W Dolinie Krzemowej trwają eksperymenty z genetycznie zmienionymi bakteriami, które mają dostarczać “odnawialnej ropy”.
Dziesięć lat temu nie potrafiłbym sobie wyobrazić, że kiedyś będę się
tym zajmował – mówi 33-letni były informatyk Greg Pal, mrużąc oczy w popołudniowym
słońcu Kalifornii. Ma na myśli bakterie, a konkretnie – bakterie zmienione
genetycznie. Karmione odpadami w rodzaju słomy czy skrawków drewna robią coś
niezwykłego – wytwarzają ropę naftową.
Brzmi niewiarygodnie, ale nie chodzi o science fiction. Greg trzyma niewielką
zlewkę tej wydzieliny, którą teoretycznie mógłby wlać do baku stojącego w
pobliżu ogromnego terenowego Lexusa. Na razie jednak nie ma zamiaru ryzykować.
Dopiero za miesiąc pierwszy samochód zostanie zatankowany tym, co nazywa
“odnawialną ropą naftową”. - A potem – uśmiecha się szeroko -
nastanie nowy, wspaniały świat.
Pal jest dyrektorem LS9, jednej z kilku firm działających w rejonie Doliny
Krzemowej, które zamiast zajmować się oprogramowaniem czy sieciami
komputerowymi stanęły do niezwykłego wyścigu. Chcą, aby importowana z
Arabii Saudyjskiej ropa po 140 dolarów za baryłkę stała się tylko
wspomnieniem. – W tej branży wszyscy mają świadomość, że trzeba się
spieszyć – mówi Pal.
Co najbardziej niezwykłe, zamiast próbować zmienić globalną gospodarkę,
czego wymagałoby na przykład stosowanie paliwa wodorowego, próbują stworzyć
zamiennik ropy. Według przedstawicieli firmy, ich “Ropa 2.0” nie tylko będzie
odnawialna, ale także zmniejszy efekt cieplarniany, ponieważ ilość
emitowanego dwutlenku węgla będzie mniejsza niż pobierana z atmosfery przez
rośliny dostarczające surowca.
LS9 udało się już przekonać do swoich planów jednego z weteranów
przemysłu naftowego, pięćdziesięcioletniego Boba Walsha. Przez 26 lat
pracował dla Shella, głównie załatwiając europejskie dostawy w Londynie.
Teraz jest prezesem firmy z Doliny Krzemowej. – Ile razy w życiu masz szansę
rozwinąć firmę o miliardowych obrotach? – pyta. Śmiałe stwierdzenie jak
na kogoś, kto pracuje w dla firmy, która sama siebie określa jako “przeddochodowa”.
Zagracone laboratorium LS9 sfinansowano dzięki 20 milionom dolarów kapitału
początkowego inwestorów, wśród których jest Vinod Khosla, współzałożyciel
Sun Micro-systems. Wewnątrz Greg Pal wyjaśnia, że stosowane do wytwarzania
ropy drobnoustroje są jednokomórkowymi organizmami, miliard razy mniejszymi od
mrówki. DNA przemysłowych drożdży albo nieszkodliwych szczepów bakterii
Escherichia coli jest modyfikowane przez LS9. – Pięć do siedmiu lat temu ten
proces zająłby wiele miesięcy i kosztował setki tysięcy dolarów. Teraz to
kwestia tygodni, a koszt wynosi około 20 tysięcy dolarów – mówi Pal.
Surowa ropa naftowa (z której można wydestylować inne produkty, na przykład
benzynę czy paliwo lotnicze) na poziomie molekularnym nie tak bardzo się różni
od kwasów tłuszczowych, normalnie wydzielanych podczas fermentacji przez drożdże
czy bakterie Escherichia coli. Dlatego uzyskanie pożądanych wyników nie jest
zbyt skomplikowane.
Aby mogło dojść do fermentacji, potrzebny jest surowiec. Może to być
cokolwiek, co można rozłożyć na cukry. Produkt uboczny znakomicie się spala
i dostarcza energii elektrycznej na potrzeby fabryki.
Firma nie zamierza stosować jako surowca zbóż, biorąc pod uwagę głośne
ostatnio problemy związane z wykorzystaniem plonów do produkcji paliwa, na
przykład wzrost cen tortilli, który ostatnio wywołał zamieszki w stolicy
Meksyku. Zamiast tego można użyć – zależnie od lokalnego klimatu i
gospodarki - różnego rodzaju odpadów rolnych – na przykład słomy pszenicy
w Kalifornii albo odpadów drzewnych na południu USA.
Wykorzystanie do fermentacji genetycznie zmodyfikowanych bakterii przypomina
z grubsza wytwarzanie alkoholu etylowego przez drożdże, chociaż można niemal
zrezygnować z energochłonnego procesu destylacji, ponieważ wydzielana
substancja jest prawie gotowa do zatankowania.
Na razie firma LS9 zbudowała tysiąclitrową kadź fermentacyjną, która
wygląda jak wielki słój ze stali nierdzewnej, połączony plątaniną kabli i
rurek ze stojącym obok komputerem wielkości szafy na ubrania. Maszyna wytwarza
odpowiednik jednej baryłki tygodniowo i zajmuje prawie 4 metry kwadratowe.
Jednak by zaspokoić wynoszące 143 miliony baryłek tygodniowe
zapotrzebowanie Ameryki na ropę naftową, potrzebna byłaby instalacja zajmująca
około 530 kilometrów kwadratowych, czyli obszar odpowiadający Chicago.
To właśnie stanowi główny problem: chociaż LS9 potrafi wytwarzać swoje
bakteryjne paliwo w naczyniach laboratoryjnych, nie wiadomo, czy takie same
wyniki uda się uzyskać na skalę krajową czy wręcz globalną.
- Planujemy uruchomić produkcję na skalę demonstracyjną do roku 2010.
Jednocześnie będziemy pracować nad projektem i budową komercyjnej
instalacji, która powinna być gotowa w roku 2011 – mówi Pal. Według jego
wyliczeń, z brazylijskiej trzciny cukrowej można by uzyskać ropę w cenie 50
dolarów za baryłkę.
Czy Amerykanie są gotowi tankować do swoich samochodów wydzieliny
genetycznie modyfikowanych bakterii? – To nie to samo, co w przypadku żywności
– mówi Pal. – Umieszczamy bakterie w dobrze izolowanym pojemniku; ten
zbiornik jest ich całym światem. Gdy zrobią swoje, są niszczone.
Poza tym, jak mówi, chodzi o większe dobro. – Mam dwoje dzieci, które będą
musiały stawić czoła zmianie klimatu i kryzysowi energetycznemu. Wspólnie
ponosimy za to odpowiedzialność.
Podobne inicjatywy:
- Google chce produkować energię elektryczną z tanich źródeł
odnawialnych
- Craig Venter, który odczytał genom człowieka, powołał firmę mającą
produkować wodór i etanol dzięki genetycznie modyfikowanym bakteriom
- W roku 2005 amerykańskie departamenty energii i rolnictwa oświadczyły,
że dostępne obszary uprawne mogą dostarczyć dość biomasy (niejadalnych
części roślin), aby zastąpić 30 procent paliw stosowanych obecnie w
transporcie
The Times, Onet.pl
Promocje: