarzania kawałek po kawałku da się ją produkować
masowo, w tanich belach i w dowolnym kolorze.
 |
|
|
"Punkt zwrotny" nastąpi , gdy koszt energii słonecznej spadnie
poniżej dolara za wat, tyle bowiem wynosi w przybliżeniu cena energii węglowej.
Jeszcze nie jesteśmy w tym punkcie. Najbardziej efektywne rozwiązania
oznaczają dziś koszt od 3 do 4 dolarów za wat - w końcu lat 70. było to
100 dolarów. Sethi uważa, że jego produkt w ciągu pięciu lat pozwoli
uzyskiwać wat energii za 80 centów, a w ciągu dziesięciu lat za 50 centów.
Nowe ogniwo słoneczne oparte jest na związku Cu (In,Ga)Se2 (CIGS),który
pochłania światło, uwalniając elektrony. Półprzewodnik ten umieszcza się
na foliach polimerowych. Produkcja komercyjna ruszy w końcu 2009 roku.
- To będzie działać nawet w chłodny, szary, pochmurny dzień w Anglii,
kiedy jest 25 do 30 procent optymalnego światła. Wystarczy, jeśli folią
pokryje się połowę dachu - mówi Sethi. - Nie potrzebujemy dotacji, byle władze
nie stwarzały nam przeszkód. Na dotowanie energii atomowej wydano przez
ostatnie trzydzieści lat 170 miliardów dolarów. Dzięki tej ultralekkiej
technologii opartej na związkach miedzi i indu kawałeczek folii zapewni działanie
telefonom komórkowym i laptopom. - Nie trzeba już będzie na czworakach
szukać gniazdka elektrycznego - dodaje Sethi.
Michael Rogol, ekspert do spraw energii słonecznej w Credit Lyonnais
spodziewa się, że branża ta wzrośnie od 7 miliardów dolarów w 2004 roku
do niemal 40 miliardów w 2010, z zyskami operacyjnymi w wysokości 3 miliardów,
i zdystansuje sektor energii wiatrowej. Zanosi się na niezwykły boom
technologii od dawna uznawanej przez ekspertów za zupełnie nieopłacalną.
Rogol zwrócił uwagę na gwałtowny wzrost wykorzystywania energii słonecznej
w Japonii i przede wszystkim w Niemczech, gdzie ustawy proekologiczne
uchwalone w 2004 roku zmuszają krajową sieć energetyczną do odkupywania
nadwyżek energii od gospodarstw domowych na bardzo korzystnych warunkach.
Zmiany w niemieckim ustawodawstwie spowodowały skok kursu akcji niemieckiej
firmy SolarWorld z 1,38 euro w lutym 2004 roku do ponad 60 euro na początku
2006.
Moment zwrotny w Niemczech i Japonii nastąpił, gdy ludzie zrozumieli, że
mogą mieć prąd taniej niż z sieci energetycznej. Credit Lyonnais uważa,
że w ten trend włączy się niebawem cały świat.
Mike Splinter, dyrektor Applied Materials, amerykańskiego producenta półprzewodników,
powiedział, że jego firma za dwa lata będzie miała produkt pozwalający
uzyskiwać energię słoneczną na magicznym poziomie dolara za wat. Wydajność
paneli solarnych i skala produkcji wzrastają tak szybko, że koszt ten
spadnie do 70 centów w 2010 roku, a w ciągu dziesięciu lat - do 30-40 centów.
"Uważamy, że do 2040 roku energia słoneczna może zaspokajać 20
procent światowego zapotrzebowania na energię - mówi Splinter. - To bardzo
potężna technologia, która cały czas jest ulepszana. Można ją stosować
zarówno w małych domach mieszkalnych, jak i w wielkich budynkach i
elektrowniach. Wspaniałość tego rozwiązania polega również na tym, że
można je wykorzystać na przykład na wiejskich obszarach Indii bez konieczności
ciągnięcia linii energetycznych lub transportowania paliwa".
Wioski w Azji i Afryce, które nigdy nie miały prądu, mogą wkrótce
przeskoczyć do epoki solarnej. Podobnie stało się w przypadku telefonii komórkowej
- rozwinęła się w krajach, gdzie nigdy nie było stacjonarnych połączeń
telefonicznych. A przy okazji indyjskie tereny wiejskie przestaną zasnuwać
subkontynent sadzami z dziesiątków milionów pieców.
Applied Materials stawia na obie konkurencyjne technologie solarne: cienkie
panele wykorzystywane tam, gdzie jest dużo miejsca, oraz tradycyjne panele
krystaliczne, które nie są tak tanie, ale mają większą wydajność i
lepiej nadają się do zastosowania w niewielkich przestrzeniach.
Nie trzeba dodawać, że tradycyjne firmy energetyczne przyglądają się
solarnej rewolucji z przerażeniem. W Japonii i Niemczech już spadły ich
zyski ze względu na efekt znany jako "peak shaving". Chodzi o to,
że szczyt produkcji energii słonecznej częściowo pokrywa się z godzinami
szczytowego zapotrzebowania i najwyższymi cenami prądu w środku dnia, a tym
samym zabiera firmom energetycznym zyski. Firmy naftowe natomiast wciąż
traktują energię słoneczną jako dziwactwo.
"Nie ma tu żadnych cudownych rozwiązań - mówi dyrektor Shella, Jeroen
Van der Veer. - Zainwestowaliśmy nieco we wszystkie formy energii odnawialnej
i może któregoś dnia natrafimy na żyłę złota. Ale tak naprawdę przez
najbliższe dwadzieścia lat będziemy zużywać jeszcze więcej ropy niż
obecnie".
Czyżby się mylił?
autor: Ambrose Evans-Pritchard
źródło: Daily Telegraph, onet.pl
Promocje:
|
|