Rozmowa z Pawłem Urbańskim, prezesem Polskiej Grupy Energetycznej Jesteśmy gotowi podjąć się budowy elektrowni atomowej - zapewnia prezes PGE, Paweł UrbańskiNa świecie są budowane obecnie 34 elektrownie atomowe.
Kolejne inwestycje w tej branży są przygotowywane. Dlaczego menedżerowie
energetyki tak dużo uwagi poświęcają energetyce jądrowej?
- Firmy energetyczne inwestują lub zamierzają inwestować w
energetykę jądrową praktycznie na wszystkich kontynentach. Najbliższe nam
przykłady to Słowacja, Litwa Bułgaria, Ukraina, a o nowych inwestycjach w tej
technologii mówi się też w Wielkiej Brytanii i we Włoszech.
Na Dalekim Wschodzie i w Rosji obserwuje się przygotowania
inwestycji w energetykę jądrową na skalę niespotykaną od 30 lat. Dzieje się
tak, bo wyczerpują się i drożeją ropa naftowa, węgiel i gaz ziemny, czyli
podstawowe surowce energetyczne, w produkcji coraz większą rolę zaczynają
odgrywać koszty ochrony środowiska i energetyka jądrowa jako czysta jest
coraz bardziej konkurencyjna.
Jako menedżer ma pan przekonanie, że emisja dwutlenku węgla
wpływa niekorzystnie na zmiany klimatu, co politycznie jest
wykorzystywane do preferowania produkcji energii z surowców o niskiej
emisji CO2?
- Niezależnie od tego, czy wierzymy w efekt cieplarniany czy
nie, decyzje polityczne w Unii Europejskiej nie pozostawiają złudzeń co do
tego, że preferowana będzie produkcja energii charakteryzująca się niską
emisją gazów cieplarnianych, w tym CO2. To oznacza, że regulacje w zakresie
ograniczania emisji będą wiążące dla inwestorów i będziemy zobligowani do
tego, aby działać w myśl tych regulacji. Te regulacje, jak wiadomo, są dla
nas bardzo wymagające, bo Unia chce zredukować do 2020 roku emisję gazów
cieplarnianych o 20 proc., a my produkujemy ponad 90 proc. energii elektrycznej
z węgla, co oznacza wysoką emisję CO2. Ale na tym nie koniec, bo w pakiecie
klimatyczno-energetycznym wybiega się także poza 2020 rok i mówi się o
redukcji gazów cieplarnianych nawet o 60-80 proc. do 2050 roku. Dla krajów o
tak wysokiej emisyjności jak Polska byłoby to wyzwanie wręcz niewyobrażalne.
Jakie wnioski biznesowe z tego wyciągacie? Jeśli polska
energetyka nie przestawi się na unijne tory, to co się stanie?
- Najwyższy czas myśleć o zmianie struktury źródeł
produkcji energii w Polsce. Dzisiaj każde 1000 MW mocy w technologii
bezemisyjnej, a taką jest m.in. energetyka jądrowa, sprawi, że w 2013 roku
jej właściciel będzie mógł zaoszczędzić około 1 mld zł rocznie. Tylko
dlatego, że nie będzie musiał kupować uprawnień do emisji CO2, co chcąc
produkować będą musieli robić na przykład producenci energii z węgla.
Rachunek jest prosty, bo 1000 MW mocy przy około 6000 godzin pracy elektrowni węglowej
oznacza emisję około 6 mln ton CO2 (przy prognozowanej cenie 40 euro za
uprawnienie do emisji 1 tony CO2 daje dodatkowy koszt 240 mln euro). W praktyce
oznaczałoby to oczywiście wzrost cen energii dla odbiorców, a także obniżenie
konkurencyjności i wartości polskich firm energetycznych.
Co się stanie, jeśli Unia nie zweryfikuje polityki
klimatycznej, a my nie zmienimy stotnie struktury wytwarzania energii?
- Jeśli nie zmienimy struktury wytwarzania energii, a powstanie
wspólny, jednolity unijny rynek energii elektrycznej, to generalnie produkcja
energii w elektrowniach węglowych może być tak naprawdę sprowadzona tylko do
produkcji w szczytach zapotrzebowania, a Polska stanie się importerem tańszej,
bo czystszej energii. Dla elektrowni to oczywiście nie jest dobra wiadomość,
bo praca w szczytach to praca krótkotrwała i za niespecjalnie atrakcyjne pieniądze.
W takich warunkach, jeśli nie będziemy mieć czystych technologii, zyski będą
się odkładały u wytwórców, którzy będą pracowali w tzw. podstawie (u
tych, którzy będą głównymi, a nie szczytowymi źródłami mocy). Nie mam wątpliwości,
że to będą ci, którzy nie będą musieli kupować uprawnień do emisji CO2
lub będą potrzebowali ich niewiele.
Komisja Europejska w energetyce coraz wyraźniej traktuje Unię
jak jeden kraj: ważniejsze stają się ogólne cele niż interesy państw
członkowskich. Jak pogodzić taką politykę z zagrożeniem deficytem energii w
Polsce?
- Nie jestem pesymistą, nie całkiem podzielam opinię, że
energii zabraknie, ale jasne jest, że w Polsce trzeba rozpocząć budowę
nowych elektrowni i rozbudowę istniejących. Pytanie, jakie sobie stawiamy,
jako zarządy odpowiedzialne za inwestycje, za wartość, konkurencyjność
firm, to w jakich technologiach budować. I tu wracamy znowu do energetyki jądrowej.
Według mnie wielkim błędem byłoby odrzucenie którejkolwiek z czystych
technologii, bo działamy w niepewnych warunkach. Nie wiemy, jaka technologia będzie
najbardziej efektywna za 15-20 lat, a o takim horyzoncie trzeba myśleć dzisiaj
przygotowując inwestycje. Dlatego zakładając, że w Polsce węgiel pozostanie
dominującym surowcem do produkcji energii, że zostaną rozwinięte węglowe
technologie bezemisyjne, widzimy także konieczność budowy elektrowni atomowej
i jesteśmy gotowi podjąć się tego wyzwania inwestycyjnego.
Co zrobiliście do tej pory? Kiedy realnie taka elektrownia
mogłaby powstać i czy to interes dla firmy, czy dla kraju?
- Na razie budujemy kompetencje i prowadzimy prace analityczne
m.in. związane z przeglądem dostępnych technologii atomowych pod kątem możliwości
ich realizacji w Polsce. Sądzę, że realnie elektrownia atomowa może powstać
w Polsce po 2020 roku lub nawet później. To nie jest problem finansowy.
Takiego projektu bez współpracy rządu nie da się zrealizować. To musi być
bardzo ścisła, skoordynowana współpraca inwestora i rządu rozpisana na
lata. Uważam, że budowa elektrowni atomowej jest zarówno w interesie PGE, jak
i całego społeczeństwa, bo oznaczałaby stabilizację firmy i pewne źródło
energii. Projekt budowy elektrowni atomowej powinien jak najszybciej przyjąć
formę konkretnego programu rządowego. Decyzja rządowa jest niezbędna i mam
nadzieję, że nastąpi wraz z przyjęciem polityki energetycznej Polski do 2030
roku.
PAWEŁ URBAŃSKI - absolwent Politechniki Warszawskiej, w latach 2001-2006
partner w firmie doradczej Central Europe Trust, od lipca 2006 r. wiceprezes
Polskich Sieci Elektroenergetycznych, od lipca 2007 r. prezes zarządu
PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
OPINIE
IVO KOUKLIK - dyrektor Sekcji Energetyki Jądrowej Grupy CEZ
Badania przeprowadzone na świecie (???) pokazują istnienie
zasobów uranu na ponad 100 lat. Ocena wielkości złóż uranu pokazuje, że są
one z roku na rok większe, wraz z postępem i możliwością dokładniejszych
badań w zakresie wiedzy geologicznej. A kiedy skończą się zasoby uranu
wydobywanego z aktualnych złóż i wykorzystywanego przez obecne technologie,
istnieją innowacyjne technologie, które wystarczą na kolejne setki lat (np.
szybkie reaktory) oraz szczepione materiały, na przykład jako uboczny produkt
wydobycia fosfatów.
Paliwo jądrowe można kupić z długim wyprzedzeniem. Zazwyczaj
dla długiego cyklu pracy reaktorów składuje się relatywnie małą ilość
paliwa. Złoża uranu są obecne na całym świecie, producenci paliwa są zastępowalni,
nie ma więc ryzyka, aby powstało uzależnienie od kilku państw, na terenie których
są złoża uranu, jak to jest np. w przypadku gazu. Tak więc, mówiąc o
bezpieczeństwie energetycznym i dążeniu do minimalnej zależności od dostawców
paliwa, energia jądrowa jest najlepszym, najbezpieczniejszym i najmniej
ryzykownym rozwiązaniem. Cena energii jest uzależniona od jej podaży i
popytu. W momencie, kiedy popyt będzie większy niż podaż, cena będzie rosła.
Aby ustabilizować cenę energii czy też spowodować przeciwny trend, należy
wzmocnić stronę podaży, a to oznacza jedno: budować nowe elektrownie.
Awarie (w energetyce jądrowej - red.) są do uniknięcia. Za
przeważającą większością awarii, do których doszło, stał błąd ludzki.
Od znanych awarii (Three Mile Island, Czarnobyl), minęło dużo czasu, który
bardzo efektywnie wykorzystano do udoskonalania systemów i procesów. Dzisiaj
mamy do dyspozycji ponad 5000 reaktorolat pomyślnej eksploatacji. Na podstawie
bogatych doświadczeń skonstruowano elektrownie jądrowe najnowszej generacji,
w których możliwość awarii jest praktycznie wykluczona. Patrząc z
perspektywy energetycznej, nie można jednak polegać na jednym rozwiązaniu.
Pomyślna przyszłość musi spoczywać na kompleksowym podejściu: rozsądnej,
ekonomicznie efektywnej motywacji do oszczędności w zużyciu energii oraz
dywersyfikacji podstawowych źródeł, w tym źródeł odnawialnych.
MAGDALENA OWSIK - koordynatorka kampanii
klimatyczno-energetycznej
Greenpeace w Polsce
Energetyka jądrowa jest fałszywą drogą, która odciąga uwagę
od metod prawdziwego rozwiązania problemów energetycznych, jakimi są
efektywność energetyczna i odnawialne źródła energii. Polska gospodarka
jest ponad dwa razy bardziej energochłonna niż wynosi średnia dla Unii
Europejskiej. Mamy ogromny potencjał certyfikat-energetyczny.pl" target="_blank">oszczędności energii, który sięga
nawet połowy naszego zapotrzebowania na energię. Niezbędna jest przy tym
decentralizacja produkcji, ponieważ na przesyle traci się nawet kilkanaście
procent energii. W połączeniu z odnawialnymi źródłami energii, daje to
ogromne możliwości, bo Polska ma taki potencjał źródeł odnawialnych, że
mogłyby one zapewnić blisko połowę zapotrzebowania na energię pierwotną.
Przy tym pieniądze wydawane na energetykę jądrową to środki, które nie
zostały zainwestowane w energię odnawialną, a przemysł jądrowy przez ponad
50 lat swojego istnienia nie spełnił obietnic. Nadal nie rozwiązał
podstawowych problemów, jak składowanie odpadów, czy obniżanie kosztów.
Nadal tylko około 7 proc. energii w skali świata pochodzi z energii jądrowej
mimo wieloletnich inwestycji w tę gałąź energetyki i kolosalnych dotacji
publicznych. Ponadto uran nie jest paliwem odnawialnym, a Polska go nie posiada,
a więc w dobie coraz większej konkurencji o paliwa nie zapewni to Polsce
bezpieczeństwa energetycznego. W tej sytuacji Polska powinna cały swój wysiłek
skoncentrować na certyfikat-energetyczny.pl" target="_blank">oszczędności energii oraz odnawialnych źródłach energii i
decentralizacji jej produkcji. To sprawy zupełnie podstawowe, bo wbrew ostrzeżeniom
kraje zachodnie nadal zwiększają konsumpcję, w tym również energii, a kraje
rozwijające się próbują im dorównać. Sprostanie takiemu niczym
nieograniczonemu zwiększaniu poziomu spożycia energii jest nierealne przy
ograniczonych zasobach naszej planety. „5 telewizorów i dwa samochody na
rodzinę” - to polityka, która prowadzi do katastrofy planetarnej.
Rozmawiał Ireneusz Chojnacki
„Gazeta Prawna” – 19 czerwca 2008
Cire.pl
Promocje: