|
"Użyteczny idiota"... "Użyteczny idiota"Korea Północna jest smutnym reliktem dyktatury Stalina i niedostępnym królestwem głodujących obywateli, które ok. jednej czwartej produktu krajowego brutto wydaje na wojsko. Jej liderzy zawsze byli dobrzy w jednym: międzynarodowym szantażu. Raz za razem wykorzystują obsesję międzynarodowej społeczności wokół rozprzestrzeniania broni nuklearnej, postępów w pracach nad wzbogacaniem uranu, czy odpalania rakiet dalekiego zasięgu nad Morzem Japońskim pod pozorem wystrzeliwania satelitów. Obecnie rolę straszaka – drugi raz w historii – przejął próbny wybuch bomby atomowej.
Tym razem może to być po części kwestia wewnętrznej polityki, w której niedomagający Kim Dzong-il stara się wzmocnić swoją pozycję kolejnym pojedynkiem wymierzonym w nową amerykańską administrację prezydenta Baracka Obamy, nie mówiąc o nerwowych rządach w Japonii i Korei Południowej. Ale taktyka nie różni się wiele od tej z przeszłości – demonstracji gotowości działania w sposób, który eksponuje bezsilność światowych potęg oraz Organizacji Narodów Zjednoczonych, w powstrzymywaniu go.
Pytanie brzmi, czy i kiedy Kim przeliczy się, jak zwykle zdarza się to seryjnym szantażystom. Odpowiedź, bardziej, niż w jakimkolwiek innym miejscu, kryje się w Pekinie.
Bez poparcia Chin reżim Kima nie przetrwałby. Chiny są czołowym partnerem handlowym Korei Północnej i głównym dostawcą energii dla tamtejszych elektrowni, zastępując w tej roli Rosję.
Chiny dostarczają żywność, kiedy zawodzi północnokoreańskie rolnictwo i pilnują granicy, powstrzymując masowy exodus mieszkańców. Uciekinierzy są natychmiast wysyłani do ojczyzny i skazywani tam na więzienie lub nawet śmierć.
W dawnych czasach kraje były oczywiście wielkim sprzymierzeńcami. Hasło "tak blisko jak wargi i zęby" było główną linią chińskiej propagandy opisującą sojusznika, który walczył dzielnie w koreańskiej wojnie domowej przeciwko siłom amerykańskim broniącym Korei Południowej.
Zwrotu tego jednak nie słyszano w Chinach od dawna. Stosunki dyplomatyczne i gospodarcze są znacznie bliższe z Koreą Południową, niż Północną. Ale chiński rząd niezmiennie gwarantuje Phenianowi dyplomatyczną tarczę, powstrzymując międzynarodowe reakcje i umożliwiając stopniową eskalację międzynarodowej retoryki i sankcji.
Ostatni test nuklearny zmusił Chińczyków do znacznie mocniejszej reakcji. Pekin "stanowczo sprzeciwił się" próbie, określonej w Phenianie mianem środka "samoobrony". Pozostają jednak wątpliwości, jak daleko posuną się Chiny w dopuszczeniu surowszych sankcji za nieprzestrzeganie rezolucji ONZ.
Z drugiej strony Kim pełni dla Chin funkcje "użytecznego idioty", rozwścieczającego Waszyngton oraz Tokio i eksponującego ich relatywną bezsilność. Chiny są również głęboko przeciwne jakiejkolwiek perspektywie zjednoczenia obu Korei, ponieważ stworzyłoby silnego proamerykańskiego sojusznika przy samej granicy. Chiny nie chcą robić nic, co mogłoby przynieść szybki upadek gospodarczy i społeczny Północy.
Jednak perspektywa Korei Północnej dysponującej bronią jądrową może być postrzegana jako znacznie gorsza. Japonia może wykorzystać argument irracjonalności i nieprzewidywalności atomowego sąsiada i sama w końcu zdecydować się pokonać opór przed bronią jądrową. To w oczach Pekinu byłoby znacznie większe zagrożenie, niż upadek reżimu Phenianu, zwłaszcza gdyby Japonia otwarcie obwiniła Chiny za pomoc Korei Północnej w budowie jej arsenału nuklearnego.
We wtorek co najmniej jedno źródło w Pekinie miało odwagę zasugerować możliwość zmiany chińskiej postawy. "The Global Times" (podporządkowane Dziennikowi Ludowemu) cytowało analityków twierdzących, że "najwyższy czas, aby Chiny przemyślały swoją politykę" względem Korei Północnej. Nikt nie uważa jednak, że odzwierciedla to rozważania rządu.
- Nie ma potrzeby, aby Chiny kontynuowały swoją dotychczasową politykę wobec kłopotliwego sąsiada - mówi Sun Zhe, szef Instytutu Stosunków Sino-Amerykańskich Uniwersytetu Tsinghua.
Inni analitycy twierdzą, że Chiny nie chcą być postrzegane jako zwolennik amerykańskiej polityki, ale nie chciałyby też zrażać Obamy. Rzeczywiście regularne obecnie rozmowy militarne poruszają sprawy np. Afganistanu i Pakistanu.
Kwestia relacji z Koreą Północną jest w chińskiej stolicy tematem niezwykle drażliwym. Kilka miesięcy temu doświadczony chiński dziennikarz agencji Xinhua został skazany na 18 lat więzienia za dostarczanie informacji na ten temat japońskim i południowokoreańskim dyplomatom. Phenian jest dla Pekinu kłopotem: może tym razem Kim przekona się, że przesadził.
Autor: Quentin Peel -.
Promocje:
|
|