Jerzy Kubowski
Opublikowane dokumenty rządu na temat polityki energetycznej
Polski do roku 2030 [1],[2] mogą sprawić czytelnikom - o przeciętnym poziomie
wiedzy w tej dziedzinie - sporo trudności w ich zrozumieniu. Nie pomaga w tym
także profesjonalny język, bez którego oczywiście nie sposób się obejść.
Do pewnego stopnia można było jednak temu zaradzić, zamieszczając objaśnienia
terminów o konwencjonalnie ustalonym technicznym znaczeniu.
Spotyka się ponadto sformułowania pisane tak hermetycznym językiem, iż
niejednemu nawet specjaliście sprawią kłopoty. Na przykład takie: „W
przypadku podjęcia pozytywnej decyzji na temat wdrożenia programu energetyki jądrowej,
przy sprawnym wykonaniu poszczególnych zadań, możliwe będzie od 2021 roku
stopniowe zwiększanie udziału energetyki jądrowej w energy mix.” [1] A
przecież zdanie należałoby zakończyć po prostu tak: ...zwiększenie
udziału energetyki jądrowej w systemie elektroenergetycznym, złożonym z różnorodnych
typów elektrowni: węglowych, wiatrowych, gazowych itp. Słowem – w
mieszanym systemie produkcji energii elektrycznej, a nie takim, jaki dominuje
obecnie - opartym głównie na elektrowniach węglowych.
- * -
Niedostatecznie przekonujące uzasadnienie o konieczności
budowy elektrowni jądrowych (EJ), brak objaśnienia ich specyficznych
technologicznych cech i nadmiernie profesjonalny język tekstu sprawiają, iż
także publicyści nie potrafią klarownie wytłumaczyć problemu swym
czytelnikom i słuchaczom. Zamiast fachowej terminologii, niefrasobliwie używają
określeń potocznych, piszą np.: „Do 2030 r. 15 proc. prądu w Polsce
dostarczą elektrownie jądrowe”, ”Za kilka lat zabraknie nam prądu”.
Jeśli już trzeba w tekstach publicystycznych posługiwać się tego rodzaju żargonem,
to lepiej by było mówić o grożącym krajowi „brakowi pary”. Bo to właśnie
ona jest tym czynnikiem, który zarówno w elektrowniach węglowych, jak i jądrowych
napędza turbogeneratory. Dziennikarzom popularnych gazet brakuje nieraz
elementarnej wiedzy z zakresu energetyki: nagminnie mylą pojęcie mocy z pojęciem
energii.
Pewien minister w wywiadzie powiedział, że w Polsce energetyki jądrowej
rozwijać nie należy, gdyż nie posiadamy kopalni rudy uranu. Można z tego
wnosić, że gdyby taka kopalnia była, to nic by nie stało na przeszkodzie do
wznoszenia EJ. Nic bardziej błędnego! Podobnie, całkowicie nieuzasadnione
jest mniemanie wyrażone przez pewnego redaktora, że uran wzbogacony (uściślijmy:
nisko wzbogacony, tzn. uran naturalny wzbogacony do kilku procent w
rozszczepialny izotop uranu – 235) na potrzeby EJ można by sprowadzać z
zagranicy. Tak, jakby posiadanie owego materiału rozwiązywało problem paliwa.
Otóż sprawy nie wyglądają tak prosto, albowiem ani własne kopalnie rudy
uranu, ani zakup wzbogaconego uranu, w żadnym stopniu problemu nie rozwiązują.
Jeśli idzie o transakcję kupna - sprzedaży nisko wzbogaconego uranu, używanego
jako paliwa w EJ, to odpowiednie porozumienie handlowe może być - praktycznie
rzecz biorąc - wygodne tylko dla takich państw, jak Rosja i USA, które w maju
2008 r. zawarły na ten temat umowę. Podkreślić należy, iż tylko takie państwa,
które posiadają zakłady wyrobu paliwa jądrowego i przerobu paliwa wypalonego
są w stanie wyprodukować z importowanego uranu elementy (pręty) paliwowe
niezbędne do energetycznych reaktorów jądrowych. Jeśli zaś mówimy o zakładach
przerobu, to tyko w sensie stosowanej tam technologii odzysku z wypalonego
paliwa nie tylko pozostałego w nim nie zużytego izotopu uranu - 235, lecz również
izotopu plutonu - 239. Ten ostatni materiał, wykorzystywany do wyrobu broni jądrowej
może być zarazem cennym paliwem reaktorowym. Państwa atomowe nagromadziły go
już w takiej ilości, iż zaszła pilna konieczność jego utylizacji. W tym
celu izotop pluton - 239 wyekstrahowany z paliwa wypalonego w zakładach
przerobu miesza się z izotopem uranem - 235, i z tak powstałej kompozycji
coraz powszechniej wyrabia się paliwo reaktorowe. W ten sposób, z jednej
strony odzyskuje się cenny dla pracy reaktorów materiał, a z drugiej -
zapobiega się jego gromadzeniu w celach militarnych. Technologię produkcji
elementów paliwowych do reaktorów energetycznych opanowały tylko kilka wysoko
uprzemysłowionych państw. Dla pozostałych stanowi ona barierę nie do
pokonania zarówno z punktu widzenia konstrukcyjnego, jak i ekonomicznego. Samo
wyprodukowanie (posiadanie) wzbogaconego uranu nie jest jeszcze dostatecznym
warunkiem do uruchomienia produkcji elementów paliwowych. Dlatego specjaliści
z takim niedowierzaniem traktują twierdzenie Iranu, że opanowanie procesu
wzbogacania uranu jest mu niezbędne do rozwoju energetyki jądrowej. Od momentu
wyprodukowania wzbogaconego uranu jest bowiem bliżej do stworzenia prymitywnej
bomby jądrowej niż do skonstruowania elementów paliwowych.
- * -
Jeśli w Projekcie planu budowa EJ jest słabo umotywowana,
to na jakiej podstawie może się ukształtować opinia publiczna wobec rozwoju
energetyki jądrowej? A od niej przecież w pierwszym rzędzie zależy decyzja o
budowie EJ. Można było sądzić, iż ten temat zostanie opracowany ze szczególną
starannością i rzetelnie umotywowany ekonomicznie Niestety podejścia takiego
zabrakło. W opracowaniu zupełnie pominięto analizę postulowanej produkcji
energii elektrycznej z EJ w perspektywie rozpatrywanego okresu rozwoju systemu
elektroenergetycznego Po prostu stwierdzono bez uzasadnienia: „Osiągnięcie
w 2030 roku 15% udziału energii jądrowej w strukturze produkcji energii
elektrycznej.�h [1])
W komentarzu do tabeli 3.3.3.2 (str. 30 [2]), opisującej prognozę zużycia
paliw do produkcji energii elektrycznej (z niezrozumiałych powodów podaną
tylko w jednostkach [ktoe] – kiloton of oil equivalent, bez zamiany na
legalną jednostkę miary energii; 1 [toe] = 41,85 [GJ]) napisano: „Do roku
2020 przewiduje się w przybliżeniu stałe zużycie węgla kamiennego i
brunatnego, w następnej dekadzie energia jądrowa wypiera węgiel. Następuje
stały wzrost zużycia gazu oraz źródeł odnawialnych, o czym coraz
bardziej decydują opłaty za emisje CO2.” Mówi się więc jedynie o
wielkości energii pierwotnej - zawartej w paliwie (jądrowym) potrzebnym do
produkcji energii w EJ - nie opartej na żadnej podstawie.
W rozdziale 5.4.3 stwierdza się, co następuje: „W dłuższej
perspektywie, przekraczającej horyzont 15 lat, nie jest możliwe pokrycie
krajowymi mocami wytwórczymi rosnącego zapotrzebowania, przy wykorzystaniu
stosowanych obecnie w Polsce technologii wytwarzania energii elektrycznej, w tym
możliwego do wykorzystania potencjału rozwoju kogeneracji oraz wytwarzania w
oparciu o odnawialne źródła energii. Aby spełnić wymogi ekologiczne oraz
przyczynić się do osiągnięcia ambitnych celów zrównoważonego rozwoju w
zakresie relatywnego zmniejszenia emisji zanieczyszczeń w Unii Europejskiej,
Polska ma dwie opcje do wyboru: uzależnienie się od dostaw energii
elektrycznej spoza UE lub rozwój energetyki jądrowej w kraju.” W celu
oparcia tak deklaratywnie sformułowanego wniosku na solidnej, liczbowej
analizie, warto sięgnąć po dokument opracowany przez wybitnych specjalistów
[3]. Zanalizowano w nim wszystkie uwarunkowania i przesłanki ekonomiczne
perspektywicznego rozwoju systemu elektroenergetycznego, w szczególności zaś
następujące:
- dotychczasowy rozwój polskiej energetyki,
- zasoby surowców,
- dotychczasowy rozwój paliw i energii,
- bilans energii pierwotnej i elektrycznej w latach 1950
– 2005,
- problem energii a środowisko przyrodnicze,
- ceny surowców,
- rozwój ludności.
Oto, jak przedstawia się w owym opracowaniu prognoza
produkcji energii elektrycznej i jej struktura w perspektywie do 2030 r.(Tablice
II.19 i II.20, gdzie El – elektrownie różnego typu, Ec - elektrociepłownie)


Na podstawie wszechstronnej analizy danych autorzy wyciągnęli następujące
wnioski. W 2000 r. 92 % krajowej produkcji energii elektrycznej wytwarzały
zawodowe elektrownie węglowe, a do 2030 r. struktura produkcji ulegnie tak
istotnej zmianie, że zmusi do obniżenia produkcji w tych elektrowniach do
poziomu ok. 60. % produkcji krajowej. Będzie to możliwe pod warunkiem
wybudowania EJ o łącznej mocy co najmniej 5. [GW]. Widać więc, iż dla
zmniejszenia energii generowanej przez elektrownie opalane węglem – które są
jednym z głównych źródeł efektu cieplarnianego - trzeba będzie 14,4 %
energii elektrycznej wyprodukować w elektrowniach jądrowych.
Jeśli się posłużyć podstawowym wskaźnikiem efektywności
eksploatacji elektrowni: rocznym czasem wykorzystania mocy instalowanej
(nominalnej) Tinst, będącym wynikiem dzielenia rocznej produkcji energii (Ar)
przez moc instalowaną elektrowni Pinst, czyli
Tinst = Ar/Pinst, to dla 2030 r. otrzymamy: Tinst = 30 [TWh]/5
[GW] = 6000 [h]. Inaczej mówiąc, jest to przedział czasu w ciągu w roku,
kiedy EJ, pracując ze stałym obciążeniem mocą instalowaną mogłaby
wytworzyć energię równoważną rzeczywistej (rys. 1).

Rys. 1. Wykres rocznego obciążenia EJ (I, II, III – obszary energii w
zakresie obciążenia podstawowego, średniego i szczytowego; produkcja roczna:
Ar = I + II + III = Pinst x Tinst; Pinst – moc instalowana, Tinst – czas użytkowania
mocy instalowanej; wykres nie w skali)
Wielkość czasu Tinst dzielona przez liczbę godzin w roku
(8760 h) nazywa się współczynnikiem obciążenia
elektrowni. Jak na tak oddaloną perspektywę,
kiedy pracować będą EJ trzeciej generacji, jest on bardzo mały: 6000/8760
≈ 0,7, co wskazuje na niską efektywność siłowni. Obecnie uzyskiwany
roczny czas wykorzystania mocy instalowanej starych EJ (drugiej generacji)
przekracza 8000 godzin, czemu odpowiada wartość współczynnika obciążenia
0,9. Daje to podstawę do prognozowania, iż w 2030 r. EJ o mocy Pinst = 5 [GW]
będą w stanie wyprodukować nie 30 [TWh], lecz energię Ar = 5 [GW] x 8000 [h]
= 40 [TWh], czyli więcej o 33 % od przewidywanej w planie. Czy z tego należy
wyciągnąć wniosek, iż można byłoby obniżyć wielkość prognozowanej mocy
instalowanej EJ do Pinst = 30 [TWh]/8000 [h] = 3,75 [GW], co sprzyjałoby
zmniejszeniu nakładów inwestycyjnych? Oczywiście, że nie. W systemie
elektroenergetycznym bowiem ważne jest nie tylko wytworzenie takiej ilości
energii, na jaką istnieje zapotrzebowanie, lecz istotne jest także
wygenerowanie w każdej chwili mocy, odpowiedniej do potrzeb. Znajdujące się
obecnie w eksploatacji EJ drugiej generacji mają małą zdolność regulacji
mocy. Z powodów specyficznych, fizycznych i cieplnych właściwości
zainstalowanych w nich reaktorów, nie mogą nadążyć za zmianami obciążenia
(mocy), jakie występują w systemie elektroenergetycznym w ciągu doby: względnie
małe w okresie nocnym, a szczytowe w porach dziennej i wieczornej. Znacznie
lepiej do takiej sytuacji nadają się EJ z reaktorami trzeciego pokolenia, które
się obecnie już buduje. Przystosowane są do automatycznej regulacji mocy w
granicach 15 % - 100 %. Na przykład EJ o mocy 1100 [MW] firmy Westinghouse jest
zdolna do współuczestniczenia w pokrywaniu dobowych zmian obciążenia systemu
w przedziale 100 % - 50 % - 100 % swej mocy nominalnej.
_ * _
„Obok korzyści jakie wykorzystanie energetyki jądrowej
nieść będzie dla rozwoju gospodarki,
należy również rozważyć potencjalne zagrożenia z tym
związane. Nie można dopuścić, aby w Polsce zainstalowane zostały reaktory
starszej generacji, w których nie zapewniono wystarczająco skutecznych barier
pomiędzy reaktorem a środowiskiem. Obecnie wdrażane nowe technologie III i IV
generacji są oparte na koncepcjach zapewniających bezpieczeństwo
ludności i środowiska, nawet w przypadku bardzo mało prawdopodobnych
awarii związanych
z uszkodzeniem rdzenia reaktora. Reaktory nowych generacji różnią się od
poprzedników standaryzacją elementów, uproszczeniem konstrukcji, niezawodnością
elementów i marginesów bezpieczeństwa, długowiecznością (okres
eksploatacji trwający 50 – 60 lat), zastosowaniem pasywnych układów chłodzenia
i skraplania, zwiększeniem stopnia wypalenia
paliwa oraz bezpieczną, szczelną obudową reaktora (str.57.
[2]). Zawarta jest tu zdumiewająca i zupełnie niezrozumiała sugestia, że ktoś
stara się zainstalować u nas reaktory starszej generacji. Technologie zaś
reaktorów IV generacji nigdzie się dotąd nie wdraża, gdyż znajdują się
one in statu nascendi - na wstępnym etapie doświadczeń i studiów. Mówienie
o nich w Projekcie jest nader przedwczesne, bo jako sprawdzone pod względem
technologicznym i bezpieczeństwa mogą się pojawić po upływie jakichś
dwudziestu lat.
Dalej, na tej samej stronie: „Jedynym produktem wymagającym szczególnej
troski jest wypalone paliwo z reaktora. Zawarte w tym paliwie produkty
promieniotwórcze wydzielają ciepło przez cały okres rozpadu. Dlatego
przechowuje się takie paliwo w basenie wypalonego paliwa przy reaktorze, a następnie
w przechowalniach mokrych lub suchych, gdzie jest chłodzone. W sytuacji, gdy na
świecie wzrasta zapotrzebowanie na uran wydaje się niecelowe składowanie tego
paliwa. Należy je przechowywać do przerobu, a następnie po ekstrahowaniu
nadających się do dalszego użycia produktów składować pozostałe odpady w
składowisku głębokim. Budowa tego składowiska ma sens przy funkcjonującym
od dłuższego czasu programie jądrowym, gdy została zgromadzona odpowiednia
ilość odpadów promieniotwórczych. Należy prowadzić poszukiwania
lokalizacji dla takiego składowiska i badać warunki w pokładach gdzie będzie
usytuowane składowisko licząc się z tym, że do jego budowy upłynie jeszcze
kilkadziesiąt lat.” Paliwo wypalone schładza się w basenach, położonych
obok reaktorów, zazwyczaj w ciągu ok. trzech lat, po czym można go magazynować
w kontenerach suchych, np. terenie elektrowni. Do bezterminowego przechowywania
paliwa wypalonego służą składowiska, położone w głębokich pokładach
geologicznych. Mówienie o przechowywaniu paliwa wypalonego w celach przerobu i
odzyskiwania na tej drodze za pomocą chemicznego procesu ekstrakcji pozostałego
w nim izotopu uranu – 235 oraz powstałego wskutek reakcji jądrowych izotopu
plutonu – 239, jest pozbawione podstaw. W Polsce zakładów przerobu paliwa się
nie przewiduje, a państwa posiadające takie zakłady, paliwa wypalonego nie
przyjmują. Jedynie Rosja w umowach o budowie EJ zobowiązuje się zarazem do
odbioru paliwa wypalonego (umowy z Iranem i Bułgarią). Inne państwa, jak np.
Szwecja i Finlandia przechowują takie paliwo na swym terytorium, budując w tym
celu głębokie składowiska.
- * -
Nowoczesne EJ trzeciego pokolenia z najbardziej
rozpowszechnionymi reaktorami typu PWR (reaktor wodny ciśnieniowy – Pressurized
Water Reactor, na który to typ w europejskiej energetyce jądrowej
przypada ok. 75 % mocy instalowanej) budują dwie firmy: amerykańska –
Westinghouse i francuska – AREVA. Otrzymały na nie certyfikaty bezpieczeństwa.
Podpisują umowy na standardowe EJ w postaci zwartych bloków, budowanych pod
klucz (blok: autonomiczny zespół urządzeń, w którym pojedynczy reaktor współpracuje
zazwyczaj tylko z jednym turbogeneratorem; elektrownia może się składać z
kilku bloków): pierwsza - o instalowanej mocy elektrycznej 1100 [MW], druga –
1600 [MW] (taką EJ wznosi obecnie Finlandia). Jeśliby np. wybór padł na
amerykańską firmę, to do 2030 r. należałoby wybudować pięć bloków
energetycznych, jeśli zaś na francuską, to wystarczyłyby trzy EJ, po jednym
bloku w każdej. Budowa EJ (pojedynczego bloku) jest obliczona na pięć lat.
Zatem, na postawienie trzech EJ - w wariancie optymistycznym - potrzeba piętnastu
lat. Dla zobrazowania problemu dodajmy, iż jedynie w Japonii udało się
zbudować EJ (blok) o mocy 1300 [MW] w czasie nieznacznie większym od 4. lat.
Myślenie o możliwości równoczesnego budowania dwóch elektrowni jest zupełnie
nierealistyczne. Tak więc, z planowanych 21. lat (licząc od 2009 r.), na
przygotowanie się do inwestycji pozostaje trzy lata. Na co je trzeba będzie
przeznaczyć?
Jest kilka podstawowych problemów, bez których rozwiązania inwestycji nie
można rozpocząć. Do najważniejszych należy wszechstronny sondaż opinii społecznej
- tzn. taki, gdy respondenci w dostatecznym stopniu są uświadomieni przez władze
o zaletach i wadach energetyki jądrowej oraz konieczności jej rozwoju. Przykładem
może być Wielka Brytania, gdzie konsultacje społeczne trwały rok, a wyniki
zostały ogłoszone w postaci Białej Księgi [4], [5]. Następnym zagadnieniem
jest powołanie Urzędu Dozoru Jądrowego (UDJ) - organu odpowiedzialnego za całokształt
spraw związanych z bezpieczeństwem użytkowania i wdrażania energii jądrowej,
bez czyjej analizy nie można dokonać ani wyboru typu reaktora, ani podjąć
decyzji o lokalizacji elektrowni i składowiska odpadów. Projekt przewiduje
utworzenie UDJ i podporządkowanie go Prezesowi Rady Ministrów (str.58, [2]).
Taka koncepcja nie jest fortunna. Urząd ten – podobnie, jak Naczelna Izba
Kontroli – nie powinien zależeć od władzy wykonawczej, lecz od Sejmu. W
sytuacji organizacyjnej podległości rządowi, UDJ nie mógłby w sposób
nieskrępowany wydawać opinii. Organizacja UDJ wymaga nie tylko czasu, lecz
przede wszystkim doboru specjalistów, których w kraju obecnie brakuje. W tej
dziedzinie, odkąd wstrzymano inwestycję w Żarnowcu powstała ogromna kadrowa
luka. Jej wypełnienie wymaga kilku lat szkolenia specjalistów. Ponadto, obowiązkowe
będzie odbycie przez nich staży zagranicznych i zorganizowanie
specjalistycznych praktyk w celu uzyskania licencji przez przyszłych inspektorów
bezpieczeństwa, potrzebnych do objęcia funkcji w UDJ. To samo dotyczy
personelu eksploatacyjnego EJ. Czy w ciągu 3. lat, dzielących od rozpoczęcia
inwestycji, te najważniejsze problemy da się rozwiązać? Odpowiedzi należałoby
szukać u twórców Projektu.
_ * _
U podstaw obserwowanego obecnie renesansu energetyki jądrowej
są dwie podstawowe przyczyny: z jednej strony idzie o przeciwdziałanie
niebezpiecznym zmianom klimatycznym, z drugiej zaś – o bezpieczeństwo
energetyczne.
O ile emisja dwutlenku węgla jest zagadnieniem globalnym, na
którego temat istnieje międzynarodowe porozumienie (Protokół z Kioto), nakazujące
poszczególnym państwom ilościowe ograniczenie wydalania do atmosfery tego
gazu, to jednakże sposoby, jakimi miałyby one tego dokonywać – pozostawiono
do ich suwerennych decyzji. W Polsce istnieją zasadniczo dwie drogi działania:
pierwsza - to zwiększenie sprawności siłowni węglowych i utylizacja CO2,
oraz oszczędna gospodarka energią elektryczną, druga - to perspektywiczne
zmniejszanie udziału węgla w produkcji energii elektrycznej, budowa elektrowni
jądrowych i wszelkiego rodzaju źródeł ekologicznie czystej energii
odnawialnej. Opanowanie technologii gazyfikacji węgla dla potrzeb energetyki,
opartej na wykorzystaniu reaktorów prędkich - o czym wspomina wicepremier
Waldemar Pawlak – jest oddalone o jakieś dwa dziesięciolecia, i nie wiadomo,
czy (ze względu na b. skomplikowaną konstrukcję takich reaktorów, bezpieczeństwo
eksploatacji itd.) nadawałaby się do wdrożenia w naszym kraju.
- * -
Profesor Krzysztof Żmijewski na łamach Gazety Wyborczej [6]
napisał, iż „ ..dla Partii Zielonych najpoważniejszym argumentem
przeciw budowie elektrowni jądrowych jest potencjalne zagrożenie, jakie
powoduje promieniowanie radioaktywne (jonizujące!), a zwłaszcza możliwa
skala tego zagrożenia. Nie wiemy też – dodał - jak sobie poradzić
ze skutkami jądrowej katastrofy o masowym zasięgu.” Istniejące doświadczenia
są przerażające.” Praktycznie rzecz biorąc mamy jedno tylko takie doświadczenie:
katastrofę czarnobylską. Od jej powstania minęło już przeszło dwadzieścia
lat bezawaryjnej pracy wszystkich (ponad 400.) pracujących EJ na świecie.
Owszem, nie obeszło się w tym czasie tu i ówdzie bez zdarzeń o charakterze
radiacyjnym, a przy tym bardzo lokalnym, lecz w żadnym przypadku nie były one
groźne, a kierownictwo tych obiektów doskonale z nimi sobie poradziło. Ten
bezawaryjny okres dowiódł, że elektrownie z reaktorami (w większości typu
PWR) o konstrukcji zupełnie niepodobnej do reaktora czarnobylskiego są
bezpieczne. Nie zawierają bowiem owego grafitu, który się stał tam głównym
źródłem pożaru, a ponadto (czego brakowało w elektrowni czarnobylskiej) są
otoczone dwiema, o wyjątkowej wytrzymałości stalowo – betonowymi,
gazoszczelnymi powłokami, tzw. obudowami bezpieczeństwa. Szczególne znaczenie
przy tym odgrywa fakt, iż w odróżnieniu od radzieckiego systemu dozoru jądrowego,
dyspozycyjnego wobec partyjno – biurokratycznej machiny, urzędy tego typu w
państwach demokratycznych są niezależne od władzy wykonawczej. Umożliwia to
im na skrupulatne kontrolowanie obiektów jądrowych zarówno w fazie
projektowej, jaki i w czasie eksploatacji. Warto o tym pamiętać, gdyż za
awarię w Czarnobylu wyłączną winę ponosi owa wszechwładna radziecka
machina rządzenia, która sprawiła, że pomimo niebezpiecznych wad, znanych
konstruktorom (sic!), projekt - jak dziś wiemy - został zatwierdzony do
realizacji.
- * -
I uwaga ostatnia. Budzi zdumienie fakt, że autorzy Projektu,
opracowując rozwój energetyki jądrowej nie skonsultowali tak ważnego tematu
z Państwową Agencją Atomistyki [7].
LITERATURA
1. Ministerstwo Gospodarki: Polityka energetyczna Polski –
Strategia do 2030 r., Projekt z dn. 31.07.2008, Wersja nr 1, http://www.wnp.pl/pliki/1864.html
2. Minister Gospodarki: Polityka energetyczna Polski do roku 2030, Projekt,
wersja 3.2 z dn. 10.09.2007; http://www.mg.gov.pl/NR/rdonlyres/8C3B84AA-C9EF-471A-9B33-A66E2C700CC0/37509/PEPwer3210092007.pdf
3. Energetyka Świata i Polski, ewolucja, stan obecny, perspektywy do 2030 r.
http://www.ien.com.pl/wec/opracowanie/raport_2007.pdf
4. HM Government, Department for
Business, Enterprise and Regulatory Reform; A
White Paper on Nuclear Power, January 2008 http://www.berr.gov.uk/files/file43006.pdf
5. J. Kubowski: Konsultacje społeczne na temat budowy
elektrowni jądrowych – doświadczenie Wielkiej Brytanii, http://www.ekologika.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2038
6. Prof. Krzysztof Żmijewski: „Atomowy kwiatek do kożucha”
(Gazeta Wyborcza, 25.07.2008).
7. Uwagi do materiału pt. „Polityka Energetyczna Polski do
2030 roku, projekt wersja 3.1, http://www.paa.gov.pl/dokumenty/uwagi_pep.pdf
8. Stowarzyszenie Elektryków Polskich: "Uwagi do projektu
opracowania pt. "Polityka energetyczna Polski do 2030 roku" przygotowanego
przez Ministerstwo Gospodarki we wrześniu 2007 r. Warszawa, 10 października
2007 r. http://www.sep.com.pl/opracowania/polityka_energetyczna_polski_do_2030_uwagi_sep.pdf
Promocje: